Autor Wątek: na utrzymaniu meza  (Przeczytany 29896 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

elizapj

na utrzymaniu meza
« dnia: 15 Paź 2007, 16:56:05 »
jestem ciekawa co o tym myslicie...
rozne sa sytuacje w zyciu, jak w opisie tematu, czasami tak wyszlo a sie chce to zmienic, czasami tak bylo zaplanowane od zawsze i na zawsze...
czasami z tym dobrze, czasami ciezko
jak ktos sie chce podzielic swoimi przemysleniami/doswiadczeniami to zapraszam:)
ja sie nadal z myslami placze....wiec moze najpierw sobie Was poslucham:
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub ZalogujNie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #1 dnia: 15 Paź 2007, 17:06:41 »
Cytat: "elizapj"
jestem ciekawa co o tym myslicie...
rozne sa sytuacje w zyciu, jak w opisie tematu, czasami tak wyszlo a sie chce to zmienic, czasami tak bylo zaplanowane od zawsze i na zawsze...
czasami z tym dobrze, czasami ciezko
jak ktos sie chce podzielic swoimi przemysleniami/doswiadczeniami to zapraszam:)
ja sie nadal z myslami placze....wiec moze najpierw sobie Was poslucham:


Ja bylam przez kilka pierwszych miesiecy po wyjezdzie do Hiszpanii. Mialam moje warszawskie oszczednosci, ale za mieszkanie placic moj chlopak, dzis maz. Ja staralam sie robic zakupy z moich pieniedzy, etc. ale tez nie szalec, zebym nie zostala bez grosza i nie musiala go prosic o kase na glupoty.
Bylam idealna kura domowa, wszystko czyste, wyprane, wprasowane, ugotowane, upieczone, nawet pierogi zrobilam pare razy! On nigdy mi nie dawal do zrozumienia, ze mnie utrzymuje. Co wiecej czul sie odpowiedzialny za moje ewentualne niepowodzenia bo ja tam pojechalam dla niego. I tylko dla niego. Dlatego wspieral mnie jak mogl i dowartosciowywal mowiac, ze gdybysmy sie osiedlili w Warszawie on mialby problemy z praca, etc. W koncu zaczelo mi byc smutno, smutniej i depresyjniej. Przestalam sie malowac o dkrylam, ze w dresie tez moge wyjsc na ulice. Ogladalam telenowele. A na rozmowach o prace slyszalam chetnie bysmy Cie wzieli, ale nie bez pozwolenia o prace. W koncu moj dzisiaj maz postanowil (sam dla siebie nic mi o tym nie mowiac),z e jesli do nowego roku nie znajde pracy jedziemy do Warszawy. W pazdzierniku mialam piersza prace, w grudniu dostala sie do firmy, w ktorej nadal pracuje.

Nie jest to uklad, ktory polecam (choc wiele pewnie zalezy od osoby). Na dluzsza mete jest stresujacy i niesprawiedliwuy. Choc nie wiem jak bysmy sie kochali w takiej sytuacji nie jestesmy rownymi sobie partnerami.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #2 dnia: 15 Paź 2007, 17:15:15 »
Cytat: "nionczka"
Przestalam sie malowac o dkrylam, ze w dresie tez moge wyjsc na ulice. Ogladalam telenowele.
Cytat: "nionczka"
Na dluzsza mete jest stresujacy i niesprawiedliwuy

Ciesze sie ze ktos to za mnie to napisal....
co prawda planowanie slubu (1 i 2) dalo mi wreszcie oddech w stanie przeddepresyjnym...zaczelam miec jakies deadliny, spotkania, ba nawet wazne wyjazdy 'zagraniczne'
wiec chwilowo swieci slonko na horyzoncie...ale wlasnie nie wiem na ile moglabym ten uklad zniesc. pocieszam, sie tym, ze to jest konieczna przejsciowa faza, kt sie predzej czy pozniej skonczy...
Cytat: "nionczka"
Ja staralam sie robic zakupy z moich pieniedzy, etc. ale tez nie szalec,

wlasnie..ile mozna sobie odmawiac kupowania..bo to musialo by byc nie za 'moje pieniadze' .....a przeciez bieda nie piszczy w domu...tylko taki niesmak (moze duma na przeszkodzie) w korzystaniu z czegos do czego sie materialnie nie przylozylam hmym :-/ Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #2 dnia: 15 Paź 2007, 17:15:15 »

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #3 dnia: 15 Paź 2007, 17:36:20 »
Jestem pewna, ze wszytsko ulozy sie pomyslnie i ze znajdziesz sobie jakies zajecie. Nawet gdyby to nie bylo platne na poczatek, ale cos co zajmie Ci czas i bedzie powodem do wyjscia z domu i spotkania z ludzmi. Ja chodzilam na fitness 3 razy w tygodniu. Potem zapisalam sie na baskijski. Najwazniejsze to nie siedziec bezczynnnie w domu.

Nie jest latwo, ale znalezienie pracy (czy jakiegos sensownego zajecia) nie jest niemozliwe. I tylko te osoby, ktorym wygodnie w takim ukladzie beda w nim tkwily i tkwily az wreszcie ktoras ze stron sie zmeczy.

foszek

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #4 dnia: 15 Paź 2007, 18:21:22 »
Moja historia baardzo przypomina historie nionczka, ja dostalam pozwolenie na prace po okolo 10 m-cach w Niemczech i walce z biurokracja :-).
Moje oszczednosci byly mniej niz skromne, ale wtedy chlopak a teraz maz nie dal mi tego ani razu odczuc. Zreszta nie tylko on ale i jego rodzina bardzo mi pomogla w tym czasie, na urodziny/swieta dostawalam prezenty z gotowka. (najlepiej bedzie jak samo sobie kupisz perfumy/sweterek itp.)
Z tym ze ja nie wpadlam w depresje, bo pomagalam mezowi w biurze, najpieer bylo kopiowanie dokumentow, ukladanie ich itp...
 
Cytat: "elizapj"
ile mozna sobie odmawiac kupowania..bo to musialo by byc nie za 'moje pieniadze'

No coz, jakby tak patrzec, to ja dalej jestem na utrzymaniu meza bo zarabiam polowe mniej niz on.
Nie wolna patrzec w ten sposob: my mamy wspolna kase i teraz nie ma: moje Twoje, jest nasze, nie wazne czy sie wlozylo do tej kasy zlotowke czy milion.

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #4 dnia: 15 Paź 2007, 18:21:22 »

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #5 dnia: 15 Paź 2007, 18:25:41 »
Cytat: "foszek"
Z tym ze ja nie wpadlam w depresje, bo pomagalam mezowi w biurze, najpieer bylo kopiowanie dokumentow, ukladanie ich itp...


Ja tez potem zaczelam mu pomagac w firmie. Najlepiej bylo kiedy robili remont i zmiane wizerunku i ja zostalam mianowana szefowa i o wszytskim decydowalam. Kolor scian, wzor na wizytowkach, ustawienie mebli... Czulam sie potrzebna.

marax

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #6 dnia: 15 Paź 2007, 18:30:48 »
Ja koncze studia pracuje dorywczo jak sie uda ale w zasadzie to moj maz od ponad 3 lat mnie utrzymuje.Nigdy mi nic nei wypomnial.Jakos mysle ze dla neigo to naturalne ze ucze sie i nie moge pracowac.Za rok pojde do pracy i sytuacja sie zmieni czego i on jest swiadomy.Jest taka a nie inna sytuacja-ja sie z tym nie czuje zle.Wiem ze bede pracowac ze chce to robic ze chce byc samodzielna i on tez to wie.tak wiec podsumowujac jak to nei trwa dlugo,mysle ze taka sytuacja nie ejst neiczym zlym ani upokazajacym nie ma co rpzesadzac
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

asia407

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #7 dnia: 15 Paź 2007, 19:29:57 »
Czytam sobie wypowiedz NIONCZKI i jakbym opowiesc o sobie czytala. Tez wyjechalam za granice dla chlopa,dla niego zostawilam prace, rodzine i znajomych. Tutaj okazalo sie,ze z praca wcale tak latwo nie jest.Sezonowa jeszcze ok,ale ja uparlam sie na prace w zawodzie.W sumie bez pracy bylam prawie 10 miesiecy,w tym 5 miesiecy dwa razy w tygodniu pracowalam za darmo w ramach "zdobywania doswiadczenia w zawodzie".
Bylo ciezko.Finansowo wiadomo nie najlepiej.Ale najgorsze bylo moje samopoczucie.Jak teraz o tym pomysle,to chyba otarlam sie o depresje.Bylam juz nawet sklonna pracowac "gdziekolwiek".Moj K sprawdzil sie w tej sytuacji w 100%.To on naciskal na szukanie TEJ pracy,namowil mnie na bezplatny staz,ktory faktycznie sie oplacil.Nigdy nie dal mi odczuc faktu,ze tak naprawde bylam na jego utrzymaniu.Od poczatku nie bylo podzialu na moje i twoje (bo tez nie bylo co dzielic Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
W tej chwili zarabaiam troche wiecej niz moj K,ale pieniadze sa oczywiscie nasze,nie ma znaczenia kto ile zarabia.
Wiem jedno.Nie chcialabym, zeby sytuacja sie powtorzyla.Mimo wysilkow K. czulam sie niezrecznie.Poza tym marna ze mnie "kura domowa" Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #8 dnia: 15 Paź 2007, 20:10:21 »
dzieki dziewczyny, milo, ze dalyscie mi odczuc ze nie jestem tu sama
Cytat: "asia407"
marna ze mnie "kura domowa"
to sie i do mnie odnosi!:)moze gotowac i porzadkowac jescze lubie...ale sprzatac..brr, a juz jesli to by mialo byc moje glowne zajecie codziennie...bym zaplakala sie na smierc
Cytat: "asia407"
Od poczatku nie bylo podzialu na moje i twoje

no moj maz, ani poprzednio chlopak, tez nigdy nie dawal mi takiegp poczucia...ale co ja poradze jesli ja je i tak mam...chocby w sensie takim bardzo pragmatycznym...jak ide na zakupy sama, to moj limit nastepuje znacznie szybciej..i jesli potrzebuje sobie/lub do domu kupic cos co ten limit pzekracza....to jakby technicznie musze o te pieniadze wystapic do niego:((

a my dodatkowo, czesto sie przeprowadzamy, najczesciej kraj kt opuszczamy wlasnie zniosl/znosi obowiazek pozwolen na prace, a kraj do kt wyjezdzmay nadal go wymaga...i z 1 str jest to obiektywna przeszkoda w moim predkim podjeciu pracy.., z drugiej mam wrazenie, ze ktos z zew moze to widziec jako moje usprawiedliwianie sie/moja wygode...badz po prostu nawet nie wie ze bedac Pola takie klody mam..i meczy mnie tlumaczenie tej sytuacji..

foszek

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #9 dnia: 15 Paź 2007, 20:53:07 »
Nie mow mi o staraniach o pozwolenie.
10 m-cy sie staralam, dostalam je w koncu w Berlinie, okazalo sie ze na Frankfurt nie obowiazuje, a firma wlasnie w Frankfurcie filiale otwiera i mnie tam wsyla wiec z dusza na ramieniu staram sie o kolejne, bo juz tutaj jestem i sie przyuczam, Frankfurt nie chce mi dac bo glowna siedziba w Berlinie wiec znowu 6 m-cy przepychania. Najpier pozwolenie na rok, pozniej znowu na rok..
 apo slubie... dostalamjaw ciagu 15 minut

flor

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #10 dnia: 15 Paź 2007, 20:55:34 »
Oj, byłam na utrzymaniu chłopaka przez kilka miesięcy i szczerze mówiąc mnie to wykończyło. Nic mi nie wyliczał, ale to przede wszytskim ja się źle z tym czułam i ja nie akceptowałam położenia. Poza tym mój chłopak jest niestety skąpy i w sytuacji, gdy np. mieliśmy rozbieżne opinie (np. jaki prezent kupić znajomym, rodzicom itp), on zawsze wybierał opcję tańszą, co mnie doprowadzało do szału  :evil:
Gdy zarabiałam, oczywiście nie pozwalałam na takie odruchy sknery i kupowałam, co uważam.
Dlaczego byłam na jego utrzymaniu? Tak się złożyło po pewnych perypetiach zawodowych. Po koszmarnej (choć dobrze płatnej) pracy w korporacji, którą rzuciłam, zaczął się mój kryzys. Żadne oferty mi się nie podobały, nie wiedziałam w którą stronę zawodowo iść, bałam się, że znowu trafię do takiej dilbertozy.
W końcu się pozbierałam, ale kilka miesięcy tak żyliśmy. Fajne było to jak bardzo ewoluowała jego postawa od przestraszonego wydatkami skąpca do normalnej reakcji rozumnego człowieka. Poza wspomnianymi drobiazgami, naprawdę dogadywaliśmy się dobrze.
Ale z jaką ulgą odetchnęłam, gdy w końcu po tej przerwie wpłynęła na moje konto pierwsza wypłata...  :-D

Dodam tylko, że przez ten czas nie oglądałam telenowel i nie chodziłam w dresie, ale pomagałam chłopakowi w jego pracy, robiłam drobne zlecenia freelancerskie, uczyłam się francuskiego no i oczywiście byłam kurą domową sprzątającą  :-|

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #11 dnia: 15 Paź 2007, 22:21:56 »
Cytat: "flor"
byłam na utrzymaniu chłopaka przez kilka miesięcy i szczerze mówiąc mnie to wykończyło. Nic mi nie wyliczał, ale to przede wszytskim ja się źle z tym czułam

czyli jednak jest to calkowicie powszechne, po tej krotkiej 'sondzie', ze sie zle z tym ukladem czujemy...
ale tak sobie dzis wlansie myslalam o tym 'stanie'. dzien b mnie do refleksji zmusil, bo dzis rano ubiegalam sie o wize amrykanksa i z wielkim bolem musialam wpisac we wniosku housewife ( :evil:  :-x ) :-/ )....rozmowa byla prosta jak drut i dostalam ta wize bez zadnych pytan....Czyli jakby w oczach urzednika moj 'stan/uklad' byl najbardziej normalny, niebudzacy podejrzen..nie patrzyl sie na mnie krzywo, z politowaniem...etc. no zupelna dla niego norma. po drugie widzialam w ciagu dnia kilka mam z dziecmi (w roznym mlodym wieku) i tak sobie pomyslalm, ze one pewnie tez sa wszytskie wlasnie na utrzymaniu...i owszem robia duzo duzo wiecej niz ja, bo wychowuja dzieci...ale przeciez mi tez kiedys ta rola bedzie dana. pewnie predzej niz pozniej...i w koncu nie wiem, czy to ja przejaskrawiam z tym czuciem sie zle w tym ukladzie...? czy to mozej jednak jest 'normalne'...? ale to moje czucie sie zle...jest autentyczne...chyba nie jest podyktowane naczytaniem sie cosmopolitanu, naogladaniem sie sex and the city..Jest to chyba moje prawdziwe odczucie..
 :-/

siog

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #12 dnia: 15 Paź 2007, 22:50:40 »
Eliza wez sie w garsc i duzo nie mysl! a najwazniejsze nie siedz w domu tylko znajdz zajecie i wychodz!

Sa rozne sytuacje zyciowe i czasem z roznych powodow niezaleznych od nas tak moze byc. Nie jest to tylko w jedna strone, kiedys moze sie stac ze to maz jest na utrzymaniu zony.

W Irl to jest bardzo normalna syt i znam wiele kobiet w rodzinach (w mojej takze) gdzie kobiety nie pracuja. Tez sytuacja finansowa ich mezow na to pozwala. nie sa to zadne "utrzymanki" tylko "panie domu" wychowujace dzieci. wbrew pozorom nie w dresach i nie maja z tego powodu depresji...sa to pieknie zadbane kobiety realizujace swoje pasje ale tez dbajacy o dom, meza i dzieci.

przeciez nie jestes na "utrzymaniu" z wlasnej woli...

poza tym jak jest malzenstwo na dobre i na zle i chec spedzenia zycia razem to bierze sie odpowiedzialnosc i podtrzymywanie innej osoby bez podzialu moje/twoje...
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #13 dnia: 15 Paź 2007, 23:10:56 »
Cytat: "siog"
"panie domu" ..sa to pieknie zadbane kobiety realizujace swoje pasje .... malzenstwo na dobre i na zle ... odpowiedzialnosc i podtrzymywanie innej osoby bez podzialu moje/twoje...

wiem wiem Siog....wszytsko swieta prawda...u mnie jest to po prostu powtarzajaca sie cyklicznie sytuacja :-x ...przeplataja sie epizody kiedy mam jakies projekty i jakies z nimi (niestale) wynagrodzenie :-> ...a potem znow jest powrot do szukania pracy..i do niekdokladania sie domowego budzetu :roll: ...i to jest po prostu troche meczace psychicznie...Z koncem miesiaca przeprowadzamy sie znowu i moze juz tym razem pobedziemy chwile, wiec jesli nie prace to choc se ten jakis przyslowiowy fitness znajde..Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj dzieki Wam za podtrzymywanie na duchu:)
tylko, tez jest tak, ze z takim 'stazem glownie z dziurami' naprawde trudniej zaplanowac macierzynstwo..bo niby o urlop macierzynski/wychowawczy sie nie trzeba martwic...nie trzeba szukac 'stosownego' momentu na przerwe w karierze...etc..same superlatywy...ale tez obawa, ze jesli sie zdecydujemy w najblizszym czasie..., to ze juz mnie rynek potem nie wchlonie...przynajmniej nie tak latwo jak np teraz. Teraz w sumie tez nie wchlania... i tak w kolo...no nic tak sobie tu gadam...to mi sie ciut robi lzej...

marax

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #14 dnia: 15 Paź 2007, 23:14:26 »
Co wy wogole za farmazony uprawiacie czy konicznie trzeba pokazywac ":jestem silna niezalezna i za nic w swiecie nie przyjme od ciebie zł?? Sa rozne sytuacje brak pracy ,bezrobocie,nauka itd co w tym zlego ze maz utrzymuje rodzine po to zeby ona mogla sie rozwijac i doskonalic jestescie jednoscia i tak nalezy to rozumiec nie wiem po co to roztrzasac,analizowac.Nie pochwalam bynejmniej kobiet siedzacych w domu bo krzywdza one same siebie

Strefa Ślubna

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #14 dnia: 15 Paź 2007, 23:14:26 »

ishka82

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #15 dnia: 15 Paź 2007, 23:17:58 »
Ja jestem na utrzymaniu męża. Tak wyszło, że rzuciłam pracę i nowej już kilka miesięcy znaleźć nie mogę Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Szlag mnie trafia, jak słyszę, że bezrobocie spada i o pracę łatwo, bo może i łatwo ale facetom-pracownikom fizycznym. Ja mam niepopularne wśród pracodawców wykształcenie, mało doświadczenia i ciężko mi znaleźć coś w miarę sensownego. Na szczęście mąż zarabia teraz więcej niż na początku wspólnej drogi zarabialiśmy i nie jest źle finansowo, ale mnie już męczy siedzenie w domu. Lubię gotować itp., ale ile można?! Dodam, że mąż nie robi mi wyrzutów, ani nie daje odczuć, że to on ma kasę a nie ja i nie jest sknerą, ale jednak wolałabym mieć pracę...A z drugiej strony wiem, że jak urodzi się nam dziecko (staramy się o nie), to ja zostanę z nim w domu niezależnie czy będę wtedy miała pracę, czy nie. Czasem mam z powodu bycia "kurą domową" jakieś wyrzuty i smutno mi, ale w sumie nie ma w tym raczej nic złego. Tylko jak się człowiek naczyta, naogląda i nasłucha czasem, to poczucie własnej wartości ucieka w nieokreślonym kierunku. Po prostu czasem czuję się gorsza niż kobieta pracująca.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Po burzy zawsze wychodzi słońce Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #16 dnia: 15 Paź 2007, 23:20:58 »
Cytat: "maraxela"
Co wy wogole za farmazony uprawiacie
nie obraz sie maraxela, ale jesli nie 'siedzilas w domu' bez wlasnej woli kiedykolwiek, to to moga sie wydawac farmazony ...jak sie uczylam na podyplomowych to tez sie czulam zupelnie w porzadku z tym ze sie nie dorzucalam do budzetu. jesli jednak masz wielka chec (dlugoterminowa) pracowac poza domem, a stoja na przeszkodzie najrozniejsze przeszkody, niezalezne od Ciebie...to moze jednka taka sytucja meczyc psychicznie...
Cytat: "maraxela"
czy konicznie trzeba pokazywac ":jestem silna niezalezna
i wowczas nie chodzi zuplenie o pokazywanie nikomu niczego...

ishka82

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #17 dnia: 15 Paź 2007, 23:21:41 »
Cytat: "elizapj"
trudniej zaplanowac macierzynstwo..bo niby o urlop macierzynski/wychowawczy sie nie trzeba martwic...nie trzeba szukac 'stosownego' momentu na przerwe w karierze...etc..same superlatywy...ale tez obawa, ze jesli sie zdecydujemy w najblizszym czasie..., to ze juz mnie rynek potem nie wchlonie...przynajmniej nie tak latwo jak np teraz. Teraz w sumie tez nie wchlania... i tak w kolo...no nic tak sobie tu gadam...to mi sie ciut robi lzej...

Też mam takie obawy, ale przecież nie zrezygnuję z macierzyństwa z powodu pracy, a nie wiem czy i kiedy moja sytuacja zawodowa się unormuje :-x

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #18 dnia: 15 Paź 2007, 23:28:33 »
Eliza, a nie ma czegos takiego co bys mogla robic w domu, w sensie pracy? Gdzie sie pzreprowadzacie? Nie pamietam jakie masz wyksztalcenie, ale zawsze mozesz sporbowac wlasnej dzialanosci (no chyba, ze jestes chirurgiem). Moze jest cos takiego co mozesz robic, zeby nie miec przerwy w zyciorysie i nie popadac w depresje (z doswiadzcenia wiem, ze mieszkajac z dala od bliskich nie jest to wcale takie trudne).

elizapj

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #19 dnia: 15 Paź 2007, 23:29:05 »
Cytat: "ishka82"
Po prostu czasem czuję się gorsza niż kobieta pracująca.

o NIE, Ishka82, tak Ci nie wolno:)!!!
nie czuj sie gorzej.wiem wiem...moje kolezanki tez maja fajne prace, niektore sa juz nawet 'znane'...ale na pewno nei mozesz czuc sie gorzej niz te pracujace...
mnie czasami pociesza to ( gdy sobie niechcacy wyobazam scenriusz ze jednak nie wrocilam na rynek pracy), ze mysle sobei ze jako mama bede mogla sie oddac temu 'zawodomi z pelna para...a te, kt musza i pracowac poza domem i w domu jednak musze kiedys czuc, ze im energii na wszytsko nie starcza..i czesto ktoras z rol kobiecych cierpi na tym podwojnym realizowaniu sie. wiem, ze mozna polaczyc z sukcesem te role...wiem, tez ze to musi strasznie duzo od kobiety wymagac...i jakas cene napewno sie za to placi...

[ Dodano: 15-10-2007, 23:38 ]
Cytat: "nionczka"
a nie ma czegos takiego co bys mogla robic w domu, w sensie pracy?

wiesz, co na 1 ze swoich projektow pracowalam niektore dni z domu...i jednak jak ktos ma malo kontaktu z ludzmi zawodowo to prefereuje 'isc' do pracy:) bo to chodzi nie tyle o samo rozwijanie sie zawodowe, co tez o zwykle stale interakcje z ludzmi oraz o rutyne w ciagu dnia. a chyba tylko mocno zdyscpyplinowani potrafia pracowac regularnie z domu, 8h, wstawac rano, wlaczac sobie 'chip praca' etc...ja do nich nie naleze..
a z wykszt jestem politologiem, z niewielkim stazem w tej dziedzinie...wiekszym w nieruchomosciach.  :arrow: no nic trzymajcie kciuki do listopada...potem przyjdzie czas na szukanie mieszkania, wypakowywanie, urzadzanie etc. i jakos przejdzie..wtedy bede sie czula znow dobrze, bo bedze musiala cos 'waznego' robic codziennie...i bede sie szczesliwie zmeczona kladla spac:)
i wtedy dopiero zaczne szukac pracy od nowa! i dam Wam znac:) jak by mnie znow smuty napadly...

nionczka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #20 dnia: 15 Paź 2007, 23:40:56 »
Cytat: "ishka82"
Czasem mam z powodu bycia "kurą domową" jakieś wyrzuty i smutno mi, ale w sumie nie ma w tym raczej nic złego. Tylko jak się człowiek naczyta, naogląda i nasłucha czasem, to poczucie własnej wartości ucieka w nieokreślonym kierunku. Po prostu czasem czuję się gorsza niż kobieta pracująca.


To nie chodzi o to czego sie naslucha i naczyta tylko to co czuje. Mi jest obojetne czy modne jest siedzenie w domu, rodzenie czy robienie kariery. Jesli czuje ,ze chce miec dziecko, bede je miala. Jesli ciagnie mnie do pracy (a tak jest) chce pracowac.
Ja mysle, ze kazda z nas moze to odbierac inaczej. Czytam, ze Maraxela od 3 lat jest na utrzymaniu meza i ze jest jej z tym dobrze. Ja bym zawariowala! I nie chce przez to powiedziec, ze postawa Maraxeli mi sie nie podoba. Dla niej moze byc dobra (nawet bedac stanem przechodnim), ale dla mnie bylaby zabojcza. To co jest dobre dla Maraxeli, nie musi byc dobre dla mnie, np. I odwrotnie.

Ja jestm bardzo niezaleznym typem (mamy nawet rozdzielnosc majatkowa i zostalam przy swoim nazwisku), a w zyciu nie czytalam cosmpolitan a seks w NY obejrzalam chyba w wieku 29 lat. Ja po prostu czulam,z e moja droga jest inna, ze moje miejsce nie jest w domu. nie dlatgeo, ze koelzanki pracowaly a media kreowaly obraz kobiety pracujacej. Byc moze to moj charakter, z pewnoscia tez wychowanie. Ale moj niepokoj plynal ze srodka, nie patrzylam na innych. Patrzylam na siebie i MI bylo zle w tej sytuacji.

Eliza, Ty sama musisz wiedziec czy jest Ci zle bo Ty CHCESZ czegos innego w zyciu czy tylko czujesz, ze POWINNAS wyjsc z domu, zarabiac pieniadze.  

Gdzie sie przenosicie teraz?

malutenka

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #21 dnia: 16 Paź 2007, 09:01:42 »
W tej chwili dokładam do domowego budżetu, ale zarabiam połowę z tego co mój mąż, a początki tutaj były koszmarne.
Przyleciałam na koniec października, z dużymi oszczędnościami, ale... To było małe miasteczko, po sezonie... Siedziałam w domu parę miesięcy, czytając, gapiąc się w ściany, potrafiłam kilka razy dziennie poukładać ubrania w szafie, albo czyścić wszystkie kafelki w łazience pojedynczo. Byłam sama od 6.30 do 17, wszędzie daleko, bo mieszkaliśmy na peryferiach. Potrafiłam kłaść się z powrotem spać po wyjściu mojego wtedy narzeczonego, wstawać w południe i o 15 to samo. Wkurzałam się na siebie, bo w Polsce bez problemu znalazłam fajną pracę, byłam cały czas w ruchu, coś robiłam, a tutaj w miejscu...
Przestałam pisać, rysować, nic mi się nie chciało.

Mój facet mówił, żebym się uspokoiła, bo na nic nam nie brakuje, a jeśli szukam pracy to z pewnością ją znajdę prędzej czy później - ważne, że szukam.

Przez jakiś czas byłam opiekunką do dziecka, ale raczej nie było to zbyt przyjemne doświadczenie.
Po przeprowadzce znalazłam pracę, co prawda tylko 18 godzin tygodniowo, ale wychodzę, spotykam się z ludźmi, nie jestem w mieszkaniu przez 8-9 godzin sama...

Teraz chcę wracać do kraju, mam zagwarantowaną pracę po powrocie.
Dla mnie najgorsze nie było to, że jestem na czyimś utrzymaniu, tylko to, że jestem ciągle sama i nic nie robię.
I'm not a psychopath, Anderson, I'm a highly-functioning sociopath. Do your research.

zuzia

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #22 dnia: 16 Paź 2007, 09:04:59 »
Cytat: "elizapj"
dzis rano ubiegalam sie o wize amrykanksa i z wielkim bolem musialam wpisac we wniosku housewife (   )  )....rozmowa byla prosta jak drut i dostalam ta wize bez zadnych pytan....Czyli jakby w oczach urzednika moj 'stan/uklad' byl najbardziej normalny, niebudzacy podejrzen..nie patrzyl sie na mnie krzywo, z politowaniem...etc.


bo u nich jest to normalna sytuacja. Facet zarabia na dom a kobieta - prowadzi dom i wychowuje dzieci.

Cytat: "ishka82"
Po prostu czasem czuję się gorsza niż kobieta pracująca.

tak nie można!

Dziewczyny, spójrzcie może na to z innej perspektywy. Jest to sytuacja przejściowa, to że nie macie teraz pracy, że siedzicie w domu, że zlecenia macie tylko od czasu do czasu etc.
a gdyby to odwrócić? jak byście wspierały swojego męża/narzeczonego/chłopaka gdyby przydarzyła się odwrotna sytuacja? na pewno byście go odwodziły od myślenia, ze jest gorszy! Więc głowy do góry. Przecież taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie (chyba, że z waszej własnej, nierpzymuszonej woli) i na pewno będzie lepiej!

magdalinska

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #23 dnia: 16 Paź 2007, 09:27:00 »
troche z innej beczki (ale z podobnej), bo nie jestem na utrzymaniu męża. Ale kiedys byłam na utrzymaniu rodziców. Skonczylam studia, odbyłam nedzny staż w urzedzie, gdzie nic sie nie nauczylam, uparłam sie że bede mieszkac w Krakowie, gdzie skonczylam studia, zaczelam szukac pracy. Uparlam sie tez na prace w ksiegowosci, bo jedynie to mnie krecilo, w tym kierunku chcialam isc i w tym sie rozwijac. zamarzylo mi sie wlasne biuro rachunkowe za kilka lat.... rzeczywistosc szybko sprowadzila mnie na ziemie. Setki cv, listow motywacyjnych, a wszedzie slyszalam: potrzebujemy kogos z doswiadczeniem... i najgorsza to swiadomosc, ze jest sie nieudacznikiem zyciowym, gorsza od innych... wszyscy naokolo pracuja, dobrze zarabiaja, nie mieli problemow ze znaleziem pracy... tylko ja dalej siedzialam w domu... kase na zycie dostawalam od rodzicow-jeszcze wieksze wyrzuty sumienia, ze powinnam juz dawno utrzymywac sie sama, a ja nie moge znalezc zadnej pracy.. chcialam juz isc do knajpy szklanki myc.. cale szczescie ze rodzice wykazali troche cierpliwosci, bo po prawie roku dostalam upragniona prace, tak jak chcialam w ksiegowosci. Ale to co wycierpialam, przeplakalam bijac sie z myslami co dalej - to moje. po miesiacu mojej pracy w tv pojawila sie reklama - babka lezaca na kanapie, ksiazka w rece, ona patrzy w martwy puknt na scianie (reklama chyba deprim) - zupelnie jakbym siebie widziala kilka mcy wstecz. Wtedy zrozumialam, ze otarlam sie o depresje. I nikt mi nie powie, ze jak ktos siedzi w domu przymusowo, a nie dobrowolnie, to bedzie sie z tym dobrze czul. Obojetnie kto go utrzymuje. Po moich doswiadczeniach wiem, ze jesli kiedys (odpukac) strace prace, a nie bede mogla znalezc innej i bedzie mnie utrzymywal mąz, nie bede sie czula z tym dobrze. Troche jestem typem niezaleznym i chcialabym zarabiac tez kase na wlasne przyjemnosci, a nie o wszystko prosic meza (chociaz jak go o cos prosze to nie robi problemow;))

tak wiec glowy do gory, z doswiadczenia tez wiem, ze po dniach pochmurnych swieci slonce:)

[ Dodano: 16-10-2007, 09:34 ]
Cytat: "zuzia"
Dziewczyny, spójrzcie może na to z innej perspektywy. Jest to sytuacja przejściowa, to że nie macie teraz pracy, że siedzicie w domu, że zlecenia macie tylko od czasu do czasu etc.


dokładnie, to przejsiowo, predzej czy pozniej znajdziecie prace, ja szukalam prawie rok (nie byla to rewelacja, ale zawsze cos), teraz mam prace bardzo dobra i zamierzam tu pracowac do emerytury  :-P

Cytat: "zuzia"
a gdyby to odwrócić? jak byście wspierały swojego męża/narzeczonego/chłopaka gdyby przydarzyła się odwrotna sytuacja? na pewno byście go odwodziły od myślenia, ze jest gorszy! Więc głowy do góry. Przecież taka sytuacja nie będzie trwała wiecznie (chyba, że z waszej własnej, nierpzymuszonej woli) i na pewno będzie lepiej!


podpisuje sie pod tym, co napisala zuzia, to przejsciowe i nie dołujcie siebie, bo macie mezow, ktorzy was wspieraja!! nie jestescie same, macie sie przed kim wygadac i wyplakac, na pewno bedzie lepiej!
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

flor

na utrzymaniu meza
« Odpowiedź #24 dnia: 16 Paź 2007, 10:37:22 »
Ja ogólnie mogłabym się podpisać pod słowami Nionczki.

Potrzeba pracy wynikała ze mnie, z moich potrzeb, a nie z narzuconych mi przez społeczeństwo wizji kobiety pracującej, silnej etc. Jestem osobą o dużej potrzebie niezależności i stąd złe sampoczucie w okresie kiedy nie miałam swoich pieniędzy.
Bo rozumiem, że są kobiety które świadomie podejmują taką decyzję i wtedy to inna bajka.
I wierzę, że mogą być szczęśliwe i piękne. Ja marzyłam o powrocie do pracy i popadałam w stany beznadziei.

Z drugiej strony faktycznie niepotrzebnie zadręczamy się myślami o niedokładaniu się do budżetu domowego, skoro to sytuacja tymczasowa i po prostu tak czasem w życiu bywa.
To taki samonakręcający się mechanizm. Brrr. Nie można mu się poddać!