Przeglad prasy ciekawe aktykuly - linki

Zaczęty przez cherry, 05 Maj 2010, 14:41:25

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

wrobelek0403

Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

ziuta

Cytuj,,Błędy, jakie łączą się z biegactwem, to brak roli Mszy Świętej podczas maratonów w niedzielę. Nacisk na przyjemność z ruchu przeniesiony na tzw. życiówki - zdobywanie medali, bieg na czas".
rany...
wow
nie wiem co napisać

malutenka


inkageo

Imagine there is no hate

callja

O maryjanno, wszystko mi opadło...
Nie obrażaj się sam... inni zrobią to lepiej!!! /by teściowa tutora mego ;) /

wrobelek0403

Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login



wrobelek0403

ishka82, czytalam. Nie wiem w sumie jak to skomentowac, dla mnie to obled.
Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

ishka82

Cytat: wrobelek0403 w 20 Cze 2016, 12:58:53
ishka82, czytalam. Nie wiem w sumie jak to skomentowac, dla mnie to obled.
dla mnie też, dlatego wstawiłam link bez słowa komentarza...nie wiem co o tym myśleć, dziwne na maksa

Kasia

ja nie mogę przeczytać bo mi się limit skończył :(

rubin04

Cytat: doda w 20 Cze 2016, 14:20:44
Mi sie tez skończył.

Jaka jest główna myśl tego art?


Rzadko ktoś chce słuchać drugiej strony. W moim odczuciu udało się w tym filmie to, że jest zrobiony szeptem, a nie krzykiem. Wytrzymuję to, co mówi moja mama, i słucham dalej. Naprawdę chcę ją poznać i zrozumieć - rozmowa z Julią Staniszewską, reżyserką filmu "Trzy rozmowy o życiu"
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Więcej takich dobrych tekstów znajdziesz w "Wysokich Obcasach"

Trzy rozmowy o życiu" to film dokumentalny, w którym stworzyłaś niemal laboratoryjne warunki do eksperymentu na temat bardzo uniwersalny: czy możliwe jest porozumienie pomiędzy przedstawicielkami dwóch wykluczających się światopoglądów.

To, że głęboko wierząca katoliczka i agnostyczka siadają do stołu i rozmawiają o in vitro, możliwe było tylko dlatego, że się z moją mamą kochamy i że na świecie są moi synowie.

Zdaniem twojej mamy korzystanie z metody in vitro jest równoznaczne z zabijaniem ludzi. Ty dzięki tej metodzie masz dwóch synów.

Kiedy po czterech latach starań, których mama nie akceptowała, dzieci się urodziły, natychmiast je pokochała. Jest wspaniałą, oddaną babcią. Ale ja miałam poczucie, że ze mną dzieje się coś niedobrego. Zaczęłam się łapać na tym, że kontroluję relacje mamy z synami. Miałam obawy o to, jaki wpływ może na nich mieć jej katolicki światopogląd. Czułam, że to we mnie rośnie. Mogłam udawać, że dzieci tego nie widzą, nie słyszą, nie czują. Wiele rodzin tak funkcjonuje. Ja jednak nie umiem w ten sposób.

Twoja mama chciała rozmawiać?

Pomysł wyszedł ode mnie, ja ją przycisnęłam, żeby usiadła i ze mną porozmawiała. Po pierwszej rozmowie zmontowaliśmy kilka minut. Pokazałam je mamie z pytaniem, czy możemy rozmawiać dalej przed kamerą. Poprosiła o dwa tygodnie na podjęcie decyzji i w końcu się zgodziła. Myślę, że miała i nadal ma mnóstwo wątpliwości. Ale jedna rzecz była bardzo ważna i to mnie też przekonało, że warto kontynuować. Ona powiedziała wtedy: "Nie ośmieszyłaś mojej wiary". Myślę, że strasznie się bała, że nie uszanuję jej światopoglądu.

Mama, wiedząc, że moim zdaniem zawiodła mnie w trakcie starań o dziecko, chciała mi teraz pokazać, że jest ze mną i że robi to dla mnie. Jest bardzo odważna, że się na to zdecydowała.

W filmie pada mocne wyznanie, że gdy urodziłaś synów, miałaś wrażenie, że możesz już umrzeć.

Tak, miałam poczucie, że wypełniłam swoje zadanie. Tak głęboko w to weszłam i z taką determinacją. Po każdej nieudanej próbie, kiedy tylko było to możliwe, podchodziliśmy do kolejnego zabiegu. To się stało dla mnie najważniejsze. Poroniłam trzy razy. I właściwie tak naprawdę absolutną pewność, że chcę być matką i będę próbować dalej, poczułam, gdy poroniłam w 12. tygodniu. Poczułam, co to znaczy być w ciąży i jak wspaniale byłoby mieć dziecko. To doświadczenie było tak silne, że - chociaż dzieci były już na świecie - czułam, że jeżeli jakoś go nie przetworzę, to nie pójdę dalej. Potrzebowałam uwolnić się od tego.

Najpierw chciałam zrobić zdjęcia. Zrobiłam jedno - pary siedzącej w poczekalni kliniki leczenia niepłodności. Jest to inscenizowana fotografia, która powstała w kontekście albumu Zofii Rydet pt. "Mały człowiek". Zdjęcia powojennego baby boomu skonfrontowałam z parą siedzącą na korytarzu wypełnionym zdjęciami dzieci.


Trzy romowy o życiu, debiut filmowy Julii Staniszewskiej . Fot. Materiały Prasowe


To częste w klinikach.

No tak, to jest przekaz: zobaczcie, ile dzieci urodziło się dzięki nam, wam też się uda. Kiedy jednak siedzi się tam piąty raz po czterech latach starań, to staje się opresyjne. Ja już byłam bardzo zmęczona, miałam dosyć i nie chciałam patrzeć na dzieci. Można by znaleźć bardziej neutralny kontekst dla pacjentów.

Potem zaczęłam rozmawiać z ludźmi, którzy przechodzili przez in vitro z różnym skutkiem. Zauważyłam, że w rodzinach, którym się udało i w których dziadkowie są wierzący, temat in vitro to tabu. Przedtem byliśmy przeciwni, teraz są wnuki - super, kochamy je. Urodziły się też dzięki nam, bo je sobie wymodliliśmy. I koniec. Wspólne pełne napięcia milczenie na temat, skąd się wzięły dzieci, żeby tylko komuś się coś nie wymsknęło.

Można tak, prawda? Można tak milczeć w związku z in vitro, można w związku z wyborami. To się ze sobą łączy. Teraz jest taka sytuacja w Polsce, że w czasie spotkań z okazji świąt milczymy. Przynajmniej ja tak mam. Gdybyśmy nie milczeli, nie dałoby się siedzieć razem. Ja nie umiem w ten sposób, to znaczy nie chcę tak żyć. Nie chcę się też kłócić.

Chciałabym po prostu, żeby była możliwość rozmowy. Wchodzenie w dyskusję nieczęsto przynosi efekty. Debaty polityczne to przekrzykiwanie się nawzajem. Nie ma możliwości kompromisu. Rzadko ktoś chce słuchać drugiej strony. W moim odczuciu udało się w tym filmie to, że jest zrobiony szeptem, a nie krzykiem. Wytrzymuję to, co mówi moja mama, i słucham dalej. Naprawdę chcę ją poznać i zrozumieć.

Kamera przy tym pomaga.

Oczywiście, bez niej do takiej rozmowy prawdopodobnie by nie doszło. W codzienności rzadko rozmawia się o poważnych tematach, nigdy nie ma na to czasu, spycha się je, bo są za trudne. Trzeba razem usiąść przy stole, a żeby usiąść, trzeba się umówić. I w obecności kamery trudniej przerwać rozmowę, wstać i wyjść.

Pamiętam, że jak pierwszy raz oglądałam ten materiał, trząsł mi się kark. To było dla mnie bardzo trudne. A potem, z czasem, przy montażu scena po scenie nabierałam dystansu.

Twoja mama nie miała świadomości tego, jak wiele cię to doświadczenie kosztowało?

Nie miała. Dlatego że ja przy niej nie podawałam w wątpliwość swoich prób. Nie można tego zrobić przy kimś, kto jest przeciwny temu, co robisz.

Co ciekawe, moja mama jest internistką. Do czasów moich prób z in vitro była moją lekarką, zgłaszałam się do niej ze wszystkim. Kiedy miałam 28 lat i okazało się, że jeśli chcę mieć dzieci, to powinnam się do tego zabierać, gdyż to nie będzie proste, też poszłam z tym do mamy. Trochę czasu mi zajęło, żeby zrozumieć, że to nie jest dobry adres i jeśli chcę pójść dalej i mieć dzieci, to muszę się od mamy oddzielić, ponieważ ona kierowałaby mnie w stronę kolejnych naturalnych prób i naprotechnologii.

W efekcie przestałyśmy ze sobą rozmawiać. Ja przestałam ją informować, co u mnie słychać, a ona przestała pytać.

Jednak kiedy już byłam w ciąży, to z powrotem się zaangażowała.


Trzy romowy o życiu, debiut filmowy Julii Staniszewskiej . Fot. Materiały Prasowe


Miałaś nadzieję, że film sprawi, iż mama zmieni zdanie?

Tak! Moja mama jest głęboko wierzącą osobą, katoliczką, należy do neokatechumenatu. Na początku przychodzę do mamy jako córeczka, z żalem, że nie była przy mnie, i chcę ją przeciągnąć na swoją stronę. Założenie było takie: rozmawiamy raz na rok przez trzy lata w nadziei, że mama dojrzeje, zmieni zdanie. Podsuwałam jakieś teksty, zabrałam na debatę o in vitro. Ale nie zmieniła zdania.

Potem chciałam zobaczyć, czy w niej jest chociaż jakaś szczelina. Czy ona może myśleć samodzielnie? Czy może w niektórych sprawach kwestionować to, co mówi Kościół? Czy może być - to by było moim marzeniem - reformatorką Kościoła? I okazało się, że nie, moja mama woli być owieczką.

Dziś, po trzech latach, mam wrażenie, że wychodzę z tego doświadczenia jako dorosła kobieta, partnerka w relacji z matką. To jest dla mnie ogromna zmiana. Dojrzałam. I przede wszystkim lepiej rozumiem mamę i nie wymagam od niej niemożliwego.

Pytasz ją w filmie, czy wolałaby, żebyś adoptowała.

I ona mówi: "Tak, jako osoba wierząca, wolałabym, żebyś adoptowała". Dla mnie to jest szokujące. W ogóle nie przewidziałam takiej odpowiedzi, wydawało mi się niewyobrażalne, że tak można myśleć. To był pierwszy moment, kiedy poczułam, że to historia jak z Biblii. Abraham zostaje poddany próbie: kto jest ważniejszy - syn Izaak czy Bóg? I wybiera Boga. Podobnie jak moja mama, która nawet mówi to w filmie.

"Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu".

I ja dzięki temu zdaniu przejrzałam na oczy. Do tego momentu walczyłam, żeby być zrozumianą i zaakceptowaną jako córka. Żeby ona powiedziała: "Myliłam się". Zamiast tego usłyszałam: "Tak silna jest moja wiara, że Bóg i Kościół, przez który przemawia Bóg, są na pierwszym miejscu". I zrozumiałam, że ona naprawdę jest strasznie rozdarta.

W dodatku czuje się też współodpowiedzialna, ma poczucie, że ten "grzech" trochę jest po jej stronie. Zrobiło mi się jej żal. Mój i mojego męża problem się skończył, odnieśliśmy sukces, mamy dwóch wspaniałych synków, dostaliśmy nagrodę za tyle lat starań. A mama została z prawdziwym dylematem, bo z jednej strony bardzo kocha wnuki, a z drugiej - jest przeciwniczką in vitro.

I jak sobie z tym radzi?

Moja mama mówi, że te dwie drogi się nie przecinają. Ona musi z tym żyć. Swoim życiem udowadnia, że jest głęboko wierzącą i praktykującą katoliczką. Jednocześnie jest kochającą babcią i matką, bardzo dużo z siebie dającą i zaangażowaną, mimo że nie poświęciła dla mnie swojej wiary.

Znam historie, w których wierzące rodziny pomagają dzieciom przejść przez in vitro i modlą się o powodzenie. Dla nich rodzina jest ważniejsza od Kościoła. A dla mojej mamy nie.

Można oczywiście patrzeć na rodzinę z perspektywy dłuższego czasu - to jest moja mama, bliska osoba, która przez całe życie tyle dla mnie zrobiła. I odpuścić. Jednak z mojej perspektywy to ważne, żeby walczyć o życie zgodne z własnymi przekonaniami, też politycznymi. Tylko walczyć w dobrym znaczeniu, nie krzycząc, ale rozmawiając.

Twojej mamie zależy na tym, żeby dzieci miały kontakt z Kościołem. Pyta, czy może pokazać im szopkę.

A ja w odpowiedzi odważnie zadaję jej pytanie, jak będą wyglądały nasze święta. I mam nadzieję, że zapyta mnie, czy - skoro święta są u mnie - zgadzam się, by przeczytała fragment Biblii. To mała rzecz, ale pokazuje wagę pozwolenia i szacunek dla drugiej osoby.

A jeśli zapyta, pozwolisz?

Pewnie tak, jeśli to zrobi. Chociaż nie wiem. To jest rzeczywiście trudna kwestia. Przez całe dzieciństwo żyłam tym, że tak musi być. I teraz jest we mnie oczywiście pewien bunt. Najpierw byłam przekonana, że w moim domu tak nie będzie, ale tutaj właściwie też nastąpiła we mnie przemiana. Teraz uważam, że i u mnie święta mogą tak wyglądać, pod warunkiem że wszyscy się na to zgodzą.

Zaakceptowałaś stanowisko mamy?

W pewnym momencie dotarła do mnie myśl, że gdyby udało mi się ją przekonać, jej światopogląd by runął. I co ja bym jej miała do zaoferowania w zamian?

Wolność?

Tak, wolność. I samotność. Kościół zapewnia jej głębokie poczucie wspólnoty. To jest bardzo silne i ogromnie jej potrzebne. Mnie również, tak naprawdę. Tylko że po mojej stronie światopoglądowej tego nie ma. Nie mam czym tego zastąpić. Dlatego uszanowałam i zaakceptowałam światopogląd mamy. Fajnie byłoby czuć wspólnotę, mieć poczucie, że przynależysz, że inni ludzie myślą podobnie, że czujesz się gdzieś bezpiecznie.

A nie masz tak w środowisku artystycznym?

Nie jest to tak głębokie. To jednak praca. To tak, jakby moja mama szukała poczucia wspólnoty w środowisku lekarzy. Do Kościoła możesz przyjść i powiedzieć, że jest ci źle albo że chciałaś się o coś pomodlić. W neokatechumenacie możesz poprosić o to, żeby inni pomodlili się z tobą o coś. To jest inna warstwa. A co my możemy mieć w zamian - terapię grupową?

Można mieć po prostu swoje życie, rodzinę, budować relacje z przyjaciółmi.

Oczywiście, tylko wspólnota to jest wartość dodatkowa, której długo nie brałam pod uwagę, a ona jest bardzo ważna. Więc żeby zrozumieć drugą stronę, trzeba też zrozumieć, że ona istnieje i że ktoś ma tak silną potrzebę wspólnotowości.

Wydaje mi się, że Kościół będzie musiał zaakceptować in vitro, inaczej wierni się od niego odwrócą. Nikt nie odda tej medycznej zdobyczy. Życie się medykalizuje, porody się medykalizują. Zapłodnienie też.

Można także powiedzieć, że in vitro, jak wszystko, jest dziełem Boga.

Moja mama mówi, że jest po prostu niedoskonałe - przez nadliczbowe zarodki i mrożenie.

Mrożenie, bez którego nie miałaby wnuków.

Tak, to jest trudne i pełne sprzeczności. Jednak w takim świecie żyjemy, taką mam rodzinę, taką mamę. Kocham ją, a ona kocha moje dzieci. Film pomógł mi się z tym pogodzić.

Można mieć różne światopoglądy i jednocześnie żyć razem. To, co mówię, jest bardzo proste, ale dojście do tego zajęło mi trzy lata.

Chciałam wyjść naprzeciw mojej mamie i dać jej szansę, tak samo jak sobie, żeby powiedzieć, co myślę, i żeby zostać wysłuchaną. To tyle. O kompromisie nie może być mowy, natomiast są dzieci, jest miłość i życie toczy się dalej.
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login
  Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

zwierzatko_mojej_mamy

a potem mi zamkną forum za prawa autorskie :D
oprócz marzeń, warto też mieć wódkę


http://metryczki.pl/
www.annawilk.pl

Kasia


wrobelek0403

Rubin jutro usunie ;)

Dla mnie to jest rozdwojenie jazni - jak mozna jednoczesnie kochac wnuki, corke i potepiac sposb w jaki sie urodzili, ba.. traktowac corke jak morderczynie. Moze mam waskie horyzonty, ale mysle ze to jest niewykoalne. No a druga kwestia, jak mozna nauki KK  ( bo to nie jest zadna wiara w Boga tylko pokretne intepretacja KK) stawiac nad rodzine. To jest dla mnie niewyobrazalne.
Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

wrobelek0403

Ale powiedziała, ze wolałaby by córka adoptowała, czyli jednak nie do konca akceptuje te dzieci. Moze pewnego dnia jej własne wnuki zapytają: "babciu, wolałabys zeby nas nie było?" Bardzo jestem ciekawa odpowiedzi...
Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

wrobelek0403

doda, no dla mnie to nie do konca to samo. Dla tych rodziców wpadka to tylko moment, nie głoszą potem pogladów, ze kazda wpadka to dramat/zabójstwo i co tam jeszcze. A ta pani zdania nie zmieniła.

Ja tej pani nie bronie posiadania poglądów, myśle jednak, ze powinna się powstrzymać przed takimi komentarzami przy swojej córce.
Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

wrobelek0403

doda, no widzisz, a ja uwazam, ze KK zrobił tej pani wode z mózgu. Zal mi jej w sumie.


Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

wrobelek0403

Doda, jak by moje hipotetyczne dziecko zadalo mi takie pytanie, to chyba bym sklamala. Zeby noe robic mu przykrosci, zeby nie czulo sie rozdarte. No nie wiem.
Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

zwierzatko_mojej_mamy

Cytat: wrobelek0403 w 20 Cze 2016, 17:32:56
Doda, jak by moje hipotetyczne dziecko zadalo mi takie pytanie, to chyba bym sklamala. Zeby noe robic mu przykrosci, zeby nie czulo sie rozdarte. No nie wiem.
ale które pytanie? :>
oprócz marzeń, warto też mieć wódkę


http://metryczki.pl/
www.annawilk.pl

wrobelek0403

Cytat: zwierzatko_mojej_mamy w 20 Cze 2016, 17:37:16
ale które pytanie? :>

Corka pyta, czy jej matka wolalaby, zeby corka adoptowala.
Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login

Kasia

Ta babcia ładnie powiedziała dlaczego jest przeciw invitro, że invitro nie jest doskonale bo jest nadprodukcja zarodków i mrozenie. O ile dla mnie argument mrożenia jest słaby to rzeczywiście nadprodukcja a co za tym idzie niewykorzystywanie zarodków juz moze budzić rozbieżne uczucia (chociaz ja znam wierzących którzy po wszystkie zamrożone zarodki wracają, bo własnie nie chca aby zostały niewykorzystane a oddac tez nie chca. W takich przypadkach argumenty kk sa juz DLA MNIE puste, mrożenia kompletnie nie czuje w czym problem).

Z drugiej strony gdyby taka przeciwna babcia nagle nue była przeciwna ze wzgledu na wnuki to od razu podnioslyby sie głosy ze hipokrytka - i to najcześciej ze strony niewierzących ten argument pada.


Ja mam mieszane uczucia co do artykułu. Z jednej strony kazdy ma prawo fo swoich poglądów i o ile nie wyrusza na żadna krucjatę i namawianie innych to dla mnie problemu nie ma.
Z drugiej cieszę sie ze moja mama w takiej sytuacji ...... nieeeeee u nas nie było by takich dylematów. My sie możemy zastanawiać czy pranie w niedziele wywieszać ale nie w takich życiowych kwestiach.

jo_miekka

Piękna rzecz. Właśnie chodzi o to, by rozmawiać i próbować akceptować przeciwne poglądy. Dla żadnej z nich to nie jest łatwe. Ale można nadal być rodziną i nie ukrywać nic, nie zamiatać pod dywan.

wrobelek0403

Za dwadzieścia lat bar­dziej będziesz żałował te­go, cze­go nie zro­biłeś, niż te­go, co zro­biłeś. Więc od­wiąż li­ny, opuść bez­pie­czną przys­tań. Złap w żag­le pomyślne wiat­ry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. /M.Twain/
Guests are not allowed to view images in posts, please Register or Login