Autor Wątek: na utrzymaniu meza  (Przeczytany 29533 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

flor

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #75 dnia: 19 Paź 2007, 13:03:10 »
To zależy od typu osobowości.
Ja kiedy nie pracowałam, miałam dni wypełnione od rana do nocy i niektórzy bliscy pukali się w czoło gdy mówiłam, że nie mam na coś tam czasu.
Mnie brakowało tylko pieniędzy; poza tym naprawdę byłam zajęta, ale mam  taką naturę. Zawsze pasjonowało mnie wiele rzeczy i zawsze umiałam sobie zorganizować czas.
Uczyłam się języka i doskonaliłam znajomość tych, które znam. Czytałam książki. Oglądałam filmy. Próbowałam wrócić do malowania (zalążek talentu jednak zginął bezpowrotnie). Robiłam drzewo genealogiczne. Pisałam jakąś moją grafomanię. Pisałam blog. Ćwiczyłam. W internecie szukałam info dot. mody i imiennictwa  (moje zainteresowania) - łaziłam po różnych stronach w różnych krajach, także forach. Nauczyłam się gotować. Chodziłam na taniec.
Gdyby te zajęcia przynosiły dochód, nie było by dla mnie problemu  ;-)
Ale wiem, że są osoby, dla których cały rytuał pracowniczy związany z naszykowaniem się do pracy, wyjściem z domu, pracą sensu stricte, spotkaniem z kolegami, lunchem, powrotem do domu jest priorytetowy. Dla mnie nie jest. Brak gotówki przysłaniał jednak radość z takiego trybu życia  :-(

malutenka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #76 dnia: 19 Paź 2007, 14:13:10 »
Cytat: "flor"
To zależy od typu osobowości.
Cytat: "flor"
Ale wiem, że są osoby, dla których cały rytuał pracowniczy związany z naszykowaniem się do pracy, wyjściem z domu, pracą sensu stricte, spotkaniem z kolegami, lunchem, powrotem do domu jest priorytetowy. Dla mnie nie jest. Brak gotówki przysłaniał jednak radość z takiego trybu życia :-(


No u mnie jest tak, że jeśli mam część dnia zajętą pracą, to później mam jeszcze więcej energii na robienie rzeczy, które mnie cieszą, które lubię robić. Jk mam cały dzień od rana do wiecora wolny, bez jakichś obowiążków typu 'muszę wyjść', 'muszę gdzieś być', to po dwóch tygodniach nic mi nie sprawia przyjemności. W pewnym momencie nawet książek nie mogłam czytać.
I'm not a psychopath, Anderson, I'm a highly-functioning sociopath. Do your research.

julka

  • Gość
na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #77 dnia: 19 Paź 2007, 14:54:36 »
Cytat: "malutenka5"
No u mnie jest tak, że jeśli mam część dnia zajętą pracą, to później mam jeszcze więcej energii na robienie rzeczy, które mnie cieszą, które lubię robić. Jk mam cały dzień od rana do wiecora wolny, bez jakichś obowiążków typu 'muszę wyjść', 'muszę gdzieś być', to po dwóch tygodniach nic mi nie sprawia przyjemności. W pewnym momencie nawet książek nie mogłam czytać.


Racja. Rany, taka młodziutka, a już tyle wie, zjesz nas kiedyś malutenka  :mrgreen: Ja to sobie nawet weekendu nie umiem sensownie zaplanować i na ogół go przebmibuję, nie robiąc nic sensownego. Obowiązki ułatwiają planowanie  ;-)

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #77 dnia: 19 Paź 2007, 14:54:36 »

malutenka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #78 dnia: 19 Paź 2007, 15:11:18 »
Cytat: "julka"
zjesz nas kiedyś malutenka :mrgreen:
nie zjem, ludziny nie lubię :mrgreen:
Cytat: "julka"
taka młodziutka
ciii, mój chłop jojczy ostatnio, że w styczniu kończy 26 lat i będzie stary. :mrgreen:

Po prostu  lubię mieć dzień od rana do nocy zaplanowany, w weekend tyle niezaplanowania, że śpię bardzo długo.
Cytat: "julka"
a już tyle wie,
Nie wiem, nadal jestem nieukiem bez studiów i coraz bardziej zaczyna mi to dokuczać, rok po maturze robiłam studium aktorskie, następny rok to był miesiąc na pedagogice i wyjazd do Irlandii, muszę w końcu się za to zabrać. :->

julka

  • Gość
na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #79 dnia: 19 Paź 2007, 15:26:14 »
Cytat: "malutenka5"
nie zjem, ludziny nie lubię  

uffff
Cytat: "malutenka5"
ciii, mój chłop jojczy ostatnio, że w styczniu kończy 26 lat i będzie stary.  

Niech ja go spotkam, 26 lat i stary?  :evil:
Cytat: "malutenka5"
Po prostu lubię mieć dzień od rana do nocy zaplanowany, w weekend tyle niezaplanowania, że śpię bardzo długo.

 :mrgreen:  średnio do 11  ;-)

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #79 dnia: 19 Paź 2007, 15:26:14 »

malutenka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #80 dnia: 19 Paź 2007, 15:30:49 »
Cytat: "julka"
Niech ja go spotkam, 26 lat i stary? :evil:

rocznik 82. Tyle, że on jest ze stycznia, ja z lipca, i przez parę miesięcy ja będę mieć dalej 21, a on już 26. Ale ponoć przy młodych żonkach się młodnieje :mrgreen:

Cytat: "julka"
średnio do 11 ;-)
Tak długo nie da rady, do 9.30 wystarczy, czasami do 10... zależy jak długo siedzimy w noc pprzedzającą. Dzisiaj będzie maraton 'Szklanych pułapek' bo mamy komplet :Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj: ja bym sobie jeszcze 'Pachnidło' obejrzała, ale to już na sobotę zostanie.

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #81 dnia: 19 Paź 2007, 15:57:42 »
Cytat: "julka"
Ja to sobie nawet weekendu nie umiem sensownie zaplanować i na ogół go przebmibuję, nie robiąc nic sensownego. Obowiązki ułatwiają planowanie  


Mnie bawia i relaksuja moje hobby i zajecia w wolnym czasie bo sa dodatkiem do pracy, wlasnie ta lepsza strona zycia. Kiedy mialyby mi wypelnic caly dzien, pewnie stracilyby urok. To tak jak jedzenie deseru na sniadanie, obiad i kolacje.

Pytanie od dziewczyn, ktore znaja niepracujace (jako styl zycia nie przejsciowy okres miedzy skonczeniem studiów i znalezieniem pracy, etc.) kobiety. Co one robia w ciagu dnia? Czym sie zajmuja? Szczegolnie interesuja mnie te, ktore nie maja maly dzieci, ale raczej dzieci w wieku szkolnym albo zero potomstwa. Znacie takie?
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

eva_luna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #82 dnia: 19 Paź 2007, 16:05:29 »
Cytat: "siog"
Cytat: "eva_luna"
Poza tym nie potrafilabym siedzidec w domu i czekac na meza z obiadem. Zreszta On tez tego nie chce, wie, ze to by nie uszczesliwilo nikogo.


sorry dziewczyny ale dziwi mnie troche tak radykalne rozumienie.. dlaczego myslisz (tez kilka osob w tym watku) ze kobieta niepracujaca=kura domowa=siedzi w domu i tylko sprzata i gotuje.

skad to w ogole do glowy przychodzi? przeciez kobieta niepracujaca nie musi siedziec w domu moze zajac sie czyms co jej sprawia przyjemnosc,hobby itd...


z duzym opoznieniem, ale odpowiadam- nie mysle, ze kura domowa to tylko scierka i garnki. Absolutnie daleka jestem od takiego myslenia.
Poza tym nie uwazam, zeby to bylo hanbiace, po prostu akurat do mojej osobowosci nie pasuje. Wydaje mi sie, ze jesli taka kobieta zapedzi sie w swoich obowiazkach domowych, to sila rzeczy krag przyjaciol sie moze zmniejszyc, nie bedzie okazji do poznawania nowych ludzi. I moze zawiac nuda.

 Poza tym wyszukiwanie restauracji na kolacje z mezem przejdzie wg mnie przez miesiac, potem to i to przestanie byc fajne. I hobby moze sie przejesc ( amoze to ja nigdy nie mialam na tyle silnej pasji, kto wie....)
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

mayagaramond

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #83 dnia: 19 Paź 2007, 16:59:09 »
Cytuj (zaznaczone)
Pytanie od dziewczyn, ktore znaja niepracujace (jako styl zycia nie przejsciowy okres miedzy skonczeniem studiów i znalezieniem pracy, etc.) kobiety. Co one robia w ciagu dnia? Czym sie zajmuja? Szczegolnie interesuja mnie te, ktore nie maja maly dzieci, ale raczej dzieci w wieku szkolnym albo zero potomstwa. Znacie takie?


No ja znam tylko takie, ktore maja/mialy dzieci - np. moja tesciowa. Dzieci sztuk 3, dwojka najmlodszych to blizniaki. Oprocz sprzatania (ale ona tak sprzata, ze chata sie blyszczy - czyli sprzatanie lazienki zajmuje jej dwa razy tyle czasu co mi...), prasowania, gotowania, zajmowala sie ogrodem, wozila dzieci na zajecia z muzyki itp. Na jakis fitness tez chodzila. Wiecej nie wiem, ale znajac tesciowa to ona zawsze sobie cos do roboty znajdzie :-D
Z zawodu jest pielegniarka, ale od urodzenia dzieci nie pracowala zawodowo. I mowie, ze nie zaluje, ze nigdy jej sie nie nudzilo. Nie nalezy zapomniec, ze byly to inne czasy, w dawnym RFN niewiele kobiet pracowalo zawodowo. W DDR wygladalo to zupelnie inaczej.
"Man muß nie verzweifeln, wenn einem etwas verloren geht, ein Mensch oder eine Freude oder ein Glück; es kommt alles noch herrlicher wieder. Was abfallen muß, fällt ab; was zu uns gehört, bleibt bei uns (...)"

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #84 dnia: 19 Paź 2007, 18:44:10 »
Cytuj (zaznaczone)
sorry dziewczyny ale dziwi mnie troche tak radykalne rozumienie.. dlaczego myslisz (tez kilka osob w tym watku) ze kobieta niepracujaca=kura domowa=siedzi w domu i tylko sprzata i gotuje.

skad to w ogole do glowy przychodzi? przeciez kobieta niepracujaca nie musi siedziec w domu moze zajac sie czyms co jej sprawia przyjemnosc,hobby itd...



troche po czasie, ale....


JA nie rozumiem, jak można siedzieć w domu , nie pracowac i jeszcze uważać, ze jedynym zajęciem takiej osoby (czy to faceta czy kobiety-mowie tu o tej osobie w małżeństwie, która nie pracuje) to zajmowanie sie swoim rozwojem hobby i wyszukiwaniem restauracji-z całym szcunkiem, ale nie wyobrazam sobie takiej sytacji, ze jedna osoba lata do rpacy zarabia a druga w tm czasi ma całodobowe wakacje


kiedy zczelismy z moim G. mieszkac razem, jeszcze przed slubem, nawte rpzed zareczynami, to ja pracowałam a on nie
wstawał ze mna rano, robił śniadanie i kanapkę do rpacy
robił w ciagu dnia zakupy, zmywał naczynia po poprzednim dniu ( nie mielismy ejszcze zmywarki) gotował obiad na moj powrot i robił porzadek w mieszkaniu
i nie marudził, ze ejst kura domowa czy ze chce sie rozwijac
nie musiałam mu mowic, zeby to robił-sam czuł, ze skoro on ejst w domu to moze o ten dom zadbac
nie witał mnie tez od progu-czekałem tylko na ciebie zbeysmy razem poszli na zakupy potem posprzątali a potem zrobili obiad

kiedy pracowaliśmy razem-panował system opiekowania sie domem, który od tygodnie znow stosujemy
ale był tez ostanio czas, kiedy ja nie miałam stałej pracy, robbiłam sobie w domu zlecenia
i nie wyobrazam sobie ze skoro jestem w domu to zajmuje sie jakims hobby i innymi dyrdymałami a jak maz staje w drzwiach to ruszam dupsko i razem wszystko robimy
owszem, razem sprzatamy gruntownie w soboty, jezdzimy na zakupy itp-ale jak byłam w domu to robiłam rano sniadanie, gotowałam obiad , ogarniałam dom i nie uwazałam ze stałam sie garkotłukiem
on szedł do rpacy, ja cos troche rpacowalam w domu, ale kurna no-on nie rpacuje poto, zebym ja sie zajmowała przyjemnosciami

przyjemności owszem tak,ale obowiazki tez jakies trzeba miec i nie mowie tu o obdzwanianiu restauracji

teraz ja znow jestem na etacie, wiec system jest inny.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
mąż mężem ale życie prywatne trzeba mieć Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

siog

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #85 dnia: 19 Paź 2007, 19:15:33 »
Cytat: nionczka
Cytat: "julka"
J

Pytanie od dziewczyn, ktore znaja niepracujace (jako styl zycia nie przejsciowy okres miedzy skonczeniem studiów i znalezieniem pracy, etc.) kobiety. Co one robia w ciagu dnia? Czym sie zajmuja? Szczegolnie interesuja mnie te, ktore nie maja maly dzieci, ale raczej dzieci w wieku szkolnym albo zero potomstwa. Znacie takie?



dzialalnosc charytatywna np.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #86 dnia: 19 Paź 2007, 19:21:53 »
Eeee, to mnie nie przekonuje. Ja nie jestem z tych dobrych osob co innym pomagaja. Ja sie w tak pozytywnych dziedzinach nie moglabym realizowac, mowie to na serio. Jestem egositka, przyznaje sie do tego i ze nie czuje wewnetrznej potrzeby pomagania innym tez.

Mysle, ze jedyna dziedizna jaka moglaby mi zastapic prace zawodowa to sztuka. Gdybym miala jakis talent chyba moglabym sie jej poswiecic. Ale ze beztalencie jestem to chodze do roboty :-)

flor

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #87 dnia: 19 Paź 2007, 19:24:32 »
Hm, ja miałam czas i na hobby, i na sprżątanie.
Wstawałam codziennie o 6.30, sama mianowałam się odpowiedzialną za gotowanie, sprzątanie itp. Oprócz tego ww. przeze mnie zajęcia. Taki etap. Pracy jednocześnie też szukałam.

[ Dodano: 19-10-2007, 19:27 ]
Cytat: "nionczka"
Eeee, to mnie nie przekonuje. Ja nie jestem z tych dobrych osob co innym pomagaja. Ja sie w tak pozytywnych dziedzinach nie moglabym realizowac, mowie to na serio. Jestem egositka, przyznaje sie do tego i ze nie czuje wewnetrznej potrzeby pomagania innym tez.

Mysle, ze jedyna dziedizna jaka moglaby mi zastapic prace zawodowa to sztuka. Gdybym miala jakis talent chyba moglabym sie jej poswiecic. Ale ze beztalencie jestem to chodze do roboty :-)


No właśnie Nionczka, też tak myślę. Gdybym tylko miała talent...   :->

siog

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #88 dnia: 19 Paź 2007, 19:34:57 »
ja koncze dyskusje bo do niczego nie prowadzi...

sa rozni ludzie i rozne maja potrzeby. sa tez rozne sytuacje gorsze i lepsze i calkiem niezalezne od nas.

watek powstal przez Elizapj i w syt w jakiej sie zanalazla/znajdzie za kilka mies...

chcialam po prostu napisac ze nie zgdzam sie z taka mentalnoscia i takiem typem myslenia ze wszystko jest czarno-biale, dobre albo zle.

nie wierze w mity:
kobieta niepracujaca=kura domowa=nie wychodzi z domu
kobieta pracujaca= robiaca kariere=spelniona.

schematow, przykladow nie przedstawie, bo tak jak napisalam sa rozne kobiety i maja rozne potrzeby. te ktore nie pracuja moze zajmuja sie sztuka, moze calkowicie pochlania je dom i dzieci, moze zajmuja sie dzialalnoscia chatytatywna, noze po prostu nie chca pracowac - ich prawo ich sprawa, moze po prostu zanalazly sie w syt ze nie moga...

moje obserwacje sa z rodzin dosc zamoznych gdzie meza spokojnie stac na utrzymanie domu...

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #89 dnia: 19 Paź 2007, 19:39:57 »
Cytat: "flor"
Wstawałam codziennie o 6.30,


ja wstawałam o 8 robiłam mezowi sniadanie, zjadalismy razem i ja ejszcze spałam z godzine:P czułam sie zmeczona dzien w dzien

teraz wstaje o 6 i NIE chce mi sie spac w ciagu dnia, czuje sie super mam duzo energii itp

chyba przyoadkiem przez nowa prce odkryłam swoj własciwy zegar bilogiczny:P

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #89 dnia: 19 Paź 2007, 19:39:57 »

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #90 dnia: 19 Paź 2007, 19:56:52 »
Cytat: "siog"
ja koncze dyskusje bo do niczego nie prowadzi...


Nie mow tak Siog, nie uwazam, zeby ta dyskusja do niczego nie prowadzila. Mi ta dyskusja bardzo duzo daje. Ja staram sie zrozumiec co dla innych kobiet moze byc tak atrakcyjnego jak dla mnie praca. Wiem, ze moze to byc dziecko. Ale co robia kiedy dziecko urosnie? Czym sie zajmuja? Tego nie wiem.

Ja ich nie oceniam, a juz napewno nie negatywnie. Po prostu w moim otoczeniu nie ma niepracujacych kobiet. Tym bardziej, ze w naszej rzeczywistosc  (mam na mysli zarowno Polske jak i Hiszpanie) bardzo trudno jest jednej osobie utrzymac rodzine. Wiec nawet te kobiety, ktore by chcialy zajac sie domem, nie maja takiej mozliwosci. I to jest akurat smutne bo powinny miec wybór.

Te kobiety, ktore ja znam i ktore w jakims momencie siedzialy w domu zawsze wiedzialy albo mialy nadzieje, ze pojda/wroca do pracy (ja rowniez). To byla tylko kwestia czasu. Chcialam tylko poznac punkt widzenia osób, ktore nie pracuja zarobkowo i juz. I bardzo sie ciesze, ze podalas przyklad pracy charytatywnej. Sama o tym nie pomyslalam. I wierze Ci, ze niektore osoby moga sie w niej realizowac. I chwala im/Wam za to. Przynajmniej rownowaza postawe takich egositek jak ja.
Ale tez musisz nas zrouzmiec Siog, bo my jestesmy dziewczyny, ktore wyrosly z plakatami "Kobiety na traktory" w tle. trudno jest nam sie przestawic na inny styl myslenia skoro nasze mamy od zawsze pracowaly i wpajaly nam, ze kobieta musi byc niezalezna, dzielna, zaradna. Ze musi sama na siebie potrafic zapracowac, prowadzic samochód, firme a nawet traktor.

Z kim spedzaja wolny czas niepracujace kobiety kiedy nie maja niepracujacych kolezanek a maz jest w pracy? Czy nie sa odizolowane? I czy nie boja sie, ze zostana kiedys same? Nie chodzi mi o rozwody, ale np. o zgon. Jak utrzymaja rodzine? Czy irlandzki system przewiduje renty wdowcze, ktore wystarczaja na utrzymanie calej rodziny? Szczegolnie, ze mowisz, ze zazwyczaj macie duzo dzieci. Czy po latahc bez pracy kobieta w Irlandii ma szanse na znalezienie pracy w zawodzie? Ja tylko chcialam sie dowiedziec czegos na ten temat.

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #91 dnia: 19 Paź 2007, 20:03:19 »
Cytat: "nionczka"
Z kim spedzaja wolny czas niepracujace kobiety kiedy nie maja niepracujacych kolezanek a maz jest w pracy?


nnoczka, zgadzam sie z toba
Wszyscy znajomi rpacuja, a Ci ktorzy jeszcze nie rpacuja to studiują-w ciagu dnia ludzie raczej sa zajeci sprawami rpzyziemnym, ja czy pracowałam czy nie to towarzysko udzielamłam sie raczej pozmym popołudniem lub wieczorem
wiec moje kontakty nie sa zalezne od rpacy Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

mayagaramond

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #92 dnia: 19 Paź 2007, 20:07:57 »
Cytat: "nionczka"
Czym sie zajmuja? Tego nie wiem.


Jako ze innych przykladow brak przywolam tesciowa - oprocz zajmowanie sie domem (jest od kilku lat wdowa i jak sma mowi, ma jeszcze wiecej pracy niz wczesniej, bo teraz WSZYSTKO jest na jej glowie), chodzi do teatru, na gimnastyke, czasem gdzies wyjedzie, np. do opery do Drezna, oprocz tego pracuje charytatywnie kilka godzin tygodniowo, choc sama ma prawie 70 lat..., no i od kliku miesiecy ma wnuka, wiec czasem jezdzi do corki i jej pomaga (ale to prawie 500 km, wiec nie co weekend).

Nie przecze, ze miala tez ten komfort, ze nie musiala pracowac, bo maz zarabial wystarczajaco.

mam6lat

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #93 dnia: 19 Paź 2007, 20:44:59 »
właśnie dziś mój szanowny mąż tonem nie znoszącym sprzeciwu i bardzo pewny siebie oznajmił, ze on utrzymuje mnie i cały dom - hmmm - zapadło milczenie - on chyba czekał na oklaski i moje "tak, tak, tak!" - nie wiem co mam myśleć..on jest przekonany ze to co powiedział jest słuszne Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
szczerze: nie wiem, czy on to wyniósł ze swojego domu? kiedyś taki (głupi) nie był;
dodam, ze odkąd się znamy - zawsze pracowałam (nawet moja przerwa na urodzenie dziecka to było raptem 35 dni)
oczywiście - decydując sie na nieoddawanie dzieci nianiom - pracuję nie w systemie 5 dni po 8 godz., zazwyczaj tez zarabiam mniej niz on w jego pracy tez mu pomagam (jakby nie patrząc nieodpłatnie)
totalnie zaskoczył mnie i dobił taka bezmyślnością!!!
przykre - bo kiedys przez kilka lat utrzymywał swoja "byłą narzeczoną"
faceci sa beznadziejni - zadufani w sobie męzowie szczególnie!
(a i jeszcze w środę zadzwoniła moja kumpela ktorej mąz "pojechał" z takim samym tekstem)

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #94 dnia: 19 Paź 2007, 20:54:50 »
mam6lat, mama nadzieje ze nie zamierzasz sie dostaosowac....

moj ma inny ciekawy teks: zrobisz jak uwazasz Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

eva_luna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #95 dnia: 19 Paź 2007, 22:36:19 »
Cytat: "siog"
hcialam po prostu napisac ze nie zgdzam sie z taka mentalnoscia i takiem typem myslenia ze wszystko jest czarno-biale, dobre albo zle.

nie wierze w mity:
kobieta niepracujaca=kura domowa=nie wychodzi z domu
kobieta pracujaca= robiaca kariere=spelniona.


Siog a czy ktos tutaj tak uwaza?????????????????????
przeciez to jest wielkie uproszczenie! Chodzi o to, zeby kazdy mogl robic to, co go uszczesliwi. Nie wiem jak pozostale dziewczyny, ale ja napisalam O SOBIE a nie o ogole, ze siedzenie w domu i czekanie na Meza z obiadkiem nie jest spelnieniem moich marzen, i tyle. Znam dziewczyny, ktore to uszczesliwia, i ok. Dla kazdego cos milego  ;-)

rubin04

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #96 dnia: 20 Paź 2007, 00:24:46 »
no to i ja coś dodam: ponieważ charakter mam taki a nie inny moim dązeniem jest sytuacja kiedy to będę zawodowo sam a sobie "sterem, żeglarzem, okrętem":
Mój M. się do tego nie nadaje, ale ja nie mogę znieśc jak mój obeny szef popełnia takie błedy w marketingu że aż boli.. Dlatego kiedys bedę chciała mieć swoją firmę.

Własna firma da mi luksus pracowania w domu - jak to mówię: będe jedną nogą kołysać kołyskę, jedną reką mieszać zupę, a drugą klepać projekty.. Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Mówię ostatnio do M.: "za rok o tej porze chciałabym robić własne projekty juz pełną parą:" a on na to:  "za rok o tej porze to Ty kwas foliowy bedziesz łykać" hihi...

Ja w temacie nie jestem obiektywna chyba - pani psycholog stiwerdziła u mnie daleko posunięty pracocholizm...
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #97 dnia: 20 Paź 2007, 02:09:02 »
ja, niepracujaca, swiezo upieczona zona, dzis opuscilam swoj forumowy obowiazek bo mialam caly dzien pelen zajec poza domem..
a teraz przyszlo mi sie ustosunkowac do TYLU wypowiedzi...
za dlugo..pewnie nikt nie przeczyta....
Cytat: "eva_luna"
Poza tym wyszukiwanie restauracji na kolacje z mezem przejdzie wg mnie przez miesiac, potem to i to przestanie byc fajne
nas to kreci nadal bardzo. obydwoje uwielbiamy dobrze jesc, odkrywac nowe lokale, rzadko zdarza nam sie wracac w to samo miejsce...wiec moze to bardzo partykularny przyklad spedzania czasu..ale w naszym przypadku akurat szukanie oraz chodzenie do restauracji traktujemy jak bardzo fajne przezycie:) lubimy sobie menu przeczytac w necie...porownac z innym...nie wiem, moze inni takich 'hobby' nie maja..., my tak.
Cytat: "salsa"
ze jedna osoba lata do rpacy zarabia a druga w tm czasi ma całodobowe wakacje
moze nie bylo to fair, gdyby ta 'latajaca do pracy' harowala w fabryce, lb jakiejs pracy nawet intelektualnej, ale kt nie cierpi..Uwazam, ze jesli ta pracujaca uwielbia swoja prace, a zarabia wystarczajaco na cala rodzine...to nie wiem czemu ta druga strona nie miala by miec czasu zupelnie wolnego...jesli by chciala...bo jesli mialoby jej z tym byc zle..to oczywiscie, ze nie.
no i oczywiscie to nie sa zadne wakacje...jesli ktos jest nieszczesliwy z powodu swego niepracowania:(
Cytat: "salsa"
ale kurna no-on nie rpacuje poto, zebym ja sie zajmowała przyjemnosciami
jak wyzej, ...czemu nie? jesli jego praca go na tyle satysfakcjonuje, ze traktuje ja wrecz jak pasje....to dlaczego uklad nie mogl by byc taki, ze 1 sie zajmuej pasjami zarobkowo, a drugie niezarobkowo? przy zalozeniu, ze te pasje zarobkowe starczaja na wszystko...
Cytat: "siog"
chcialam po prostu napisac ze nie zgdzam sie z taka mentalnoscia i takiem typem myslenia ze wszystko jest czarno-biale, dobre albo zle.
nie moglabym sie zgodzic bardziej...swiat nie jest taki ying yang...i nie wszystkie niepracujace kobiety sa szczesliwe z niepracowania...rowniez nie wszystkie pracujace uwazaja sie za spelnione...Czesc kobiet z obu grup owszem jest w wlasnie w takim ukladzie w jakim pragnie..a  czesc cierpi z pwodu swego ukladu...
Cytat: "siog"
noze po prostu nie chca pracowac - ich prawo ich sprawa
wiem, ze czesc na pewno z Was zna co to znaczy miec prawo do pracy odebrane, i mysle ze tak samo nie fajne jest jak sie komus by mialo (spolecznym powazaniem) prawo do niepracy zabierac..
Cytat: "nionczka"
ym bardziej, ze w naszej rzeczywistosc (mam na mysli zarowno Polske jak i Hiszpanie)
Cytat: "nionczka"
ktore wyrosly z plakatami "Kobiety na traktory" w tle. trudno jest nam sie przestawic na inny styl myslenia skoro nasze mamy od zawsze pracowaly i wpajaly nam, ze kobieta musi byc niezalezna, dzielna, zaradna. Ze musi sama na siebie potrafic zapracowac, prowadzic samochód, firme a nawet traktor.
do tego wychowania niestety nalezaloby dorzucic przykry fakt, naszczescie nie zawsze prawdziwy, ze te harujace Polki, na prawde haruja jak najbardziej przedsiebiorcze i ambitne kobiety na swiecie...zarabiaja od przecietnej rowiesnicy o tym samym wyksztalceniu polowe mniej:( wracajac do domow i odwalajac drgi etat jak w jakis sredniowieczu gdzie facet sie praca domowa nie zhanbi. maja na swoje nieszczescie wpojone, ze pracowac to brzmi dumnie...i zadna praca nie jest dla dobrej matki i zony za duza, za ciezka, etc.....na szczescie nie zawsze tak jest...ale zapewne kazda z nas takie pary zna:(
Hiszpania to tez przykry przyklad jesli chodzi 'wyzwolenie sie kobiet'. kraj,  w kt do 81 nie istnialo prawo do rozwodu, kobiety z pokolenia naszych mam czesto sa pierwszym pokoleniem, kt konczylo studia i szlo do pracy, bo do smierci Franco miejscem kobiet byla kuchnia i kosciol...Dzisiejsza Hiszp ma wg mie pofrankistowska czkawke, i.e. chcialy sie tak bardzo tamtemu systemowi spolecznemu przeciwstawic (czemu nikt im nie sie dziwi, i wszyscy chwala), ze przesadzili w 2a str. Jest dzis nie do pomyslenia by mloda hiszpanka nie miala planow na wielka kariere, zadna (generalizuje oczywsice) nie powie, ze pragnie zajac sie domem. Zle sie to im kojarzy; za malo czasu uplynelo, pokolenia pamietajace tamte czasy nadal zyja.....to jest moja wlasna interpretacja tamtego spoleczestwa, ale mysle ze po 4l moge sobie na nia pozwolic.....i model jaki w ES dzis wydaje sie im jedyny sluszny, to wlasnie koniecznie przeciwstawny do kobiety nie pracujacej...bo sie nieszczesliwie i nieslusznie kojarzy z frankistowksa opresja wolnego wyboru kobiet...

a tak w ogole, to mi sie chyba niechcacy udaje poczatkowac watki, kt Was lekko sklocaja...Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj moze ja sie juz nie bede za mocno uaktywniac.... :cry:
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub ZalogujNie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #98 dnia: 20 Paź 2007, 10:24:43 »
Cytat: elizapj
salsa napisał/a:   
ze jedna osoba lata do rpacy zarabia a druga w tm czasi ma całodobowe wakacje
moze nie bylo to fair, gdyby ta 'latajaca do pracy' harowala w fabryce, lb jakiejs pracy nawet intelektualnej, ale kt nie cierpi..Uwazam, ze jesli ta pracujaca uwielbia swoja prace, a zarabia wystarczajaco na cala rodzine...to nie wiem czemu ta druga strona nie miala by miec czasu zupelnie wolnego...jesli by chciala...bo jesli mialoby jej z tym byc zle..to oczywiscie, ze nie.
no i oczywiscie to nie sa zadne wakacje...jesli ktos jest nieszczesliwy z powodu swego niepracowania:(


niestety, nie zgadzam sie z takim mysleniem
nigdy nie zrozumiem kobiet, ktore mowia, ze : moj maz uwielbia swoja rpace i switnie zarabia wiec niech to robi a ja sie zajme ubarwianiem swojego zycia.
nie chce uzyc słow krystalizujacych moje mysli na temat takie osoby
powiem tylko jedno-utrzymanka/utrzymanek
jestem za zwiazkami partnerskimim a sytuacja taka w ktorej jedna strona pracuje a druga sie leni i zajmuje głownie soba przypomina układ zależnosciowo-sponsorski (albo dziewczyna znalazła sobie tatusia, albo facet dzianą mamitę)
jesli mamy mase kasy, tak ze słuzba lata po dobu, to osoba nie rpacujaca moze zjac sie wspolnym zyciem np-od strony orgaznizacyjnej
jednak z wiem, ze nie mo9wimy tu o czyms takim ale o małzenstwei nawet z dobra jedna pensja, ale bez domu pełnego słuzby
nie moga zrozumiec osob ktore uwazja ze nie maja zadnych obowiazków
kazdy lubi, kiedy jest przyjemnie, ale dorosłosc to nie same przyjemnosci
gdy pracuje,y razem to ok-trzeba to jakos podzielic, bo inaczej jedna osoba sie zajedzie
ale ejsli pracuje jadno, to drugie tez musi miec jakis wkład w ten dom-i nie tylko osobowy
osoba pracujaca tez musi pomagac w domu-np przy dzieciach, czasem cos ugotowac, omoc w sprzataniu itp ale punkt ciezkosci przypada na osobe siedzaca w domu-niestety
wybac, ale myslenie w stylu : on/ona swietnie zarabia , lubi swoja prace wiec niech rpacuje a ja bede spedzac czas na rpzyjemnosciach-uwazam za kompletny brak dojrzałosci zyciowej i dojrzałosci do małzenstwa partnerskiego

nie ejst istotne w tym wywodzie to, czy druga strona lubi czy nie swoja prace
ja na miejscu meza, o ktorym mowisz (lubi prace i duzo zarabia,czy tez zony, ktora lata do pracy, przynosi kase, a domu zalega jej zrelaksowany małoznek) czułabym sie wykorzystana
co innego-nie pa pracy ale sie staram, dba o dom no i ma jeszcze nauke to tamto-ok, to rozumiem
ale gdbybym wracała do domu i widziała trutnia, ktory nie pracuje a zajmuje sie swoimi przyjemnostkami i nawet domem sie zajac nie moze to bym była bardzo rozczarowana taka osoba





Cytat: elizapj
jesli jego praca go na tyle satysfakcjonuje, ze traktuje ja wrecz jak pasje....to dlaczego uklad nie mogl by byc taki, ze 1 sie zajmuej pasjami zarobkowo, a drugie niezarobkowo? przy zalozeniu, ze te pasje zarobkowe starczaja na wszystko...

uwazam ze jest to sposob  na racjonalizacje tego, co sie tak na prawde dzieje
niestety, to jest tylko zasłona dymna na to , co wyzej opisałam
jesli ejgo praca jest jego pasja to jest t tylko i wyłacznie ejgo sprawa
dla sytuacji liczy sie to ze pracuje przynosi kase i jest to ejgo zobowiazanie, a przede wszystkim z tej pracy utrzymuje nie tylko siebie
dlaczego druga osoba nie zarabia w takim razie na swojej pasji tylko wyciaga reke po pieniadze i nie zrobi nic, zeby zrownowazyc sytuacje?
ja osobiscie bym sie czuła okropnie w takiej sytuacji-nie umiem byc kobieta niepracujaca, ale jesli bym stale nie rpacowała wowczas dbałabym codzienie o dom-i nie zasłaniała sie wymowkami w stylu-on sie zajmuje rpzyjemnosciami w rpacy to ja w domu
poza tym on daje tej zrelasowanej zonie ieniadze na jej hobby przyjemnosci i ten relaks a ona nie dje mu złamanego grosza
kazdy musi niec jakis wkład we wspolne gosodarstwo domowe ale po porstu "bycie" tym wkładem nie jest



zaznaczam od razu ze nie jestem zwoleniczka tradycyjnego podziały rol-pisze to w odniesieniun zarowno do nieparujacej zony jak i przypadku gdy maz nie rpacuje

owszem, dzien takiej osoby wyglada inaczej-nie ejst w pracy 8 godzin, i powinna pamietac tez o sobie-nie zapuszczac sie, w wolnej chwili poczytac ksazke zrobic cos miłęgo dla siebie itp
ale tak samo robi osoba ktora pracuje i przynosi kase

[ Dodano: 20-10-2007, 10:35 ]
Cytat: elizapj
wracajac do domow i odwalajac drgi etat jak w jakis sredniowieczu gdzie facet sie praca domowa nie zhanbi.

ja nie znam tego modelu zuepnie
tzn znam go z opowiadac, ale sama nigdy w nim nie zyłam

moi rodzice pracowali oboje i oboje zajmowali sie domem i dziecmi
poł na poł
czasem sie tak nie dało i jendo musiało brac na siebie wszystko, głownie dlatego , ze  moja mama ma czasem silne kilkudniowe napady migreny - i w takich dniach oj ojciec przejmował cały dom na siebie-zajmował sie nami (tzn mowie tu o czasach keidy ja i brat bylismy mali) gotował nam, sprzatał itp
moi rodzice nigdy sie nie kócili oto ze moja mama robi wiecje a moj jceic lezy albo czyta gazete-bo takich sytucji nie było
odpoczywali razem i razem zajmowali sie domem
nawet na swieta (wigilia itp) Ojciec czynnie pomagał Mamie zarowno w kuchni jak i w sprzataniu
kiedy ja i moj brat stawalismy sie coraz starsi-na kazdym etapie zycia dostawialismy kolejne obowiazki tak zebysmy pamietali i iwedzieli, ze rpowadzenie domu to nie ejst sprawa tylko ejdnej osoby
z czasem ukałda był taki ze cała rodzina czuła sie w obowiazku zdbac o ten dom , o jedzenie itp i dzieki temu wszystko było szybko zrobione i moglismy rpzyjemnosciami zajmowac sie wspolnie

model moich dzidków od strony taty był podobny
dziadek do tej pory ma swoje obowiazki, ktorych rpzestrzeba-babcia juz nie bo reumatyzm powykrecał jej dłonie, ale ciocia im pomaga

moja babcia wychowała 4 dzieci i dopoki rpzez reumatyzm nie musiała zerwac z praca ( moj dziadek zarabiał duzo, bardzo duzo jak na tamte czasy, bo miał  dwa dyplomy , dwa kierunki skoncozne, mg inż elektyrk i mgr ekonomii) ale babcia pracowała sobie dorywczo bo mowiła ze kobieta powinna miec swoje pienidze
oboje wyvhowywali te dzieci i prowadizli dom

« Ostatnia zmiana: 10 Sie 2012, 13:29:27 wysłana przez salsa »

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #99 dnia: 20 Paź 2007, 12:17:27 »
Cytat: "salsa"
niestety, nie zgadzam sie z takim mysleniem

no ale to ze Wam, czy Tobie taki uklad sie nie miesci w glowie czy w hierarchi wartosci nie pasuje, nie znaczy ze jest on do potepienia.  w koncu kazdy jest panem swego losu i ma prawo wybrac jaki chce miec ukad ze swoim partnerem:)
moj maz np zawsze mowil, ze nie moze sie doczekac kiedy wreszcie dostane sie do onz, bo on by chcial bym ja zarabiala wiecej niz nam potrzeba, bysmy mieli najlepsza na swiece opieke zdrowotna za darmo, zwolnieni byli z podatkow, mieli jeszcze jakies inne frykasy z racji zawodu, a on by otworzyl wtedy knajpe, w kt goscil by swoich kumpli...
ja bym sie na taki scenariusz zyciowy wcale nie obrazila:) wowczas ten onz bylby moja pasja, i by mi nie przeszkadzalo, ze jego pasja jest nie zarobkowa...kazde z nas wyladowaloby tam gdzie by sie czulo spelnione...a srodki na zycia akurat plynelyby z 1 zrodla...nie z 2. Jesli faktycznie nie byloby potrzeby miec 2 zrodel...nie widze po co on miaby swoja praca zarbokowa nadal wykonywac...- a Ty? po to tylko by bylo ze oboje rowno wkladamy?
oczywiscie pewnie nam sie dlugo (badz nawet nigdy tak nie stanie)...,ale gdy tak bedzie, nie chcialabym salsa bys myslala ze moj maz jest moim utrzymankiem....czy wowczas tak wlasnie bys go postrzegala?
to co opisalam to jest bardziej ciwczenie wyobrazni dla tych wszystkich kt gardza takim ukladem w malzenstwie..nie chodzi o to, zeby Was do takich ukladow przekonywac...caly ten watek jest po to by poznac opinie ronych ludzi na temat podzialu rol...i kazdy moze miec swoje przekonanie na najlepsze rozwiazanie....ale nie tepmy innych za inne poglady...na Boga nie jest tak ze jedynie preferownay przez nas model jest wlacisy i cale spoleczenstwo ma zyc w identycznym.... ;-)