Autor Wątek: Strefa emgirantek  (Przeczytany 15782 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

nionczka

Strefa emgirantek
« dnia: 02 Wrz 2007, 18:34:29 »
Dla wszytskich, ktore chca sie poskarzyc, podzielic doswiadczeniami albo po prostu pogadac na temat zycia na emigracji.

Adrianna, zaczynasz? ;-)
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

adrianna79

  • Gość
Strefa emgirantek
« Odpowiedź #1 dnia: 02 Wrz 2007, 18:41:27 »
ja sie melduje...
pochodze z wroclawia.
wyjechalam do stanow majac lat 17 i jestem tu od 10 lat.
obecnie mieszkam w washington d.c. i pracuje dla ubs - szwajcarskiego banku.

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #2 dnia: 02 Wrz 2007, 18:43:02 »
Wyjechalas sama czy z rodzina?

adrianna79

  • Gość
Strefa emgirantek
« Odpowiedź #3 dnia: 02 Wrz 2007, 18:45:11 »
sama jak palec!

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #4 dnia: 02 Wrz 2007, 18:52:48 »
Ja mieszkam w Kraju Basków a pochodze z Warszawy. Chetnie bym wrocila do Wawy z kilku powodów. Miedzy innymi nie chce, zeby moje dzieci musialy chodzic do hiszpanskiej szkoly publicznej ani tym bardziej nie prywatnej, nie podoba mi sie jakosc tutejszych mieszkan (nie wspominajac juz o cenie), tutejszy klimat przyprawia mnie o ciagle bole glowy (20 stopni roznicy w ciagu jednego dnia) i kilka innych. Denerwuje mnie, ze mieszkam na samym koncu kontynentu, ze wszystko jest drogie i ze mam rodzine daleko. Rodzina mojego meza jest tak nierodzinna, ze nie czuje sie z nimi zwiazana. On zreszta tez nie bardzo. Poza tym wkurza mnie niemieszkanie w stolicy albo wielkim miescie. Rynek pracy, polaczenia lotnicze, wszystko u nas takie niewielkomiejskie. Szlag mnie trafia. Ale kocham ten kraj, to miasto, nawet ludzi. Tylko, ze z pragmatycznego punktu widzenia lepiej sie stad wyniesc :-)

lukasowa

  • Gość
Strefa emgirantek
« Odpowiedź #5 dnia: 02 Wrz 2007, 18:58:56 »
To i ja sie melduje. od 3 lat mieszkam w UK,pierwszy rok w Londynie,teraz na poludniowym - wschodzie (niedaleko Brighton)Jeszcze nie chce mi sie wracac na stale,ale jak to bedzie to czas pokaze ;-) Mojego N. poznalam wlasnie tutaj (tzn w Londynie) a nasze rodzinne miast oddalone sa o ok. 100km  Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

adrianna79

  • Gość
Strefa emgirantek
« Odpowiedź #6 dnia: 02 Wrz 2007, 19:07:14 »
praktycznie mam te same odczucia co ty. od kilku miesiecy mieszkamy w waszyngtonie - miescie bogatych politykow, prawnikow, lekarzy i infomatykow ktorzy cholernie zawyzaja ceny wyszytkiego poczawszy od supermarketu a skonczywszy na mieszkaniach. chociaz oboje z mezem dobrze zarabiamy (nawet i bardzo dobrze jezeli bysmy sie przeprowadzili o 100 mil na poludnie) to i tak nie oplaca nam sie kupicj tutaj mieszkanie, bo 50m^2 kosztuje ponad $300,000.  wiec ze we wrocku/w--wie tez nie jest tanio, ale te miasta maja cos, ten taka atmosfere, gdzie chce sie byc...
najbardziej co mnie dobija to "jakos" ludzi w naszym otoczeniu. mieszkamy tutaj juz od kilku miesiecy, a wogole nie mamy przyjaciol. ludzie w pracy sa tak zadufni w sobie, ze jedynie co dobrze umia robic to zajecie sie tylko soba! najlatwiej to zobaczyc jak oni jezdza po drogach. totalna samowolka - pogon za tym jak najszybciej dojechac do domu i usiasc na wygodniej kanapie przed duzym telewizorem, nie zwazajac czy komus sie zajedzie droge czy nie.
jezeli chodzi o rodzine, to trafilam w 10-tke, chociaz powiem ze i tak nasi polscy rodzice sa najlepszym przykladem rodzicelstwa. tuaj jak skonczysz 18 lat i idziesz na studia, to zostajesz na swoim. oczywiscie w czestych przypadkach rodzice pomagaja w placeniu za szkole, ale ostatnio widuje i takie przypadki, gdzie dzieciaki laduja na bruku kiedy koncza 18 lat i rodzicow nie obchodzi co sie z nimi dzieje... moze dlatego tez moj lubi przyjezdzac do mnie do domu; oczywiscie moi rodzice sa nadopkiekunczy (jestem jedynaczka) ale moze on zobaczyc dobry przyklad rodzicow. ale tak juz jest, co kraj to obyczaj... jakby co to zawsze mozemy wrocic do domku...

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #7 dnia: 02 Wrz 2007, 19:23:11 »
A ja tesknie za babcia. Nie mam babci, ale bardzo bym chciala wpasc czasem na domowy obiadek ugotowany bez pospiechu dla dzieci, wnuków. Z zagwarantowana dokladka i niedietetyczny. Moze byc nawet i tesciowa. Moja tesciowa nie gotuje. Zabiera mnie do drogich restauracji, ale ja nie chce restauracyjnego jedzenia. Caly tydzien jem na miescie. W weekend chce, zeby ktos wciskal we mnie dolewke zupy, jeszcze jedngo kotleta i ciasto na deser. Jkabym mogla sobie tak zaadoptowac taka babcie! Gdybysmy mieli dzieci moglibysmy zatrudnic taka pania do gotowania, ale dla nas nie ma sensu (bo nie jadamy w domu). W Warszawie mialabym gulasz z buraczkami, kluski slaskie, pierogi z kapusta z grzybami...

adrianna79

  • Gość
Strefa emgirantek
« Odpowiedź #8 dnia: 02 Wrz 2007, 19:28:28 »
az mi sie zachcialo znowu jesc!!! wiesz, ja mam pierogi w zamrazalce, wiec wpadnij jak chcesz!!! :-)... moja druhna na odchodne kupilam mi polska ksiazke kucharska! chyba z tej tesknoty cos ugotuje...
tez tesknie za kotletami, ale szczegolnie za kopytkami i za kapusniakiem i zupa szczawiowa w wykonaniu mojej mamy...

nionczka, czym ty sie zajmujesz, jezeli moge zapytac?

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #9 dnia: 02 Wrz 2007, 19:44:33 »
Pracuje w firmie z pogranicza marketingu, PR, internetu... Analizuje "atmosfere" wokól danej marki, produktu, osoby, wydarzenia w publikacjach online. Trudno precyzyjnie wyjasnic :-)

mayagaramond

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #10 dnia: 02 Wrz 2007, 19:50:15 »
Kolejna emigrantka:

Wyjechalam do Niemiec w 99 roku, najpierw bylam operka, pozniej zaczalam studia lingwistyczne. Mojego obecnego meza juz wtedy znalam, bo poznalismy sie w USA rok przed moim wyjazdem do Niemiec.
W Polsce nic mnie nie trzymalo - moja mama zmarla w 97 roku, babcia kilka miesiecy wczesniej, a w 98 roku zmarl moj ojciec. Bylam na studiach, ktore okazaly sie absolutnie nie dla mnie (filologia klasyczna).

Zaaklimatyzowalam sie dosc szybko, pojechalam zreszta bez uprzedzen. Powiem tak - wiekszosc stereotypow na temat Niemcow byla mi zupelnie nieznana, no oprocz jednego, ze Niemki nie sa za ladne;)


Rodzina mojego meza zachowawala sie w stosunku do mnie bez zarzutu, a slyszalam od kolezanek ze studiow rozne historie. Jego ojciec podpisal mi bez zadnego problemu zobowiazanie, ze bedzie mnie utrzymywal (inaczej nie dostalabym wizy, ale w czasie studiow utrzymywalam sie sama pracujac, od mojego chlopaka moze dwa/trzy razy pozyczylam pieniadze, jak juz nie mialam innej mozliwosci).

Od ponad roku ieszkam w Bawarii, tuz przy granicy z Austria (nionczka, ja to mieszkam na wsi!). Do Polski na 99% nie wroce, H. nie zna polskiego (chociaz sie uczyl, bal nawet na kursie w Krakowie) i oprocz uczenia niemieckiego (czego nie cierpi - w poprzednim zyciu byl nauczycielem) nie znajdzie w Polsce pracy.

Poza tym mieszkamy w tak pieknej okolicy, ze musialabym zarabiac kupe kasy, zeby wrocic do Warszawy. Wystarczy, ze wsiadziemy w samochod i za 4/5 godzin jestesmy we Wloszech albo w Chorwacji.

Ostatnio wyliczylam, ze nowe dosc luksusowe mieszkanie w Monachium, jest tansze od porownywalnego mieszkania w Warszawie...


Tesknie za polskim jedzeniem, czasem poprostu za byciem u siebie, chociaz przyznam szczerze, ze wiem wiecej o niemieckiej polityce niz o polskiej (za duzo afer, juz nie moge sie polapac).

Mowic szczerze to wlasnie mysle o sprzedazy mojego mieszkania w W-Wie i dzialki, zeby tu cos kupic.

Nionczka - hiszpanskie szkoly maja taki zly pozim? Tu tez jest roznie, w duzych miastach, gdzie procent dzieci nie znajacych niemieckiego (w Stuttgarcie np. w niektorych szkolach 80%) jest wysoki, sytuacja nie wyglada najlepiej, Ale  w malych miejscowosciach, tak jak tu jest duzo lepiej.
"Man muß nie verzweifeln, wenn einem etwas verloren geht, ein Mensch oder eine Freude oder ein Glück; es kommt alles noch herrlicher wieder. Was abfallen muß, fällt ab; was zu uns gehört, bleibt bei uns (...)"

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #11 dnia: 02 Wrz 2007, 19:57:45 »
Panstwowe hiszpanskie szkoly ksztalca aroganckich analfabetów a prywatne katolicke odpadaja bo katolickie i ksztalca zarozumialych, wywyzszajacych sie analfabetów. Nie wiem jak jest teraz ale jakies dwa lata temu byla publiczna dyskusja czy powinno sie wprowadzic powtarzanie klasy czy nie. Bez komentarza! A niemowleta leza w wozkach o polnocy w zadymionych barach podczas gdy ich rodzice pija swoja dzienna dawke alkoholu.

malutenka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #12 dnia: 03 Wrz 2007, 09:24:39 »
Zgłaszam się :-> W Irlandii, prawie rok już jestem, na razie robię wrrr na ten kraj. Ale przyznaję - ma kilka dużych zalet... np to, że można oszczędzać, bez dużych poświęceń, że ludzie są bardzo mili i fajni.
Strasznie chce mi się wracać...
I'm not a psychopath, Anderson, I'm a highly-functioning sociopath. Do your research.

foszek

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #13 dnia: 03 Wrz 2007, 12:17:15 »
Ja mieszkam juz  2,5 roku we Frankfurcie nad Menem. Wczesniej okolo  roku w Berlinie, a mimo to nadal tesknie za Wroclawiem :-)
Latwiej mi sie zyje tutaj niz w Polsce, moge sobie pozwolic co roku na wakacje, cos zaoszczedzic.
Na przeciwko swojego mieszkania mam niemieckie gimnazjum w ktorym na przerwach najczesciej slyszy sie mlodziez mowiaca po ... turecku :-)
Zreszta strasznie duzo tu obcokrajowcow, nie tylko Polakow, Turkow ale i masa ciemnoskorych. Czasami mam wrazenie ze wiecej tu "obcych" nie rodowitych Niemcow.

mayagaramond

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #14 dnia: 03 Wrz 2007, 12:23:16 »
A czy nie uwazacie, ze zyjac na emigracji ("zyjac na emigracji" - prawie poczulam sie jak Slowacki;)) troche sie Polske idealizuje? Ja juz nie bardzo pamietam jak zycie codzienne tam wyglada. Nie dlatego, ze sie "zgermanizowalam" tylko dlatego, ze tam od paru ladnych lat nie mieszkam, nie pracuje itp. Jak w maju pojechalismy po raz 1. samochodem do W-Wy (bo miala sporo rzeczy do zabrania ze soba) to myslalam, ze mi leb urwie..., ale mieszkajac tu nie mysle u dziurach w asfalcie tylko o chlodniku, bigosie i pasztecikach:-))

Szkola i nastolatki tez sie zmienily. Moje rodzenstwo cioteczne niedawno robilo mature, ich zycie licealne to zupelnie inny swiat (pewnie tez dlatego, ze ich rodzice maja sporo pieniedzy), inne problemy, ale i inne mozliwosci. Nie bylo komorek, laptopow, MP3 i innych niezbednikow, a diesel kolarzyl sie wylacznie z silnikiem.

Moze tylko ja to tak widze, bo bywam w Polsce raz do roku...

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #15 dnia: 03 Wrz 2007, 13:13:25 »
Cytat: "mayagaramond"
A czy nie uwazacie, ze zyjac na emigracji ("zyjac na emigracji" - prawie poczulam sie jak Slowacki;)) troche sie Polske idealizuje? Ja juz nie bardzo pamietam jak zycie codzienne tam wyglada. Nie dlatego, ze sie "zgermanizowalam" tylko dlatego, ze tam od paru ladnych lat nie mieszkam, nie pracuje itp. Jak w maju pojechalismy po raz 1. samochodem do W-Wy (bo miala sporo rzeczy do zabrania ze soba) to myslalam, ze mi leb urwie..., ale mieszkajac tu nie mysle u dziurach w asfalcie tylko o chlodniku, bigosie i pasztecikach:-))

Szkola i nastolatki tez sie zmienily. Moje rodzenstwo cioteczne niedawno robilo mature, ich zycie licealne to zupelnie inny swiat (pewnie tez dlatego, ze ich rodzice maja sporo pieniedzy), inne problemy, ale i inne mozliwosci. Nie bylo komorek, laptopow, MP3 i innych niezbednikow, a diesel kolarzyl sie wylacznie z silnikiem.

Moze tylko ja to tak widze, bo bywam w Polsce raz do roku...


Dlatego wlasnie jeszcze nie wrocilam. Bo obawiam sie, ze idealizuje moje przeszle i ewentualne przyszle zycie w Warszawie. Wiem, ze kazde miejsce ma swoje lepsze i gorsze strony i bede musiala to wszytsko dobrze rozwazyc. Tym bardziej, ze tutaj czuje sie bardzo dobrze a za Polska specjalnie nie tesknie.

elizapj

uwaga dlugie...
« Odpowiedź #16 dnia: 03 Wrz 2007, 13:29:15 »
Drogie dusze w niedoli:)

ja wyjechalam 7 lat temu. zaczelo sie niewinnie, bez planow na dlugi pobyt. najpierw erasmus w granadzie, potem przedluzony na 2 lata. nastepnie 9m szukania pracy w kraju. co za ponizajacy i meczacy czas. moglam sie wowczas od rodzicow wyprowadzic ale bylo mi zle i glupio mieszkac samej a ich prosic o pieniadze na wszytsko. 'moje' mieszkanie stalo puste i czekalo na moja samowystarczalnosc finansowa. mieszkajac z rodzicami nadal owszem na mnie lozyli ale inaczej sie to rozkladalo we wspolnym gosp domowym. wreszcie pierwsza praca 9m po obronie! pierwsze m o j e pln:) miesiac pozniej firma wysyla mnie do bcn. mam znowu byc tymczasowo. robi sie 2 lata. poznaje moje narzeczonego. on dostaje prace w Ams, wiec jedziemy do NL. zostawiajac Bcn nie wiedzialam ze zostawiam za soba swoja samowystarczalnosc fin. myslalam ze jesli tam mi sie udalo (mimo ze jak tam pracowalam hiszp nadal byla zmaknieta dla polakow), to ze uda mi sie wszedzie. mam przeciez jezyki, studia na kilku uczelniach, zagraniczne doswiadczenie zawodowe. mialam byc takim swietnym kandydatem. W Ams znow 2 lata. najpierw rok studiow, potem b pod gorke z rynkiem pracy. Znow kraj gdzie rynek pracy dla polakow jest zamkniety. rzadko zarabialam pieniadze na projektach. 3m temu narzeczony dostaje nowy kontrakt i wyjezdzamy do Fr. ja znow nie moge podjac rzadnej pracy. zeby bylo smieszniej NL sie otworzyla w maju br, a Fr jest nadal zamknieta. miedzy innymi z powodu takich bezsensownych przepisow prawnych i ciaglej dyskryminacji mojego paszportu bierzemy slub cyw rok wczesniej.
mi sie wiec emigracja kojarzy z tym ze ja sie wszedzie moge zaadoptowac. jak cyganka wszedzie moge miec swoj dom. jesli chodzi o rynek pracy do mam nonstop zelazna kurtyne i ciagle jestem 'swietna' ale nikt mnie nie chce przyjac do pracy i mam odzwonic jak sie przepisy zmienia.
jezdzimy z narzeczonym dosc czesto do PL, ja czesciej.  i to o niebo ulatwia  zyczie zagranica. ponadto podczas mojego wyjazdu 2 osoby mnie wybraly na matke chrzestna. nie zdawalam sobie sprawy ze znaczenia tego faktu. ale dzis wiem ze dzieki temu przez najblizsze 16 lat nawet jesli nic innego by mnie nie ciagnelo, to mam rozne mile obowiazki wobec tych 2 dziewczynek:)
ale oprocz nich jest cala masa innych rzeczy kt mnie tam ciagna. nie wiem jak reszta, ale ja nadal rycze na lotnisku jak wyjezdzam. z rezta zaraz sie rozrycze piszac...
tesciowie wloscy sa super kochani, ale sa tak samo daleko jak i moi rodzice. nie mamy wiec ngdzie poczucie bycia z rodzina, chyba ze wlasnie u nich badz u moich rodzicow. na szczescie rodzinnosc wloska i polska jest prawie identyczna.

to tyle wstepem:)
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub ZalogujNie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

asia407

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #17 dnia: 03 Wrz 2007, 13:31:57 »
To sie wpisuje jako kolejna na emigracji.
W Anglii mieszkam juz 1.5 roku.Mojego K,anglika, poznalam lata temu w Polsce,jako faceta znajomej.Pare lat pozniej,kiedy oboje bylismy "stanu wolnego" znow nawiazalismy kontakt.Wpadlismy po uszy Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Musielismy decydowac:albo on jedzie do Polski albo ja do Anglii.Ja bylam wtedy kilka miesiecy po studiach,po moim kierunku (biotechnologia) ciezko w kraju o prace z perspektywami,zarabialam raptem 1200 zl na reke,wiec uznalismy ze pewnie lepiej sprobowac szczescia u niego.No i pojechalam.
Na poczatku bylo ciezko,uparlam sie ze praca w zawodzie albo nic.No i nie pracowalam przez pierwsze pol roku.
Z perspektywy czasu wydaje mi sie,ze bylo to najlepsza decyzja z mozliwych.Mam swietna prace w laboratorium przy uniwersytecie,niesamowicie ciekawa i z przyszloscia,zarabiam calkiem fajne pieniadze.K tez nie narzeka.Dwa tygodnie temu przeprowadzilismy sie do wlasnego domu.No i co z tego ze kredyt na 30 lat...A ile radochy przy malowaniu scian i koszeniu naszego malego trawnika Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj Koty z przeprowadzki tez zadowolone
Wiem,ze w Polsce nie byloby nas na to stac.A szkoda...
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

nionczka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #18 dnia: 03 Wrz 2007, 13:59:34 »
Mieszkajac w Anglii, etc macie latwiej bo liczby mowia same za siebie. U nas zarobki nie sa az tak atrakcyjne porownujac do warszawskich a ceny mieszkan dwukrotnie wyzsze. Szlag mnie trafia jak pomysle, ze moja siostra w Brukseli kupila mieszkanie tansze od mojego o kilka tysiecy chociaz ponad 2 krotnie wieksze... Nie che byc jednym z tych frajerów, ktory mieszka w Hiszpanii zarabia malo, placi ciezkie pieniadze za mieszkanie ale jest szczesliwy bo tu sa fajne imprezy. Ja oczekuje od zycia czegos wiecej niz fajnych imprez, slonca i dobrego jedzenia.

malutenka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #19 dnia: 03 Wrz 2007, 14:09:06 »
A mnie się tęskni coraz bardziej. Sama jestem na siebie zła, że pobyt tutaj, to jest niemal skreślanie dni do następnego wyjazdu do Polski i sprawdzanie, kiedy mam tanie loty, żeby pobyć w kraju jak najdłużej.
Na razie próbuję namówić męża na powrót i trochę się udaje, już nie jest tak do końca na nie :-> , zaczął wysyłać CV ido polskich i do irlandzkich firm, sam też coś mówi o powrocie, może się uda:))

mayagaramond

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #20 dnia: 03 Wrz 2007, 14:10:00 »
Cytat: "nionczka"
Mieszkajac w Anglii, etc macie latwiej bo liczby mowia same za siebie. U nas zarobki nie sa az tak atrakcyjne porownujac do warszawskich a ceny mieszkan dwukrotnie wyzsze. Szlag mnie trafia jak pomysle, ze moja siostra w Brukseli kupila mieszkanie tansze od mojego o kilka tysiecy chociaz ponad 2 krotnie wieksze... Nie che byc jednym z tych frajerów, ktory mieszka w Hiszpanii zarabia malo, placi ciezkie pieniadze za mieszkanie ale jest szczesliwy bo tu sa fajne imprezy. Ja oczekuje od zycia czegos wiecej niz fajnych imprez, slonca i dobrego jedzenia.



Bruksela tansza od Hiszpanii (Twojego miasta)? Wszystko jest mozliwe, choc Bruksela powinna byc droga z racji Uni i tabunow dyplomatow, poslow itp.

W Bawarii tez mieszkania sa drogie, Monachium i pozniej wszystko na pld od niego. Monachium, bo tam jest praca i wszystko inne, reszta, bo to rejony turystyczne.  Ale w W-wie ceny mieszkan to jakas paranoja, naprzeciwko mojej kolezanki (Mokotow, blisko parku) buduja nowe bloki, oni zaplacili chyba z 3 lata temu ok. 5000/m², teraz w nowych blokach metr kosztuje ok. 12000 i mieszkanie jest tylko do bialego montazu, czyli dokladasz jeszcze pare tysiecy na wykonczenie.

Biorac pod uwage srednia krajowa sa to koszmarne pieniadze, bo malo kto zarabia w Polsce  miesiecznie rownowartosc metr ² mieszkania w W-wie.  

Mnie oplacaloby sie wrocic do Polski z jednego powodu - mam dzialke pod W-wa i moglabym sobie wybudowac fajna chate. Tylko czy ja pozniej zarobie na jej utrzymanie?

elizapj

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #21 dnia: 03 Wrz 2007, 14:19:41 »
Cytat: "nionczka"
Nie che byc jednym z tych frajerów, ktory mieszka w Hiszpanii zarabia malo, placi ciezkie pieniadze za mieszkanie ale jest szczesliwy bo tu sa fajne imprezy.


hahaha...ale Cie dobrze rozumiem. mysmy wlasnie z tego powodu opuscili Bcn. miasto kt do konca zycia bedziemy wspominac i kochac za to jak tam sie swietnie bawilismy. ale fakt , jak mawia moj przyszly tesc, jestesmy za drodzy na tamten rynek pracy..nikt nam nie chce placic tyle ile jestesmi warci...tzn ten komentarz to bardziej do moje N, bo mi to nkt nie che placic hahahah w ogole. (troche czarnego humoru na pocieszeni)

ale co do Anglii, to B zalezy gdzie w tej Anglii. w londynie nie wystarczy przeciez dobrze zarabiac, tylko nalezy hiper dobrze by moc korzystac z tego co to miasto oferuje. ponadto te ponad godzinne dojazdy do pracy...brrrr..nie bylam, nie znam z doswiadczenia. ale mamy wielu znajomych kt z londynu wlasnie pouciekali z powodu tych ogromnych kosztow i czasu jakiego sie traci na przemieszczanie. wszyscy w polsce chwala, ze tam tak swietnie i latwo dostac prace...ale zalezy co sie chce z pensja robic.  jesli cos ponad pokryc koszty to naprawde niewiele chyba jest duzych miast w europie gdzie srednie-dobre pensje na wiele ponad pokrycie kosztow pozwalaja. w belgii i holandii, owszem pensje lepsze, ale podatki!! jak sie nie korzysta z specjalnego opodatkowania dla expatow to zal duzo zarabiac. poco dzielic z obcym rzadem (nie to zebym chciala dzielic sie z naszym krajowym).

ktos tu wyzej pisal ze prowincja zagranica ma wilekie zalety finasowe i np odnosnie jakosc szkol. powoli chyba zaczynam sie ku temu przychylac. choc rozumiem tez Twoj lament nionczka odnosnie nie mieszkania w stolicy. szok jak sie latwo przezwyczaja czlowiek do tego, ze jak wszytsko jest to jest normalne. a w mniejszych miastach normalne jest wlasnie to ze nie ma wszystkiego. ja mam obecnie 40 min do nicei...to jest moje najwieksze miasto...w moim sa 2 minimarkety...hmhmm urocze ? tak! ale male. i nadal usiluje sie dostosowac. chociaz wole to niz paryski czynsz i korki....

asia407

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #22 dnia: 03 Wrz 2007, 14:21:47 »
Ceny nieruchomosci w Anglii sa przerazajace.Najgozej jest w Londynie i okolicach, zaraz potem poludniowy wschod,czyli niestety my.I ciagle ida w gore.musielismy cos kupic,w tej chwili oszczednosci starczylo nam na 10% wkladu wlasnego,za rok byloby ok. 6 % za ten sam dom.Kredyt mamy na 30 lat,a sam dom wcale duzy nie jest.No ale grunt ze teraz juz jestesmy na swoim i splacamy SWOJ kredyt a nie cudzy (jak przy wynajmowaniu).

A co do powrotu do Polski.Wiem,ze teraz tu jest moj dom,na powrot nie licze.Nawet bym nie chciala.Chyba ze mialabym szanse na taka sama prace jak tu.
A przyszlych tesciow mam wspanialych.Nie mieszkamy blisko,ale jak tylko moga zastepuja mi moich rodzicow,ktorych widze raz na rok.Nawet na wakacje pojechalismy we czworke:my i tesciowie.No i bylo super.Zabawa lepsza niz z coniektorymi znajomymi w naszym wieku.

malutenka

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #23 dnia: 03 Wrz 2007, 14:21:49 »
Cytat: "mayagaramond"
Biorac pod uwage srednia krajowa sa to koszmarne pieniadze, bo malo kto zarabia w Polsce miesiecznie rownowartosc metr ² mieszkania w W-wie.
Wiesz co, drożej jest mieszkanie wynajmować niż kupić  :-> my w Krakowie wynajmujemy swoje mieszkanie za 2000 miesięcznie(i to jest blisko centrum, a takie same ceny są i na osiedlach na peryferiach). Chyba wolałabym wziąć kredyt hipoteczny i spłacac własne, niż wynajmować...

asia407

Strefa emgirantek
« Odpowiedź #24 dnia: 03 Wrz 2007, 14:33:08 »
Cytat: elizapj
Cytat: "nionczka"
ale co do Anglii, to B zalezy gdzie w tej Anglii. w londynie nie wystarczy przeciez dobrze zarabiac, tylko nalezy hiper dobrze by moc korzystac z tego co to miasto oferuje. ponadto te ponad godzinne dojazdy do pracy...brrrr..nie bylam, nie znam z doswiadczenia. ale mamy wielu znajomych kt z londynu wlasnie pouciekali z powodu tych ogromnych kosztow i czasu jakiego sie traci na przemieszczanie. wszyscy w polsce chwala, ze tam tak swietnie i latwo dostac prace...ale zalezy co sie chce z pensja robic.  jesli cos ponad pokryc koszty to naprawde niewiele chyba jest duzych miast w europie gdzie srednie-dobre pensje na wiele ponad pokrycie kosztow pozwalaja.


No z tymi kosztami to zalezy od podejscia.Nam bank zaoferowal wiekszy kredyt,teoretycznie moglismy kupic wiekszy lub nowszy dom. Ale my nie chcielismy,tak jak piszesz miec tylko na koszty. A co z zyciem,choc odrobina przyjemnosci. Wiec kredyt i dom troche mniejszy,ale za to stac nas na sobotnie wypady,wakacje i hotele od czasu do czasu.a nawet wesele,za ktore chcemy zaplacic sami (choc pewnie gdyby slub mial sie odbyc w Anglii,to skonczylo by sie na skromnym przyjeciu).
A dostac prace nie jest latwo.Piewsza lepsza,tak z doskoku na wakacje moze tak.Ale nie kiedy chcesz pracowac w zawodzie i zarobic lepsze pieniadze.Ja pierwsze 5 miesiecy pracowalam za darmo,w ramam doswiadczenia zawodowego (bo jedyne jakie mialam bylo z Polski).I dzieki temu udalo mi sie pozniej dostac prace,na ktorej mi bardzo zalezalo.