Autor Wątek: to chyba koniec...  (Przeczytany 14190 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

zosiaczek25

  • Gość
to chyba koniec...
« dnia: 05 Paź 2007, 08:42:44 »
Trzy miesiace temu wzielismy slub koscielny. Od trzech miesiecy czuje sie obrzydliwie. Nie moge spac, jesc, czuje sie taka pusta. Nie mam odwagi rozmawiac o tym z kimkolwiek. Przed slubem mialam sygnaly, chcialam zrywac zareczyny, wyprowadzac sie, ale przyjaciele i rodzina uspokajali mnie, ze jak zwykle jestem nadwrazliwa, ze reaguje zbyt emocjonalnie. Juz teraz probowalam sie zwierzyc kolezance, ale ta pociesza mnie, ze tak czasem bywa i zebym jeszcze poczekala, zastanowila sie. Ale ona nie zna calej prawdy, ktora wstydzilam jej sie powiedziec. A ja tkwie w zwiazku, w ktorym jedno do drugiego nic nie czuje.

MOj maz nigdy nie byl zbyt wylewny. Owszem, "kocham Cie" mowil i mowi do mnie naokraglo, ale raczej z przyzwyczajenia. Wiele razy tez dal mi odczuc, ze nie spelniam w pelni jego wymagan. A to zle sie ubieralam, a to bylam za gruba (45kg), a to brzydko chodze... Ostatni rok przed slubem jednak zaliczam do najbardziej szczesliwych w naszym zwiazku. Po zareczynach wszystko nagle bylo super. Po slubie cywilnym, jesli to mozliwe, jeszcze lepiej. Dopoki nie przyszedl czas koscielnego. Na jakies dwa tygodnie przed maz stal sie jakis przybity, smutny. Czesto bakal cos o tym, co zrobimy, jak pewnego dnia przestaniemy sie kochac. Ja oczywiscie probowalam go rozweselic i z pelnym przekonaniem odpowiadalam, ze ja go nigdy kochac nie przestane. Po jakims czasie zaczelam robic zarty, ze moze on planuje sie ze mna rozwiesc. Zarty przestalam sobie robic, gdy wreszcie zauwazylam, ze on sie z nich wcale nie smieje. I wtedy stalo sie dla mnie jasne, ze on na serio o tym mysli... Ale dwa tygodnie przed slubem mielismy rozmowe, w ktorej on zapewnil mnie, ze mnie kocha i ze chce miec ze mna dziecko tak szybko jak to mozliwe. Stwierdzilam wiec, ze wszystko jest ok. Tydzien przed slubem mielismy wyjechac z domu do Polski. Jeszcze w sobote tanczylismy w domu ze szczescia. W niedziele mielismy sie pakowac, sprzatac itd. Tymczasem on juz od rana byl dziwny. Nie pomagal mi w niczym, tylko siedzial przed tv albo komputerem i odburkiwal, ze ma na to czas. Nie wiem jak to sie stalo, ale po jakims czasie doszlo miedzy nami do ostrej wymiany zdan i ja w pewnym momencie rzucilam, ze jesli mnie nie kocha, to niech mi powie. I powiedzial. Kochal kogos innego. Niedziela wieczor, wszystko juz gotowe, a ja nie wiem, czy wogole bede wyjezdzac. Ale on znow mnie jakos udobruchal, ze niby wcale nie mial tego na mysli, zebysmy wyjechali do Polski i wzieli ten slub. No to pojechalismy. Wzielismy slub. Maz cale wesele wygladal- cytat jednego z gosci- "jakby szostke w totka trafil". Ja bylam niespokojna. I slusznie. Dwa dni pozniej zauwazylam, ze maz znow ma problemy ze snem. Zapytalam go, co jest. Odparl, ze popelnilismy wlasnie najwiekszy blad w naszym zyciu i nie da sie tego juz cofnac. I znow to samo. Ze on mnie kocha, ale tylko platonicznie. Nie fizycznie. Fizycznie go wcale nie podniecam itd. Dziwne, bo nigdy z sexem problemow nie mielsmy. Ale coz. Od tamtej pory nie moge sie pozbierac. Za kazdym razem, gdy on mnie caluje, przytula, gdy sie kochamy, czuje sie parszywie, bo mysle, ze on robi to tylko z poczucia winy. Stale sie klocimy. Zaczynam oczywiscie ja, bo psychicznie nie moge tej sytuacji zniesc, choc on ciagle zapewnia mnie, ze kocha. Ale co mi z tego, jak przynajmniej raz w tygodniu zmienia zdanie. I tak np. 2 tygodnie temu wyznal wreszcie, ze wciaz kocha swoja ex, a do mnie juz od lipca nic nie czuje... Jak ja mam z tym zyc?
Glupia sprawa, jak na zawolanie dwa dni po tym wyznaniu, dostalam JA email od mojego bylego. I on pisze, ze... mnie wciaz kocha i jesli mi zle, powinnam zostawic meza i przyjechac do niego. Z moim bylym od tamtego czasu codziennie mailujemy i smsujemy. I znow czuje to, czego mi brakowalo w zwiazku z moim mezem, nawet w czasach, gdy mnie podobno kochal. Chcialabym cos zrobic, zeby odnowic nasze uczucie- miedzy mna a mezem- zeby ratowac ten zwiazek. Ale gdy wychodze z jakas inicjatywa, spotykam sie tylko z krytyka i olewactwem. A to przeciez nie ja to wszystko zaczelam. Ostatnio nawet maz spokojnie zaczal opowiadac o swoich planach po naszym rozwodzie. Obrzydliwe. Jakas czesc mnie najchetniej rzucilaby to wszystkow cholere i jak najszybciej pognala do tamtego. Ale potem odzywa sie rozsadek. Nie mam pracy, mieszkania, pieniedzy nawet na podroz. Wiec siedze tu. I placze. I wspominam, jak to kiedys bylam szczesliwa... z kims innym.

rubin04

to chyba koniec...
« Odpowiedź #1 dnia: 05 Paź 2007, 09:42:31 »
Ech, zosiaczku, nie wiem co powiedziec..
Nie wiem co poradzić, sytuacja jest taka trudna, bo przecież rezygnować z malżeństwa tak szybko to nielatwa decyzja, ale dusić się w nim to też boli..

Moze na poczatek spróbuj uciec gdzieś na tydzień, dwa.. Może do domu? Ale nie mam tu na myśli uciekania bez rozmowy - nie, porozmawiaj z nim, tak spokojnie jak w tej sytuacji tylko potrafisz, i powiedz mu ze nie czujesz milości z jego strony i że chcesz jemu i sobie dać czas na przemyślenie wszystkiego.

Postaraj się też pomyśleć o usamodzielnieniu - przejrzyj oferty pracy.. Jesli przyjdzie się Wam rozstać to przeciez nie bedzie to nagle - a do tego czasu moze bedziesz miec choć pomysł na usomodzielnienie się...

Co do dawnego chłopaka, to sugeruję zwolnić... Przypomnij sobie moze czemu sie rozstaliście, jak wam było razem, ale nie idealizuj, o co teraz pewnie Ci łatwo bo jesteś zdolowana sytuacją w małżeństie. Spokój - to teraz najwazniejsze, choc emocje pewnie są silne..

Bardzo mi przykro z powodu Twojej sytuacji..
trzymaj się i pisz, bedziemy Cie tu wspierać w każdej Twojej decyzji.

Buziaki.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

zuzia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #2 dnia: 05 Paź 2007, 09:43:35 »
zosiaczku,
w pierwszej chwili nawet nie wiem co napisać. Twój post jest bardzo smutny, a nie taki powinien być 3 miesiące po ślubie.
Jesteś pewna, że to nie chodzi o jego strach? o to, że w pewien sposób slub kościelny jest nieodwołalny? może sie po prostu przestraszył i szykuje plan awaryjny na wszelki wypadek, ale tak naprawdę nigdy nie wprowadzi go w życie? Może rani bo sam boi się, że zostanie zraniony? tak czasami jest, ale nie znam was i nie wiem czy taki powód wchodzi w grę.
3 miesiące to bardzo krótko jak na małżeństwo i przekonanie się, że naprawdę to nie jest to. a z drugiej strony 3 miesiące to bardzo długo jak na tkwienie w emocjonalnym dołku.

Powiem tak: myśl o sobie. Egoizm jest czasami wskazany. Jeżeli on zachowuje sie egoistycznie i nie patrzy na Ciebie, twoje uczucia i to jak cię rani to chyba ty tez nie musisz.
Może rodzina by Ci pomogła? wyjedź do Polski na jakiś czas, pobądź u przyjaciół albo u sióstr (jeżeli się da) i odpocznijcie od siebie, może z daleka dojdziecie do jakichś konstruktywnych wniosków.

Strefa Ślubna

to chyba koniec...
« Odpowiedź #2 dnia: 05 Paź 2007, 09:43:35 »

Kasia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #3 dnia: 05 Paź 2007, 09:49:41 »
może nie powinnam sie wtrącać bo sprawa jest bardzo delikatna

ale.........

ja bym zakonczyła ten związek póki jest jeszcze co konczyć

ślub kościelny mozna unieważnić
powodem może być
przymuszenie do małzeństwa
tzn. Twój mąż nie chciał się żenić ale sam siebie zmusił do tego małżeństwa
troche to pokretne ale tak to widzę po przeczytaniu twojego opisu

wiem że powinno sie walczyć o związek bo to może chwilowe załamanie

sami musicie się zastanowić czy jest o co walczyć


przykro mi że tak wyszło
kibicowałam Ci w przygotowaniach, z niecierpliwością czekałam na zdjecia z kościelnego
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
przykro czytać że Wam się nie układa
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Może nie jestem doskonała, może Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj   ale doskonale sobie z tym radzę Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

mika

to chyba koniec...
« Odpowiedź #4 dnia: 05 Paź 2007, 09:54:59 »
Zosiaczku nie będę Ci radzić tylko zapewniam cię bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki i bardzo ciepło o Tobie myślę trzymaj się
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj i
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Strefa Ślubna

to chyba koniec...
« Odpowiedź #4 dnia: 05 Paź 2007, 09:54:59 »

julka

  • Gość
to chyba koniec...
« Odpowiedź #5 dnia: 05 Paź 2007, 10:05:31 »
Kurczę, nie wiem co napisać. Ja żyję w sferze marzeń i snie wyobrażam sobie tego, co musisz przeżywać teraz, 3 miesiace po ślubie...
Chyba dziewczyny mają rację - nie odnawiaj ad hoc związku z byłym porozmawiajcie (konstruktywnie), może trochę odpocznijcie od siebie, jak radzi zuzia?
Trzymam kciuki, żeby Ci się ułożyło, wyjaśnilo i żebyś była szczęśliwa.

abkasia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #6 dnia: 05 Paź 2007, 11:02:46 »
och strasznie mi przykro to jest naprawde trudna i ciezka sytuacja. ale jesli twoj maz szczerze powiedzial ci ze cie nie kocha to chyba lepiej pomyslec o rozwiazaniu jednak tego malzenstwa. do milosci nikogo zmusic nie mozna, a zycie bez niej nie ma sensu....trzymaj sie jeszcze bedzie dobrze...

mayagaramond

to chyba koniec...
« Odpowiedź #7 dnia: 05 Paź 2007, 11:10:35 »
Zosiaczek - bardzi Ci wspolczuje i ... tez nie wiem co Ci poradzic. Jesli na zwaizku zalezy tylko Tobie, to bedzie ciezko, jesli obojgu, to moze jakis terepeuta? Mieszkasz w Niemczech, tak? Moze przejdzcie sie do jakies Eheberatungsstelle?

Bede trzymac za Ciebie kciuki, zebys znow odnalazla swoje szczescie.

Aha - tak jak rubin mysle, ze lepiej nie ladowac sie w zwiazek/blizsze kontakty z exem. Wprowadzi to u Ciebei tylko balagan emocjonalny. Trzymaj sie cieplo!
"Man muß nie verzweifeln, wenn einem etwas verloren geht, ein Mensch oder eine Freude oder ein Glück; es kommt alles noch herrlicher wieder. Was abfallen muß, fällt ab; was zu uns gehört, bleibt bei uns (...)"

inkageo

to chyba koniec...
« Odpowiedź #8 dnia: 05 Paź 2007, 11:18:07 »
Trzymaj się, jestem z Tobą. Dziewczyny już wszystko napisały, więc nie będę powtarzać ich rad. Odpocznijcie od siebie..
W owczym pędzie giną owce
A ja schodzę na manowce

malutenka

to chyba koniec...
« Odpowiedź #9 dnia: 05 Paź 2007, 11:27:29 »
Cytat: "zosiaczek25"
Wiec siedze tu. I placze. I wspominam, jak to kiedys bylam szczesliwa... z kims innym.
Kochana po pierwsze nie siedź. Wyjdź, gdziekolwiek, na spacer, weź rower, przejedź parę dobrych odległości, zmęcz się. Jak nie masz dokąd wyjść, wywal ubrania z szafek i jeszcze raz poukładaj, rób cokolwiek, żeby tylko się ciągle nie zadręczać.

Problem jest strasznie skomplikowany.
Albo Twojego męża przeraziła odpowiedzialność bycia mężem, ta nierozerwalność sakramentu małżeństwa i dlatego tak się zachowuje, albo naprawdę myśli tak, jak powiedział.
Trzeba się zastanowić, co robić dalej i rozwiązać to może tylko rozmowa. Co robić dalej?
Czy próbować uczucia obudzić, bo nie wierzę, że jeśli byliście ze sobą sporo czasu przed ślubem, to nic Was nie łączyło. Zaręczyliście się. Wzięliście jeden ślub, później drugi. Przed zaręczynami też byliście ze sobą. To nie jest tak, że nagle uświadamiamy sobie, że nic do tej drugiej osoby nie czuliśmy.

A jeśli to nie pomoże... ja wiem, że mnie jest łatwo pisać, bo stoję z boku tego problemu, nie czuję to co Ty i On.  Jeśli to nie pomoże to rozstać się, żeby jak najmniej siebie nazwajem kaleczyć. Może rozłąka na jakiś czas pomogłaby?

Przytulam Cę serdecznie, trzymaj się. Albo staraj się trzymać. Nie ma sytuacji bez wyjścia.
I'm not a psychopath, Anderson, I'm a highly-functioning sociopath. Do your research.

maroonbug

  • Gość
to chyba koniec...
« Odpowiedź #10 dnia: 05 Paź 2007, 12:01:44 »
Zosiaczku, nie poddawaj sie. To jest bardzo trudny moment, ale jedyne sluszne rozwiazanie w tym momencie to walka. Nie mozesz siedziec i czekac ze samo sie to wszystko wyjasni, bo mozesz obudzic sie za dziesiec lat, nieszczesliwa, w malzenstwie z kims kogo juz nie znasz. Musisz zrobic bardzo trodna rzecz teraz: znalezc w sobie sile zeby walczyc o ten zwiazek i jednoczesnie wziac pod uwage ze to moze byc koniec.
Ja wiem ze jestes bardzo zraniona, rozczarowana i rozzalona, bo jakie to straszne uslyszec ze On Cie nie kocha... Ale podjelas ten trud trzy miesiace temu, jestescie teraz na dobre i na zle, wiec nie przekreslaj wszystkiego na razie. Porozmawiajcie, bardzo powaznie, napisz sobie na kartce wczesniej wszystko co Cie boli, zeby potem spokojnie moc to powiedziec. Niech On powie co mysli, postaraj sie go przycisnac, ale bez wyrzutow, bo wtedy moze sie otworzy i powie co sie dzieje.
Nastepnie wyjedz, najlepiej na dlugo, miesiac nawet i wtedy zobaczycie, czy cos jescze jest miedzy Wami czy nie. Byc moze okaze sie, ze nadal sie kochacie, byc moze nie. Wtedy siegnij po te najtrudniejsze rozwiazania, miedzy innymi uniewaznienie malzenstwa, jak radzi Kasia.
Co do kontaktow z Exem, przykro mi to mowic, ale jestes w trudnym momencie i ciezko Ci realnie ocenic sytuacje. Juz raz sie rozstaliscie, to po pierwsze. Po drugie jestes mezatka. Po trzecie, jestes w dosc powaznym kryzysie i powinnas najpierw wyjasnic sytuacje z Mezem, swoje wlasne uczucia i sytuacje zyciowa. Zaczynanie teraz jakiejkolwiek innej znajomosci nie wrozy jej dobrze, i skonczy sie ona szybciej niz myslisz. Najlepiej wiec zaczekaj, jesli uwazasz, ze cos do Twojego bylego czujesz. Jesli nie czujesz, to tez bedziesz w stanie to ocenic, jak sytuacja z Mezem sie wyjasni.
Trzymam kciuki za Ciebie, na pewno znajdziesz w sobie sile.

salsa

to chyba koniec...
« Odpowiedź #11 dnia: 05 Paź 2007, 12:49:02 »
zosiaczek25, bardzo Ci wspołczuje, ale domyslam sie, z enie o wspołczucie Ci chodzi, ale o "krok do przodu"
Dla Ciebie chyba juz jasne jest, ze związek ten sie kończy. Myślę jednak, jeśli zanim podejmiesz decyzje "co dalej z małzenstwem", podejmij decyzje niezależna od męża-co dalej z Toba.
Zdecyduj-czy zostajesz w obcym kraju, czy wracasz. Znajdź prace i zacznij byc samodzielna. wiem, ze znajdz prace to nie ejst tak, ze praca leży na podłodze, ale wierz mi-wiem co to znaczy szukac pracy-postaw sobie to za cel i zaangażuj sie w to maksymalnie. Jesli chodzi o stosunki z mezem-nie kłóć sie z nim i odetnij sie-on gra z Toba w jakas dziwaczna gre-nie bierz w tym udziału tylko zajmij sie soba. Stan na nogi i uwierz, ze bez faceta swietnie dasz sobie rade. Jak juz zaczniesz pracować i bedziesz miec jakies pieniądze-Koniecznie sie wyprowadz. w takim układzie w jakim zyjecie nie pójdziecie do rpzodu w zadna strone. nie powiem Ci co masz  zrobic z małżeństwem, ale ejsli będziesz miała prace i będziesz mogła sama sobie zapłacić za Pokój nawet w mieszkaniu z innymi ludźmi to spojrzysz na cala spraw inaczej, NA razie ejstes z nim bo musisz, czujesz obrzydzenie, ale nie masz wyjścia
zrób wszystko, żebyś miała alternatywę-zebys nie wiązała bycia z nim"bo nie mam pracy mieszkania itp" dziura, która czujesz w środku powinna zostać załatana
na razie nie wdawaj sie w żadne historie z eksem-jestem prawie pewna, ze wdałaś sie w to bo masz głód emocjonalny w swoim związku-gdyby nie to nigdy bys sie na to nie zdecydowała
uporządkuj życie
uporządkuj małżeństwo
a jeśli zdecydujesz sie na rozwód-weź go szybko i zacznij żyć sama-nie wiąż sie z byłymi facetami bo będzie to samo. Lepsza jest nowa miłość niz stare łzy.
nowe życie , nowa silna ty i wtedy stary mąż albo nowa miłość

wypłacz to, przegadaj przebolej ale nie za długo i do dzieła-szkoda Twojego zycia i kolejnych miesięcy na umieranie w czymś, co Cie "obrzydza"

powodzenia kochana i pamietaj ze tu jest Twoja grupa wsparcia i sztab kryzysowy:D
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
mąż mężem ale życie prywatne trzeba mieć Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

nionczka

to chyba koniec...
« Odpowiedź #12 dnia: 05 Paź 2007, 13:35:28 »
Cytuj (zaznaczone)
uporządkuj małżeństwo
a jeśli zdecydujesz sie na rozwód-weź go szybko i zacznij żyć sama-nie wiąż sie z byłymi facetami bo będzie to samo. Lepsza jest nowa miłość niz stare łzy.
nowe życie , nowa silna ty i wtedy stary mąż albo nowa miłość


Zgadzam sie z Salsa.

Byc moze bedziesz jeszcze z mezem, ba, ja nawet nie wykluczam, ze mozesz byc z eksem (wiele rzeczy juz w zyciu widzialam i sama wyszlam za maz za mojego eksa) ale napewno to nie jest moment na zaczynanie nowych zwiazków ani odswiezanie starych (nie liczac malzenstwa).

Zdecyduj co chcesz zrobic z Twoim zyciem. W tym momencie, bardziej niz kiedykolwiek, musisz byc silna i niezalezna.
Poszukaj pracy, uniezaleznij sie.  Nie mowie Ci zebys wrocila do Polski bo wiem, ze to nie jest rozwiazanie problemu. Ale jesli trzeba bedzie to czemu nie?
Chcesz jeszcze ratowac malzenstwo czy juz nie?

Trzymam kciuki. Mam nadzieje, ze wszytsko sie ulozy.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

zuzia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #13 dnia: 05 Paź 2007, 14:24:19 »
Cytat: "salsa"
a jeśli zdecydujesz sie na rozwód-weź go szybko i zacznij żyć sama-nie wiąż sie z byłymi facetami bo będzie to samo. Lepsza jest nowa miłość niz stare łzy.


ja sie tutaj z salsą zgadzam. w końcu eks jest eks z jakiegoś konkretengo powodu!

zosiaczek25

  • Gość
to chyba koniec...
« Odpowiedź #14 dnia: 05 Paź 2007, 15:07:00 »
Dzieki wszystkim za slowa pocieszenia. Ja juz nie mam sily sie pocieszac, bo to tylko oszukiwanie samej siebie. Nie sadze, zeby moglo byc lepiej.
Bardzo bym chciala wyjechac, tak jak to radzicie, myslalam o tym, ale za tydzien rozpoczynaja mi sie tu zajecia i nie moge tak po prostu wyjechac. Nie mam tez dokad. Rodzinie o niczym nie mowilam. Nie chce ich obarczac moimi problemami. Rodzice wlasnie przezywaja burzliwy rozwod mojego brata. Nie chce im mowic, ze moje swierze malzenstwo tez sie sypie. Moja cala rodzina uwielbia mojego meza. Przed slubem i po, gdy probowalam sie czasem wyzalic siostrom, ze maz mi absolutnie w niczym nie pomaga (choc od miesiaca jest bezrobotny i calymi dniami siedzi w domu- przed komputerem), kazdy tylko radzil mi sie uspokoic, bo przesadzam. Bo on jest taki dobry i spokojny. Nie przecze. Tym wlasnie mnie ujal. Swoim spokojem, opiekunczoscia. Ale nie chce, zeby byl dla mnie taki tylko dlatego, ze jest mu mnie zal, jak to niedawno powiedzial. Rodzina mnie nie rozumie i nie zrozumie. Bo dla nich jestesmy perfekcyjna para.
Jesli chodzi o exa, to do niego oczywiscie tez nie moge wyjechac, bo mieszka w Finlandii. A zerwalismy ze soba pare lat temu wlasnie ze wzgledu na odleglosc. Po moim wyjezdzie nie widzielismy wowczas sensu kontynuowac nasz zwiazek w sytuacji, gdy nie wiadomo kiedy i czy wogole jeszcze bysmy sie spotkali. Myslelismy, ze po jakims czasie nam przejdzie, spotkamy kogos, zaangazujemy sie w inne zwiazki i zapomnimy o sobie. I prawie nam sie to udalo.
Co do rozmowy z mezem, probowalam tego nie raz. Niestety, albo maz nie mial na to czasu, albo ja zaczynalam i pytalam, jak moglibysmy to zmienic, a on konczyl stwierdzeniem, ze przykro mu, ale on mnie nie kocha. W takiej sytuacji zadne rozmowy nie pomoga. Nie mozna wypracowac kompromisu, gdy jedna ze stron wogole go nie chce. Nie moge go zmusic do tego, zeby znow (o ile kiedys wogole tak bylo) mnie pokochal. Nie chce tez do konca zycia meczyc sie w zwiazku z czlowiekiem, ktory nie czuje do mnie wiecej procz przyjazni.Tym bardziej, ze wiem, ze gdzies tam jest ktos, kto mnie na prawde kocha. Nie chce meczyc meza w takim zwiazku, w ktorym on widzi, ze ja jestem nieszczesliwa. To bledne kolo. Wiem, ze jakos musze to przerwac, bo tylko coraz bardziej unieszczesliwiamy siebie nawzajem. Ale raz, ze braki mi odwagi. Dwa, narazie jest na to zly czas (rozwod brata).
Ktos tu pisal o uniewaznieniu z powodu przymusu. Czy to nie jest tak, ze przy uniewaznieniu zawsze musi byc winny i ta winna osoba pozniej nie moze zawrzec malzenstwa koscielnego po raz kolejny?

Strefa Ślubna

to chyba koniec...
« Odpowiedź #14 dnia: 05 Paź 2007, 15:07:00 »

abkasia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #15 dnia: 05 Paź 2007, 15:18:01 »
zosiaczek25, bidulko, a jaki pomysl w zwiazku z tym wszystkim ma twoj maz?
czy on chce sie rozwiesc?co zamierza dalej robic?

foszek

to chyba koniec...
« Odpowiedź #16 dnia: 05 Paź 2007, 15:27:26 »
Cytat: "zosiaczek25"
Tym bardziej, ze wiem, ze gdzies tam jest ktos, kto mnie na prawde kocha.

Przepraszam, nie wytrzymalam: a skad wiesz ze ON naprawde Cie kocha??
Cytat: "zosiaczek25"
Ale raz, ze braki mi odwagi. Dwa, narazie jest na to zly czas (rozwod brata).

Zawsze bedzie jakies ALE ktore bedzie stalo ci na przeszkodzie w podjeciu TEJ decyzji.
Cytat: "zosiaczek25"
od miesiaca jest bezrobotny

Moze TU lezy problem Twojego meza??

A wracajac do Twojego EKS: myslisz ze maz nie zauwaza tego Twojego ozywienia przed kompme, jak dostajesz @ od eksia? Wypiekow na Twarzy jak dostajez sms?
Moze maz wie o Twojej starej niespelnionej milosc, ktos mu ja odpowiednio przedstawil, zaraz pozniej kontak od eksia... Czysty zbieg okolicznosci?
Byc moze za duzo czytam kryminalow, ale ... sama nie wiem, cos mi sie tutaj nie podoba.
Nie chce Ciebie dolowac, nic z tych rzeczy. Smutno mi jest ze Ci si enie uklada, ale jak czytam Twoje wypowiedzi, to jakby czytala usprawiedliwienia, dlaczego chcesz wrocic do EKS bez walki o meza

rubin04

to chyba koniec...
« Odpowiedź #17 dnia: 05 Paź 2007, 15:28:13 »
No własnie - czy Twój mąż powiedział Ci wprost ze chce rozwodu?
Bo jeśli tak jest to chyba walka nic tu nie zmieni...

Myślę, że skoro nie możesz wyjechac (ze wzg. na studia) to skup się na możliwości uniezależnienia się od męza, wyprowadzenia się, znalezieniu pracy popołdniami, w weekendy, tak byś mogła np. wynając pokój.

Jak zaczniesz choc przez chwilę zyc samodzielnie spojrzysz na wszystko z dystansemi i juz będziesz wiedziała co powinnaś w danej sytuacji..

pamiętaj, ze życie jest za krótkie by marnować chocby jeden dzień.
Trzymam kciuki za Ciebie.

zuzia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #18 dnia: 05 Paź 2007, 15:43:45 »
w tym co pisze foszek, jest sporo racji.
zobacz tutaj:

Cytat: "zosiaczek25"
jak na zawolanie dwa dni po tym wyznaniu, dostalam JA email od mojego bylego. I on pisze, ze... mnie wciaz kocha i jesli mi zle, powinnam zostawic meza i przyjechac do niego


nawet nie pół roku po slubie a on "jeżeli jest ci źle" - czy coś takiego podejrzewa się ot tak po prostu w przypadku pary, która jest raptem 3 miesiące po slubie???

zosiaczek25

  • Gość
do "foszek"
« Odpowiedź #19 dnia: 05 Paź 2007, 15:48:05 »
Po pierwsze, maz jest bezrobotny od niecalego miesiaca, a ze mnie nie kocha, mowi mi od lipca. Po drugie, nie mam wypiekow na twarzy, gdy dostaje sms lub maila od "eksia". Zdecydowanie za duzo naczytalas sie kryminalow. Radzilabym skonczyc z taka literatura.

"Moze maz wie o Twojej starej niespelnionej milosc, ktos mu ja odpowiednio przedstail..."
 Na prawde przestan czytac kryminaly. Na pewno nikt mu tego nie przedstawil, bo do tej pory maz byl dla mnie wszystkim, to raz. Dwa, nikt z naszych znajomych nie zna mojego "eksia".
A pozatym, o czyjej niespelnionej milosci piszesz? Mojego meza? Bo to on wkoncu wyznal mi, ze kocha swoja byla dziewczyne a nie mnie. Wedlug Cie bie oczywiscie w takiej sytuacji powinnam siedziec i cieszyc sie, ze przynajmniej maz mnie wybawil ze staropanienstwa.

salsa

to chyba koniec...
« Odpowiedź #20 dnia: 05 Paź 2007, 15:49:52 »
zosiaczek25, ale nie atakuj dziewczyn, one chca Ci pomoc.....

zuzia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #21 dnia: 05 Paź 2007, 15:51:26 »
Cytat: "zosiaczek25"
Wedlug Ciebie oczywiscie w takiej sytuacji powinnam siedziec i cieszyc sie, ze przynajmniej maz mnie wybawil ze staropanienstwa.


zosiaczku, spokojnie. bez ataków. Nikt nie twierdzi, że masz się cieszyć z takiej sytuacji. Nikt w dzisiejszych czasach nie uważa, że kogoś trzeba wybawiać ze staropanieństwa (poza tym teraz takich nazywa się "singlami z wyboru"  ;-)  )
naprawdę nikt cie tu nie atakuje - po prostu szukano przyczyn takiego a nie innego zachowania twojego męża.

salsa

to chyba koniec...
« Odpowiedź #22 dnia: 05 Paź 2007, 15:55:14 »
zosiaczek25, mysle ze owinnas zajac sie swoim zyciem, tak jak juz CI pisałam w pierwszym moim poscie
stan na nogi, zacznij studia wypełnij sobie dnie nauka i praca a wieczory nowymi znajomymi
jak se juz poczujesz lepeij-koniecznie sie wyprowadz
nie rozdrauj nie rozmyslaj, nie szukaj winneg i nie wplatuj sie w inne historie poki tego nie wyprostujesz
zacznij działac juz teraz i jesli szukasz wsparca to poszukaj jakiejs grupy terapeutycznej, rodzina Ci i tak nie pomoze, nie tedy droga. jak juz sie nauczysz zyc sama , wtedy bedziesz mogła zyc w zwiazku-z mezem lub z innym facetem.

takie jest moje zdanie:)

zosiaczek25

  • Gość
to chyba koniec...
« Odpowiedź #23 dnia: 05 Paź 2007, 15:55:26 »
salsa,
Pomoc poprzez doszukiwanie sie podtekstow? I wymyslanie, czy to na pewno nie ja z moim ex sobie romansowalam i dlatego biedny maz zaczal mnie odrzucac. Wybacz, to nie jest pomoc. Od ponad trzech miesiecy mam depresje. Jak ty bys sie czula, gdyby ci maz dwa dni po slubie powiedzial, ze cie nie kocha, bo kocha kogos innego az wreszcie po 3 miesiacach powiedzialby, ze tym kims jest jego byla dziewczyna? Jak bys sie czula, gdyby po tym wszystkim ktos inny okazal ci troske?

zuzia

to chyba koniec...
« Odpowiedź #24 dnia: 05 Paź 2007, 15:58:39 »
Cytat: "zosiaczek25"
Pomoc poprzez doszukiwanie sie podtekstow? I wymyslanie, czy to na pewno nie ja z moim ex sobie romansowalam i dlatego biedny maz zaczal mnie odrzucac.


to nie tak. raczej chodziło o to, że ktoś "zyczliwy" mężowi nagadał, że nadal kochasz eksia i mąż postanowił się usunąć, że to niby on nie kocha etc. Są znane przypadki, że w taki sposób ta druga strona ułatwia odejście.
Nie widziałam tu twojej winy (bo to przecież nie ty powiedziałaś takie rzeczy mężowi) i absolutnie cie nie oskarżałam. To była pewna hipoteza, niesłuszna, ale ludzką rzeczą jest sie mylić.