Autor Wątek: na utrzymaniu meza  (Przeczytany 29588 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

mayagaramond

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #100 dnia: 20 Paź 2007, 13:27:25 »
Cytat: "elizapj"
w koncu kazdy jest panem swego losu i ma prawo wybrac jaki chce miec ukad ze swoim partnerem:)


Zgadzam sie - uklad w jakim dana para zyje, to ich sprawa. Nam sie moze nie podobac, nie pasowac do naszej osobowosci itp, ale jesli inni sa szczesliwi (obydwoje!), to czemu mieliby cos zmieniac?

Eliza - ty chcesz do ONZ, ja chcialabym do UE, a H. otworzylby wtedy swoja upragniona galerie. Oczywiscie najlepszym rozwiazaniem bylaby wygrana w totolotka :mrgreen:

PS - moglam nawet jechac na praktyki do Waszyngtonu, ale jak zwykle wszystko rozbilo sie o kase, bo praktyki sa nieplatne...
"Man muß nie verzweifeln, wenn einem etwas verloren geht, ein Mensch oder eine Freude oder ein Glück; es kommt alles noch herrlicher wieder. Was abfallen muß, fällt ab; was zu uns gehört, bleibt bei uns (...)"

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #101 dnia: 20 Paź 2007, 13:42:01 »
Cytat: "mayagaramond"
elizapj napisał/a:   
w koncu kazdy jest panem swego losu i ma prawo wybrac jaki chce miec ukad ze swoim partnerem:)


Zgadzam sie - uklad w jakim dana para zyje, to ich sprawa. Nam sie moze nie podobac, nie pasowac do naszej osobowosci itp, ale jesli inni sa szczesliwi (obydwoje!), to czemu mieliby cos zmieniac?


ja rowniez sie zgadzam:)
dlatego pisałam w oniesieniu do tego w czym sama zostałam wchowana , jakie zasady mi wpojono i co dzis uwazam.
staram sie nie zyc "w przyszłosci" nie czekac na to, ze kiedys to bedzie siak czy owak
kiedys to my planujemy miec duzy dom z ogrodem sauna i basenem siłownia i sala do tanca
dzis inwestujemy zeby za te X lat moc zyc z odsetek i dywident a nasze firmy beda na ans pracowac
a my bedziemy szalec o swiecie
ale to bedzie kiedys
bedzie mnie satn na pania do sprzatania ale dzis mnie nie stac a ktos to robic musi
to pieknie ze ludzie maja marzenia, my tez je mamy jednka zycie w marzeniach ze kiedys bedzie tak czy siak sprawia ze ucieka nam rzeczywistosc
ja nie oceniam tu nikogo, niech kazdy zyje jak chce, i na prawde nie nazywam w zaden sposb Ciebie czy Twojego meza-mowie tu o tym jak ja odbieram pewne zachowania, bo przeciez o tym dyskutujemy:)
ja wiem ze samo sie w domu nie zrobi-nie ugotuje nie posprzata nie kupi-a dzieci same sie ne wychowaja
oboje małzonkowie powinni o ten dom dbac jelsi zdecydowali sie go załozyc
jesli jedna osoba nie pracuje to w moim mniemaniu powinna zajac sie wieksza czescia obowiazków-bo niby jak inaczej ma to wygladac?? jedno pracuje i rpowadzi dom a drugie sie relaksuje i ma wakacje?
wiem ze to brutalne,

chciałam powiedziec na koniec, ze w małzenstwie kazdy ma rpawo do włąsnego rozwoju i relasku, nie tylko jedna strona i dlatego obie strony powinny czuc sie odowiedzialne za dom i rodzine
nie ejst wazne ile kto zarabia ani czy pracuja oboje czy tylko jedno-wazne jest to aby w rzeczywistosi , w ktorej sie znajduja oboje czynnie i dojrzale budowali wspolne zycie
bo nikt tego za nich nei zrobi, a jedna osoba sie zajedzie

takie ejst moje zdanie i nie zakałdam ze tez tak uwazacie:)) ja zostałam wychowana przez partnerskie małzenstwo jakim byli moi rodzice i teraz to samo stosuje u siebie

ps; kanajpa to bardzo dochdowy interes , sami zamierzamy w rpzyszłosci sie tym zajac-poki co jednak zarabiamy na ta rpzyszłosc;P

a tak dla rozluznienia: pamietacie z dawncyh czasów bajke o SELERZE???

"Mama pierze ja se leże" Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj))


nie denerwuj sie Eliza, to tylko plotkwanie:) nikto sie nie pokłócił-mam nadziej:P  :roll:  :roll:
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
mąż mężem ale życie prywatne trzeba mieć Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

mayagaramond

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #102 dnia: 20 Paź 2007, 14:19:36 »
salsa - pytanie z innej beczki - ile stron miala Twoja praca magisterska? ;-)  :-D

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #102 dnia: 20 Paź 2007, 14:19:36 »

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #103 dnia: 20 Paź 2007, 14:21:59 »
Cytat: "mayagaramond"
salsa - pytanie z innej beczki - ile stron miala Twoja praca magisterska? ;-)  :-D


102, razem z bibliografią. ja nie miałam obszernego tematu Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

a czemu pytasz??

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #104 dnia: 20 Paź 2007, 18:22:06 »
Cytat: "mayagaramond"
Eliza - ty chcesz do ONZ, ja chcialabym do UE,

mnie i jedno i drugie by satysfakcjonowalo..do UE chociaz udalo mi sie przystapic do konkursow...wiec szanse sa realniejsze...za to onz niestety nie co roku wzywa Polakow...i odkad ja sie nimi interesuje, to tylko raz bylo wezwania dla nas...ale akurat politologow nie chcieli...na glupa i tak zglosilam sie..ale oczywiscie ktos sie szybko zorientowal co tam na moim dyplomie..Dlatego, ze tyle adm przeszkod..nie robie sobie wilekich nadzieji...ale tez i jej nie trace.

[ Dodano: 20-10-2007, 18:41 ]
Cytat: "salsa"
jesli jedna osoba nie pracuje to w moim mniemaniu powinna zajac sie wieksza czescia obowiazków-bo niby jak inaczej ma to wygladac?? jedno pracuje i rpowadzi dom a drugie sie relaksuje i ma wakacje?

no a ja raz jeszcze mowie, ze jesli ta co nie pracuje, nie wybierala by niepracowac tylko tak sie z x powodow zlozylo, to to na serio nie sa zadne wakacje...
mozna sobie probowac na rozne sposoby tlumaczyc, ze to przejsciowe, ze sie los usmiechnie, ze przeszkody uda sie rozwiazac, etc. etc..ze mozna sie zajac czyms tam by sobie unormowac rytm dnia, by umilic samotnosc, urozmaicic czynnosci dziennie, wykorzystywac czas na doksztalcanie, etc, etc...Jesli wie sie jasno, ze preferowaloby sie prace, to wszytskie takie pomysly sa tylko w czesci rozwiazaniem, sa polsrodkiem. bo to tak jak chciec dziecko a dostac psa. tez zajmuje czas, tez mozna pokochac z zwajemnoscia,  wychowywac, a jednak ewidentnie nie jest to to samo.
I nie ma NIC fajnego w czekaniu na zmiany, kt sie nie udaje przyspieszyc.
ja dzis wlasnie taka mam sytuacje...
jesli jednak kiedys bede w takiej, ze bede nie pracowac z wyboru, to wierze, ze bede wowczas z tym szczesliwa. i wierze, ze moje domowe obowiazki beda mialy jak najmniej wspolnego ze sprzataniem i podobnymi; moje wyobrazenie o pani domu tez wynika z obserwacji niektorych bliskich mi nie pracujacych kobiet, i jakos nie kojarzy mi sie z brudna domowa robota:) ani z nieszczesliwymi kobietami, kt wolalyby robic cos innego. wiec wiem, ze mozna byc pania domu i byc spelniona. wiem, tez ze ja obecnie nie czuje sie spelniona w takiej roli...ale nie dlatego ze winika to z mojego charakteru, czy z niezgadzania sie z taka rola dla siebie. Czuje sie z tym niefajnie, bo dzis i przez najblizsza przyszlosc, wolalabym spelniac sie zawodowo ...ale tez nie w obojetnie czym, tylko wlasnie w tym co mnie pasjonuje najbardziej:)
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub ZalogujNie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #104 dnia: 20 Paź 2007, 18:22:06 »

pistacja

  • Gość
na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #105 dnia: 23 Paź 2007, 12:39:04 »
Trochę poczytałam Wasze odpowiedzi. Hmmm... Sama będę w takiej sytuacji, tzn. na utrzymaniu męża przez rok, a to z racji moich studiów. Będę na ostatnim roku medycyny i jedyna forma zarobkowania jaką uprawiam na studiach to korki, na pewno nie inaczej będzie po ślubie. Dopiero na stażu będą regularnie wpływać większe kwoty na moje konto.
Sama mam trochę obaw związanych z byciem w pewien sposób utrzymanką. Pewnie niejedną rozmowę jeszcze przeprowadzę z narzeczonym na ten temat. Fakt, moja sytuacja będzie trochę inna niż opisywana przez niektóre z Was. Ja wiem na pewno, że po roku będę mieć pracę. Cóż, po prostu będę się musiała przyzwyczaić, chociaż łatwo nie będzie Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #106 dnia: 23 Paź 2007, 17:34:36 »
Cytat: "elizapj"
no a ja raz jeszcze mowie, ze jesli ta co nie pracuje, nie wybierala by niepracowac tylko tak sie z x powodow zlozylo, to to na serio nie sa zadne wakacje...

powiem sczzerze ze dla mnie to nie ma roznicy czy ktos z wyboru nie rpacuje czy tez "tak sie ułozyło"
fakt jest taki ze ejst w domu-wiec powinna zajac sie tym domem-nie moze ze w pelnym wymiarze, ale w moim odczuciu tak około 70% obowiazkow nalezy do niej
umilac sobie mozna czas jak juz obowizaki sa wykonane
oczywscie ze powinno sie tez szukac pracy doszkalac itp, ale na rpawde zajac sie domem przez dwie godziny dziennie dla kogos kto i tak siedzi w tym domu to chyba nie ejst to taka wielka rpzykrosc? na prawde nie popieram siedenia w domu i nic nie robienia-tak wyszlo ze siedzi, trudno, ale nich cos robi

obowiazki domowe nie sa do sczezscia czy nieszczescia, bo mnie tez sie czesto nie chce czegos robic a robie
zycie nie składa sie z samych rpzyjemnosci
nie zastanawiam sie ( moj maz tez sie nad tym nie zastanawia) czy sprawia nam rpzyjemnosc mycie podłogi, albo czy uszczesliwia mnie szorowanie kibla... trzeba to robic i robimy. A tez kto siedzi w domu i nie chodzi do rpacy powinien jedna odciazyc tego kto chodzi-jak chodza oboje to oboje dziela sie obowiazkami na poł
takie jest moje zdanie

[ Dodano: 23-10-2007, 17:36 ]
Cytat: "elizapj"
i jakos nie kojarzy mi sie z brudna domowa robota:) ani z nieszczesliwymi kobietami, kt wolalyby robic cos innego. wiec wiem, ze mozna byc pania domu i byc spelniona.


ale nie rozumiem?
to masz gosposie, ktora za Ciebie czy Twojego Męza sprzata?
bo ja nie mam i ktos musi brudna robote odwalic
nie traktuje tego w kategorii uszczesliwania lub nie
sprzatanie nie ma nic wsolnego z poziomem naszego szczescia...........

flor

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #107 dnia: 24 Paź 2007, 10:44:42 »
Hm, ja się w dużej mierze z Tobą zgadzam Salsa, bo patrząc czysto pragmatycznie osoba, która z jakichś powdów zostaje w domu ma więcej czasu niż osoba idąca do biura i ona powinna przejąć większość obowiązków sprzątaniowych.

Mam również podobne podejście w kwestii samego sprzątania - tzn. są to rzeczy, które zrobić trzeba, (zresztą ja nie znoszę bałaganu), więc nie ma co się nad tym rozwodzić.
Jednak są pary, które mogą się inaczej dogadać, bo albo są w komfortowej sytuacji i mają sprzątaczkę, albo po prostu tak się dogadały.
Osoba z przymusu siedząca w domu ma tendencje do depresji, więc może się poczuć zredukowana do roli kury domowej (w tym negatywnym znaczeniu) i wtedy wcale nie zdziwiłabym się, gdyby mądry chłop chciał temu zapobiec i dalej jakoś proporcjonalnie fifty-fifty uczestniczył w domowych obowiązkach. Żeby tylko jej pokazać, że nic się nie zmieniło, że ona nie stała się nagle sprzątaczką.
Nie wiem, bo dla mnie sprzątanie problemem nie jest, ale widziałam kilka usychających kobiet, które czuły się podle, bo ich życie zawodowe nagle skończyło się, a nową rolą było tylko sprzątanie...

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #108 dnia: 24 Paź 2007, 11:01:28 »
Cytat: "salsa"
nie traktuje tego w kategorii uszczesliwania lub nie
sprzatanie nie ma nic wsolnego z poziomem naszego szczescia.......

no niby nie ma ale jak wspomniala:
Cytat: "flor"
ale widziałam kilka usychających kobiet, które czuły się podle, bo ich życie zawodowe nagle skończyło się, a nową rolą było tylko sprzątanie...

i wlasnie o to chyba chodzi. nikt sie przeciez sprzatania nie brzydzi, nie o to chodzi. raczej o to, ze jesli bogate i urozmaicone zajecia dzienne zamieniaja sie w malo intelektualnie rozwijajace krzatanie sie wokole dom, to rodzi sie jakis wew bunt...przeciw takiej redukcji/zamianie
nie wiem Salsa jak Ci to inaczej wytlumaczyc, nie zycze Ci nigdy siedzenia w domu nie z wlasnej woli, ale wydaje mi sie, ze dopiero moze wtedy zrozumialabys o co w tym chodzi:( bycia w domu nie z wyboru, na prawde nie jest frajda, mozna owszem potencjalnie nagle wykorzystac caly jaki sie ma czas na TYLE spraw...ale jesli sie chce akurat byc aktywnym zaowodowo, to trudno o odkurzanie z usmiechem na twarzy...badz o o ne roztrzasanie tematu...dlaczego ja mam tylko sie krztac ...
to jest jakies takie automatyczne...przynajmniej chyba tak maja dziewczyny po studiach, i po okresie pracy...moze te, kt nie studiowaly, i ni epracowaly, sie po prostu nad krzataniem w domu nie zastanawiaja..ja widzocznie za duzo mialam filozofii...i co biore szmatke w reke to mi sie John Lock przypomina... :-/

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #109 dnia: 24 Paź 2007, 16:38:40 »
Cytat: "elizapj"
salsa napisał/a:   
nie traktuje tego w kategorii uszczesliwania lub nie
sprzatanie nie ma nic wsolnego z poziomem naszego szczescia.......   

no niby nie ma ale jak wspomniala:
flor napisał/a:   
ale widziałam kilka usychających kobiet, które czuły się podle, bo ich życie zawodowe nagle skończyło się, a nową rolą było tylko sprzątanie...   

i wlasnie o to chyba chodzi. nikt sie przeciez sprzatania nie brzydzi, nie o to chodzi. raczej o to, ze jesli bogate i urozmaicone zajecia dzienne zamieniaja sie w malo intelektualnie rozwijajace krzatanie sie wokole dom, to rodzi sie jakis wew bunt...przeciw takiej redukcji/zamianie


uwazam, ze w takim wypadku to nie sprzątnie jest problemem, ale ogólne wewnetrzne poczucie niedowartościowania-przekładanie na to co robie, to kim jestem
sprzatam dom wiec na pewno jest cos ze mną nie tak, zostałam kura itp
to ejst kwestia poczucia własnej wartości


osoba, która nie ma z tym problemu,  jest w domu na co dzień i musi posprzątać-robi to i tyle
nie czuje sie sprzątaczką bo posprzątała dom
rozumiem, to o czym pisze flor, ze ktos sie moze tak czuc, ale ten ktos bedzie sie czuł gorszy za każdym razem gdy cos nie wypali, czy to z pracą, czy w pracy, czy tez w każdym innym aspekcie zycia

prace domowe sa po to, żeby je wykonać i obie osoby powinny byc w to zaangażowane-a w zależności od sytuacji z rożnym natężeniem
a jesli ktos czuje sie przez to zdegradowany to moim zdaniem powinie poszukać przyczyny takiego samopoczucia poza "pracami domowymi"

można czuć sie źle z powodu braku pracy i szukać jej dalej a przy tym pilnować domu
można tez sie czuć "zdegradowanym" i garkotłukiem....


Cytat: "elizapj"
nie zycze Ci nigdy siedzenia w domu nie z wlasnej woli, ale wydaje mi sie, ze dopiero moze wtedy zrozumialabys o co w tym chodzi:(

hmm, chyba nie czytałas dokładnie Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj nie ładnie:))
pisałam Ci ze siedziałam w domu przeciez:)
i moj maż tez kiedys siedział a ja pracowałam:)
szukałam pracy, brałam zlecenia i rowqdziłam dom w 80 %
nie czułam sie sprzataczka, garkotłukiem czy nie wiem kim jeszcze
moj maz pomagał mi i owszem , bo n nie ejst typem meza w kapciach i gazecie, ale wtedy gdy ja siedziałam wiekszosc rowadzenia domu spadnło na mnie i tak jak juz CI pisałam-nie miało to nic wspolnego z moim odczuwaniem czy tez nie szcescia czy nieszczescia lub tez zdegradowania
kiedy oj maz nie rpacował gdy ja pracowałam on zajmował sie domme, moze nie w takim wymiarze jak ja w sowjaj rpzerwie, bgo on wtedy jeszcze konczył mgr
ale to mu nie przeszkaładzało w tym zeby sprzatac mieszkanie zrobic zakupy, wstac z emna i zrobic mi snaidanie a potem obiad na moj powrot
i nie czuł ze cos jest nie tak-nawet wiecej , cieszył sie ze wracam i mozemy razem zjesc obiad
to wszytsko to kwest podejscia do samego siebie
zma to z autopsji dlatego wiem co mowie
sprzatac nie lubimy ale jeszcze bardziej nie lubimi zyc w bałaganie wiec sprzatamy i juz
nad czym tu myslec

mamy 50 metrowie  mieszkanie i posprzatanie go w dwie osoby na błysk zajmuje godzine
a takie w tygodniu sprzatanie-przetrzec kuchnie, załadowac zmywarke, poscielic łózko, czasem odkurzyc, poukładac ciucy, pozbierac gazety-to jest 40 minut dla jednej osoby+ np jakies zakupy czy obiad, no to ilez to trwa
jak sie zajmie domem 2-3 godziny to na rpawde korona z głowy nikomu nie spadnie

takie ejst moje zdanie:) :Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj:
Cytat: "elizapj"
...ale jesli sie chce akurat byc aktywnym zaowodowo, to trudno o odkurzanie z usmiechem na twarzy...


nawet jak chodzę do pracy to nie odkurzam z usmiechem na twarzy bo wybitnie tego nie lubie, ale coz, zycie-wolałabyc miotła machac??  :mrgreen:  :mrgreen:

[ Dodano: 24-10-2007, 16:42 ]
Cytat: "elizapj"
...przynajmniej chyba tak maja dziewczyny po studiach, i po okresie pracy...moze te, kt nie studiowaly, i ni epracowaly, sie po prostu nad krzataniem w domu nie zastanawiaja..ja widzocznie za duzo mialam filozofii...i co biore szmatke w reke to mi sie John Lock przypomina... :-/


kotek, ja jestem po prawie, i po dwóch stałych pracach, a mimo to jak przyszedł czas ze na skutek fuzji w firmie miałam do wyboru-albo zwolnienie albo praca dalje ale przeprowadzka do warszawy
ponieważ przeprowadzka nie wchodziła w gre-odeszłam
i co? miałam sie zalamac?
wolne zarty:)
to ze chwilowo było tak a nie inaczej  nie znaczyło, ze mój maz ma pracować i prowadzić cały dom bo teraz ja jestem smutna, w dołku i w ogole trzeba nade mna sie rozczulac bo królewna po studiach nie weźmie szmaty do reki.... nie, to nie w moim stylu  :shock:  :shock:  :shock:  :-P

flor

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #110 dnia: 26 Paź 2007, 08:35:12 »
Ale Salsa, tu w grę wchodzą dwie różne sytuacje.

Można być w życiu na etapie zmiany pracy i wtedy (nawet jeśli cały proces trwa dosyć długo np. kilka miesięcy) i tak jest to nic innego jak etap przejściowy i wiadomo, że ta praca przędzej czy później będzie. To był TWój przypadek, tego też ja doświadczyłam. Zwolniłam się kiedyś i potem przez 3 m-ce chodziłam na rozmowy (bo ja wybredna jestem  ;-) ), ale te 3 miesiące to nie był problem, o którym wspominały dziewczyny, szczególnie autorka wątku. To normalna kolej rzeczy, pracę się w życiu zmienia, ego na tym nie cierpi, to nie powód do dołów.

Czymś innym jest natomiast sytuacja, kiedy dotyka cię niemal beznadzieja, bo wiesz, że pracy nie dostaniesz (np, z powodu wymienianych przez dziewczyny barier prawnych w innych krajach czy jakiegoś rodzaju innych przeszkód, które cię eliminują z rynku pracy np. moja koleżanka szukała pracy będąc w ciąży i nic z tego nie wyszło).
Wtedy niestety mamy do czynienia z poważniejszym zagadnieniem, bo nie o zwykłą zmianę pracy tu chodzi, tylko wręcz walkę z wiatrakami, niezrozumiałe poczucie wykluczenia, co szczególnie dla osób wykształconych, z potencjałem, ambicją i chęciami, jest cholernie ciężkie.
I wiesz, można być wtedy zadowolonym z życia osobistego, towarzyskiego, kulturalnego, intelektualnego, wyglądu, mieszkania,  ale ten jeden szwankujący aspekt tj. życie zawodowe sprawia, że czujesz się podle. I nie ma to nic wspólnego z niską samooceną.

salsa

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #111 dnia: 26 Paź 2007, 16:28:34 »
Cytat: "flor"
Czymś innym jest natomiast sytuacja, kiedy dotyka cię niemal beznadzieja, bo wiesz, że pracy nie dostaniesz (np, z powodu wymienianych przez dziewczyny barier prawnych w innych krajach czy jakiegoś rodzaju innych przeszkód, które cię eliminują z rynku pracy np. moja koleżanka szukała pracy będąc w ciąży i nic z tego nie wyszło).
Wtedy niestety mamy do czynienia z poważniejszym zagadnieniem, bo nie o zwykłą zmianę pracy tu chodzi, tylko wręcz walkę z wiatrakami, niezrozumiałe poczucie wykluczenia, co szczególnie dla osób wykształconych, z potencjałem, ambicją i chęciami, jest cholernie ciężkie.
I wiesz, można być wtedy zadowolonym z życia osobistego, towarzyskiego, kulturalnego, intelektualnego, wyglądu, mieszkania, ale ten jeden szwankujący aspekt tj. życie zawodowe sprawia, że czujesz się podle. I nie ma to nic wspólnego z niską samooceną.


to sa poczatki depresji- wtedy niestety ale samemy sie człowiek nie wyciagnie....

tachogti

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #112 dnia: 19 Sie 2008, 19:11:45 »
Wiecie co Wam powiem, ja bym chciala byc poutrzymywana przez meza Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj MARZE O TYM!!!! Przez ostatnie 6 lat praktycznie od matury tylko ja zarabialam. Studiowalam i pracowalam... Niby mam dlugie wakacje bo ucze ludzi ale i tak padam na twarz. Cale studia na 8.00 ( czyli wstawanie o 6.00) na uczelnie ok 15 do domu na obiad i chwila drzemki i do roboty do 22. W sobote do pracy do 14 reszta czasu poswiecona na nauke, treningi i zycie towarzyskie - ogolnie zycie w biegu. Moj maz jeszcze jako narzeczony i chlopak owszem we wszystkim mi pomagal i sie mna opiekowal, pomagal wyjsc z roznych zalaman ale to ja robilam jak dzika... Jemu zdarzaly sie rozne fuchy i jeden 3 miesieczny okres pracy. W biegu napisalam  podobno dobra magisterke i z rozpedu dostalam sie na studia doktoranckie i rok jeszcze w tym biegu wytrzymalam, ale mam dosc. Chcialabym na utrzymaniu malzonka napisac w spokoju doktorat i zajac sie wreszcie soba..
Typical sharp-shooting, hard-drinking, katana-wielding, happily divorced housewife Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

ishka82

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #113 dnia: 19 Sie 2008, 19:38:01 »
tachogti, a mąż dalej nie pracuje?
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Po burzy zawsze wychodzi słońce Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

tachogti

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #114 dnia: 19 Sie 2008, 19:40:04 »
Po wakacjach ma isc do pracy... Ale watpie ze jako pierwsza prace znajdzie taka zebym mogla przestac pracowac

Strefa Ślubna

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #114 dnia: 19 Sie 2008, 19:40:04 »

ishka82

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #115 dnia: 19 Sie 2008, 19:49:57 »
U nas sytuacja odwrotna, mąż pracuje ja nie Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Coraz bardziej mi to dokucza, ale roboty znaleźć nie mogę...Nie wiem, pech czy co...No a jeśli chodzi o robotę w Ostrowcu, to to jest ciężka sprawa.

tachogti

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #116 dnia: 19 Sie 2008, 20:09:28 »
Moj maz nie pracowal bo zazwyczaj chcieli go na caly etat a studiowal dziennie, a jego Tata nie chcial zeby rezygnowal ze studiow dziennych. U mnie bylo wygodnie bo moglam godziny pracy dopasowac do studiow, mimo to marze o conajmniej roku spokoju...
ishkanie dziwie sie ze Ci to dokucza, szczegolnie jesli to nie dobrowolne... a nie probowalas sie jakos przekwalifikowac czy cos?

ishka82

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #117 dnia: 19 Sie 2008, 20:22:46 »
W zawodzie to ja właściwie nigdy nie pracowałam. Myślę coraz bardziej o własnej działalności, ale na razie nie mam pomysłu, tym bardziej, że w Ostrowcu na prawdę ciężko znaleźć coś co się utrzyma, to miasto umiera powoli Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Ciągle szukam i mam nadzieję, że w końcu ktoś da mi szansę się wykazać.

tachogti

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #118 dnia: 19 Sie 2008, 20:46:17 »
ishka82 a kim jestes z zawodu? Przykro slyszec ze w Twoim miescie jest tak zle.. W katowicach jest  z praca ok tylko trzeba sie postarac. Moja szwagierka dlugo nie mogla znalezc pracy w Rudzie Slaskiej w zawodzie psychologa, a teraz pracuje w rekrutacji w urzedzie pracy i jest bardzo zadowolona. Moze postaraj sie o grant z Unii jak chcesz sie usamodzielnic? Zycze szczescia  przytul

ishka82

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #119 dnia: 19 Sie 2008, 20:54:09 »
Mam licencjat z resocjalizacji i profilaktyki uzależnień. Prawie w zawodzie pracowałam przez pół roku stażu w Warsztacie Terapii Zajęciowej jako terapeuta zajęciowy. A dalej, to sklep, hurtownia (biuro), opieka nad dzieckiem i niestety spore okresy bez pracy...

tachogti

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #120 dnia: 19 Sie 2008, 21:01:31 »
To rzeczywiscie ciezko znalezc prace.. Moze serio sprobujesz sie przekfalifikowac zamiast w domu siedziec?

nionczka

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #121 dnia: 19 Sie 2008, 23:23:27 »
tachogti
Wierze, ze mozesz byc zmeczona i miec tego dosc. Ale mysle sobie, ze dlugo bys na tym utrzymaniu nie wytrzymala. Z tego co piszesz wnioskuje, ze jestes osoba aktywna i jakos Cie nie widze w domu. Na jakis czas tak, odpoczac, zajac sie soba a potem do pracy :-)
Zycze Ci, aby maz znalazl prace szybko i zebys mogla odpoczac bo sobie na to zasluzylas. Zuch dziewczyna!
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

elizapj

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #122 dnia: 22 Sie 2008, 20:18:56 »
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
tachogti
Wierze, ze mozesz byc zmeczona i miec tego dosc. Ale mysle sobie, ze dlugo bys na tym utrzymaniu nie wytrzymala. Z tego co piszesz wnioskuje, ze jestes osoba aktywna i jakos Cie nie widze w domu. Na jakis czas tak, odpoczac, zajac sie soba a potem do pracy :-)
Zycze Ci, aby maz znalazl prace szybko i zebys mogla odpoczac bo sobie na to zasluzylas. Zuch dziewczyna!
zgadzam sie z nionczka. na utrzymaniu meza moze byc tylko fajnie jesli a+b: a) chce sie na nim byc
b) ma sie wokol sibie inne osoby, najlepiej bliskie, kt rowniez nie pracuja z wyboru i sa z tego zadowolone
oczywiscie wazne i pomcne sa i inne warunki: pensja meza wystarczajaca na wszystko, aktywne zycie pozazawodowe (kulturalne, hobby, rodzinne, towarzyskie, charytatywne, etc.)
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
tachogti, trzymam kciuki za prace meza Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj bo o ile nie lubie podkreslac roznic plciowych, mam wrazenie, ze faceci brak pracy znosza gorzej niz my. co za tym idzie ich sposob znoszenia wplywa na relacje w parze, zycie rodzine, samopoczucie kobiety...licze, ze Twoj maz znosi dobrze:) moj znosi fatalnie...wiec jak tylko kiedykolwiek gada w zlosci, ze sie zwolni to mu zabraniam nawet myslec  Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

szelma

  • Gość
Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #123 dnia: 22 Sie 2008, 22:30:08 »
Oj, to wątek, który bardzo mnie dotyczy... Cały ten rok byłam na utrzymaniu D. - wyjechaliśmy do Anglii, bo dostał tutaj pracę i była to dla nas wreszcie szansa na bycie razem (po wcześniejszym roku, kiedy ja byłam w Warszawie, a on w Bostonie). Miałam jeszcze piąty rok moich polskich studiów - w zasadzie to sama praca magisterska i obrona - a jako że D. pracuje na uniwersytecie, który słynie w świecie z tego, co chcę robić, to stwierdziliśmy, że może jest to dobra szansa, żebym zrobiła angielski dyplom - roczne studia magisterskie. Czesne zapłaciliśmy z oszczędności D. i cały rok żyliśmy z jego pensji. Nie trzbe abyło jakoś bardzo zaciskać pasa, ale jednak nie było też łatwo. A dla mnie osobiście to była tragedia... Zarabiałam na studiach od drugiego roku i nigdy nie prosiłam nikogo o pieniądze - miałam własne i byłam niezależna. A tutaj nie dość, że mieszkamy na kampusie, które jest na totalnym za.dupiu, więc nie miałam za bardzo jak się stąd nigdzie ruszyć, to jeszcze nie miałam własnych środków pieniężnych, a przy studiach full-time nie miałam szans na pracę. I dlatego strasznie się cieszę, że dostałam płatny staż, po którym będę szukać stałej pracy - mimo że oznacza to, że przed nami znowu 8 miesięcy mieszkania w różnych krajach (ale na 100% to będzie koniec rozłąki i wreszcie będziemy mieszkać i pracować gdzieś razem). Ten rok przypłaciłam początkami depresji i szczerą nienawiścią do Zachodnich Midlandów - i cieszę się, że pożegnam się z kampusem już za tydzień.

tachogti

Odp: na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #124 dnia: 22 Sie 2008, 23:04:03 »
Dzieki za dobre slowa Dziewczyny Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj moj maz swietnie znosi niepracowanie, ale kurem domowym tez nie chce byc Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj najgorsze jest to ze ja nie umiem ludziom odmawiac, a robota mnie lubi i zawsze mam cos do zrobienia.. ehh zobaczymy jak to bedzie, mam nadzieje ze szybko cos znajdzie Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Szelma no ciezko sie chyba przestawic z niezaleznosci na przymusowe bycie na utrzymaniu.. Podziwiam Wasza wytrwalosc w dazeniu do celu  Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
« Ostatnia zmiana: 22 Sie 2008, 23:06:32 wysłana przez tachogti »