Autor Wątek: podstrefa małżeńskich problemów  (Przeczytany 18532 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

nionczka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #25 dnia: 29 Sie 2007, 16:25:49 »
Czemu nie w Europie, Golinda? Ja za to nie wynioslabym sie z Europy za nic w swiecie.
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

mayagaramond

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #26 dnia: 29 Sie 2007, 18:47:16 »
Ja mieszkam juz od prawie 8 lat w Niemczech. Bylam tez rok w Anglii i srednio mi sie podobalo, drogo, fatalna jakosc mieszkan (niegdy nie zapomne sufitu, ktory sie oderwal).

W Niemczech mi sie podoba, ale mieszkam tez w jednym z najpiekniejszych zakatkow Niemiec. Tesknie za polskim jedzeniem, choc tu moge wiele podobnych rzeczy kupic.
A tak poza tym to nie tesknie, pewnie dlatego, bo moi rodzice nie zyja i nie mam za bardzo do czego wracac.

Choc z wieloma rzeczymi byloby nam pewnei latwiej - mam dzialke pod Warszawa, moglibysmy wybudowac dom itpa, ale moj maz nie bardzo nadaje sie do mieszkania w Polsce, poprostu nie ta mentalnosc (kiedys pisalam o wysiadaniu z autobusu w W-wie).
"Man muß nie verzweifeln, wenn einem etwas verloren geht, ein Mensch oder eine Freude oder ein Glück; es kommt alles noch herrlicher wieder. Was abfallen muß, fällt ab; was zu uns gehört, bleibt bei uns (...)"

malutenka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #27 dnia: 29 Sie 2007, 20:52:46 »
Ja mam do czego, obydwoje mamy do czego, właśnie rozmowa skończyła się niedobrze, mam wyrzuty sumienia, że nie jestem jakimś popierniczonym robocopem i nie daję rady, starałam się :-| i staram się nadal. Tylko, że właśnie zaczęłam się sypać :cry:
I'm not a psychopath, Anderson, I'm a highly-functioning sociopath. Do your research.

Strefa Ślubna

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #27 dnia: 29 Sie 2007, 20:52:46 »

sweedee

  • Wiedżma ze słowotokiem
  • *****
  • Wiadomości: 7823
  • Ilość polubień: 0
  • Ilość piw: 1458
  • lubim mamę! jeśt mondla i pyśna!
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #28 dnia: 29 Sie 2007, 21:03:08 »
malutenka, a dlaczego Twój mąż tak nie chce wracać? Z jego rodzicami przecież nie musielibyście mieszkać (chyba  :-| ), bo z tego, co zrozumiałam, to jego główny argument za nie-powrotem...
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj
Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

malutenka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #29 dnia: 29 Sie 2007, 21:12:22 »
No pewnie, że nie musielibyśmy mieszkać, ani z jego rodzicami, ani z moimi, bo mieszkanie własne stoi i czeka. Ale okazuje się, że dopiero kilka tysięcy kilometrów to jest bezpieczna wg niego odległość od nich. Ja nie wiem, oni może nie są cudowni, lubią na głowę włazić i nudzić, ale poradziłam sobie z nimi w ciągu paru rozmów i nagle, po paru scysjach zaczęli mnie postrzegać za kogoś wartościowego, a przede wszystkim za człowieka.
Trzyma się tej Irlandii zębami i pazurami :cry:
A teraz jest naprawdę dobry moment żeby mówić o wyjeździe, bo w grudniu kończy mu się projekt, a w styczniu zaczyna nowy, jak zacznie ten nowy to już w ogóle nie będzie mowy o powrocie przez następne pół roku...

Strefa Ślubna

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #29 dnia: 29 Sie 2007, 21:12:22 »

golinda

  • Gość
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #30 dnia: 30 Sie 2007, 08:16:51 »
Cytat: "nionczka"
Czemu nie w Europie, Golinda? Ja za to nie wynioslabym sie z Europy za nic w swiecie.


bo w Europie są tylko kraje narodowe i choćbyś nie wiem jak próbowała zawsze będziesz dla nich obca (co innego USA, czy Australia)
a szczególnie mocno można to odczuć w Niemczech i Francji
do Niemiec nie wróciłabym już nigdy, nie znoszę tej nacji, ich koszmarnej mentalności i tego "zamknięcia", braku gościnności etc.
owszem, znam paru bardzo fajnych Niemców, nie mówię, że wszyscy są jednakowi
w tym kraju jednak człowiek może poczuć, co to znaczy nie być u siebie

niestety muszę też czasem jeździć tam służbowo. jak oni do nas przyjeżdżają, to robimy im super imprezy, zapraszamy na wyśmienite polskie jedzenie..., jak my jesteśmy tam, dostajemy coś, co oni nazywają szumnie jedzeniem, po czym idziemy na niemiecką "imprezę" z lampką wina ewentualnie piwa...można umrzeć z nudów...i to poczucie humoru.....
raz do roku wyjeżdżam z mężem na tzw. Jahresabschlussfeier (z Niemcami oczywiście)...jak porównam to sobie z moimi firmowymi imprezami, to zastanawiam się, kto umarł, że nas na stypę zaproszono...

nionczka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #31 dnia: 30 Sie 2007, 09:27:57 »
A ja wlasnie zdecydowanie najlepiej czuje sie we Francji, to najblizszy mi kraj, mentalnosc i kultura.  W Hiszpanii tez nie jest zle. Otwarci ludzie, ale to niezbyt moja mentalnosc.
W Stanach natomiast nie wytrzymalabym nawet 6 miesiecy :-)

golinda

  • Gość
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #32 dnia: 30 Sie 2007, 09:28:59 »
przepraszam, muszę się poprawić - najgorzej jest w Zurichu Nie masz uprawnień, aby oglądać tę zawartość. Zarejestruj się lub Zaloguj

koziorozec

  • Gość
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #33 dnia: 30 Sie 2007, 09:33:19 »
Cytat: "golinda"
to poczucie humoru.....(w Niemczech)


powiedzialabym wrecz jego brak. Zero jakiegos dystansu do pracy, do siebie.
W Polsce to sie czlowiek z siebie posmieje, a tu lepiej nie zaczynac, bo patrza
podejzliwie i moze pomysla ze niekompetentna.

zuzia

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #34 dnia: 30 Sie 2007, 09:54:41 »
Cytat: "nionczka"
W Stanach natomiast nie wytrzymalabym nawet 6 miesiecy


mi sie stany podobają, ale turystycznie i zakupowo. Nie wiem jak by mi się tam pracowało.
Moja koleżanka, po 20 latach mieszkania w stanach (wyjechała z rodzicami w wieku 10 czy 11 lat) przeprowadziła sie w ub. roku do Polski. Od zawsze chciała stamtąd wyjechać, choćby do Europy a najlepiej do Polski. Ludzie tutaj jak sie dowiedzieli to pukali się w czoło, że zwariowała, ale ona jest zadowolona (tyle, że ma amerykańską pensję tutaj - to też inaczej). Natomiast jej brat - za nic na świecie nie chce ze stanów wyjechać. Wyjechał tam jak miał bodajże 6 lat i całkowicie "wsiąkł".

mayagaramond

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #35 dnia: 30 Sie 2007, 12:08:29 »
Cytat: "koziorozec"
Cytat: "golinda"
to poczucie humoru.....(w Niemczech)


powiedzialabym wrecz jego brak. Zero jakiegos dystansu do pracy, do siebie.
W Polsce to sie czlowiek z siebie posmieje, a tu lepiej nie zaczynac, bo patrza
podejzliwie i moze pomysla ze niekompetentna.



Tu sie nie zgodze. My w pracy boki ze smiechu zrywamy, mozna sie tez nabijac z szefa. Wlasnie zjadl przez pomylke mojej jablko ( i to juz nie 1. raz) i powiedzialam mu, ze nastepnym razem odrabie mu rece.

Studiowalam na bardzo miedzynarodowym wydziale, z mnostwem obcokrajowcow i prawda jest niestety taka, ze bardzo wielu studentow kisilo sie we wlasnym sosie i mowiac szczerze Niemcy raczej tego nie robili, bo byli bardzo zainteresowani innymi kulturami i jezykami (wydzial lingwistyki), w przeciwienstwie np. do Francuzow albo wlasnie Polakow... Polacy czesto sie naprawde beznadziejnie zachowywali, czepiajac sie notorycznie osob, ktore pochodzac z Polski, ale mieszkajac od dziecka w Niemczech nie mowily perfekcyjnie po polsku  (zdrajcy). Byli tez tacy, ktorzy od lat mieszkali w Niemczech, ale byli najwiekszymi  polskimi patriotami pod sloncem. Do pobierania Bafög Niemcy byli dobrzy, ale cala reszta byla do d***. Powiem tak - jak sie ma takie nastawienie, to i na Karaibach nie bedzie fajnie;)

Jesli chodzi o poczucie humoru to sie niezle przejechalam w Anglii, z moich obserwacji wynika, ze ironie toleruja tylko wtedy, gdy sie ich juz dobrze zna. I to ciagle mowienie "ogrodkiem, ogrodkiem". W naszym biurze byla nawet taka pocztowka - tonacy chlopak mowi do przechodnia - nie pamietam calego tekstu, ale najpierw wstep na 5 linijek pod tytulem "sorry to bother you" no i przeprosiny na 5 linijek na zakonczenie.

Pewnie, ze Europa to kraje narodowe, ale w Stanach nie jest tak rozowo jak nam sie wydaje. Wole Niemcy i 4-tygodniowy urlop niz 2 tygodnie w USA i beznadziejny system ubezpieczen.

kamelia04.08.2007

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #36 dnia: 30 Sie 2007, 12:10:15 »
a my na razie nie wiemy gdzie bedziemy mieszkać: PL, DE, FR. Problem polega na tym, ze nie znam francuskiego (nauka w expresowym tempie mnie czeka +pisanie pracy magisterskiej). We FR obawiam sie, że Polka z 3 dyplomami znajdzie prace przy sprzątaniu, a zrobi wielka "kariere" jako sekretarka.

Mój mąż za FR tęskni..., mimo że mu tu na razie dobrze
legalna teoria dowodowa rozbudowała klasyfikację dowodów wg. ich wartości, znano min. dowody pełne, niepełne, półpełne, niezupełne, więcej niż półpełne, mniej niż półpełne, a także oczywiste, poważne, przekonujące, rzeczywiste, wątpliwe, podejrzane

golinda

  • Gość
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #37 dnia: 30 Sie 2007, 12:15:24 »
Cytat: "mayagaramond"
Cytat: "koziorozec"
Cytat: "golinda"
to poczucie humoru.....(w Niemczech)


powiedzialabym wrecz jego brak. Zero jakiegos dystansu do pracy, do siebie.
W Polsce to sie czlowiek z siebie posmieje, a tu lepiej nie zaczynac, bo patrza
podejzliwie i moze pomysla ze niekompetentna.



Tu sie nie zgodze. My w pracy boki ze smiechu zrywamy, mozna sie tez nabijac z szefa. Wlasnie zjadl przez pomylke mojej jablko ( i to juz nie 1. raz) i powiedzialam mu, ze nastepnym razem odrabie mu rece.



no widzisz, o tym właśnie mówimy...

mayagaramond

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #38 dnia: 30 Sie 2007, 12:21:48 »
Cytat: "golinda"
no widzisz, o tym właśnie mówimy...


Oswiec mnie, bo nie lapie. Mowisz, ze Niemcy nie maja poczucia humora, a ja twierdze, ze maja. I maja tez do siebie dystans, pewnie nie wszyscy, sa ludzie i taborety;) Gdyby moj szef nie byl dosc wyluzowany, to bym w zyciu tak sie do iego nie odezwala.

Jego luz w tej kwestii nie zmienia faktu, ze jest skapiradlem, ale to inna para kaloszy.

Nie zgodze tez z twierdzeniem, ze sa zamknieci - statystycznie zadna inna nacja nie podrozuje tyle co Niemcy. Pewnie, ze sa tacy, ktorzy jezdza na majorke i wcinaja Bratwurst, ale z tego to sie i Niemcy wysmiewaja. Abstarhujac juz od tego, ze w wielu miastach nie ma prawie restauracji z kuchnia regionalna, a sama wloskie, chinskie itp.

golinda

  • Gość
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #39 dnia: 30 Sie 2007, 12:23:56 »
mayagaramond, wsiąkłaś tam, więc tego nie rozumiesz
dlatego nawet nie będę próbowała tłumaczyć

przyjedź do Polski na imprezę i poróznaj ją z niemieckimi

Strefa Ślubna

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #39 dnia: 30 Sie 2007, 12:23:56 »

nionczka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #40 dnia: 30 Sie 2007, 12:38:28 »
Cytat: "kamelia04.08.2007"
a my na razie nie wiemy gdzie bedziemy mieszkać: PL, DE, FR. Problem polega na tym, ze nie znam francuskiego (nauka w expresowym tempie mnie czeka +pisanie pracy magisterskiej). We FR obawiam sie, że Polka z 3 dyplomami znajdzie prace przy sprzątaniu, a zrobi wielka "kariere" jako sekretarka.

Mój mąż za FR tęskni..., mimo że mu tu na razie dobrze


We Francji nie jest az tak trudno znalezc dobra prace. Znam kilka osob, ktorym sie udalo. Na poczatku nie jest latwo, ale warto probowac.

mayagaramond

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #41 dnia: 30 Sie 2007, 12:39:37 »
Cytat: "golinda"
mayagaramond, wsiąkłaś tam, więc tego nie rozumiesz
dlatego nawet nie będę próbowała tłumaczyć

przyjedź do Polski na imprezę i poróznaj ją z niemieckimi


Ja o jednym, a ty o drugim:-))

Nic nie pisalam o imprezach, tez uwazam, ze na weselu mojej szwagierki z nudow mozna bylo umrzec, ale tego samego zdania jest moj maz, Niemiec. Kiedys tez bylam na beznadziejnej imprezie urodzinowej, normalnie coctail party. Ale moze tylko dla mnie byla beznadziejna, bo oprocz mojego chlopaka i jego kumpla nikogo nie znalam i nie znalam wtedy tak dobrze jezyka.

Swietnie za to bawialam sie na imprezach z latynosami, pod warunkiem, ze byly tance, bo przy nasiadowach byly tragedia - ja nie znam hiszpanskiego, a oni choc wszyscy mowili po angielsku (i to dobrze, a nie kali jesc kali pic) rozmawiali miedzy soba tylko po hiszpansku, a ja siedzialam jak kolek.

nionczka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #42 dnia: 30 Sie 2007, 12:40:04 »
Tylko, ze francuski trzeba znac i to dobrze. Ale majac meza Zabojada powinno byc Ci latwiej.

[ Dodano: 30-08-2007, 12:42 ]
Hiszpanie (przecietni, nie wszyscy) tez maja problemy z wysublimowanym poczuciem humoru, nie rozumieja ironii. Mialam z tym niezle problemy na poczatku bo wszytsko brali doslownie.

kamelia04.08.2007

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #43 dnia: 30 Sie 2007, 14:06:24 »
nionczka,
no wlasnie mam zamiar tłuc ten francuski, teraz rozmawiamy po niemiecku i jest git. Czasem z niego zartuje gdy pojawia sie jakas durnota we francuskim i mówię dlaczego nie jest Niemcem  ;-)
We FR obawiam sie tego, że jesli nawet będę znała francuski, to mi polskie pochodzenie oraz akcent nie pozwoli osiagnąć jakiejs pozycji zawodowej.

Ty mieszkasz w Bawarii?

malutenka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #44 dnia: 30 Sie 2007, 14:12:58 »
Cytat: "golinda"
przyjedź do Polski na imprezę i poróznaj ją z niemieckimi
 chociaż tyle, że irlandzkie imprezy są podobne do polskich, ale przyjęcia weselne zazwyczaj robią duużo większe.
Cytat: "nionczka"
W Stanach natomiast nie wytrzymalabym nawet 6 miesiecy
Byłam w Stanach przez dwa miesiące u ojca i też za bardzo mi nie podeszły, a mój tato  w tym kraju zakochany na amen :->

nionczka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #45 dnia: 30 Sie 2007, 14:31:02 »
Ty mieszkasz w Bawarii?[/quote]


Ja? A skad? Ja w Hiszpanii. W Bawarii mieszka Mayagaramond.

mayagaramond

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #46 dnia: 30 Sie 2007, 14:39:49 »
Cytat: "kamelia04.08.2007"
nionczka,

Ty mieszkasz w Bawarii?


To ja mieszkam w krainie "Lederhose" (bawarskie skorzane spodnie). Tak swoja droga to w zeszlym roku bedac na spacerze przechodzilismy kolo knajpy w ktorej bylo bawarskie wesele. Ludzie bawili sie w ogrodzie i, slowo honoru, tanczyli na stolach.
Ale cos takiego to tylko w Bawarii, w Badenii-Wirtembergii pewnie czegos takiego nie uwidzisz.

koziorozec

  • Gość
podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #47 dnia: 30 Sie 2007, 15:49:35 »
Cytat: "mayagaramond"
Cytat: "koziorozec"
Cytat: "golinda"
to poczucie humoru.....(w Niemczech)


powiedzialabym wrecz jego brak. Zero jakiegos dystansu do pracy, do siebie.
W Polsce to sie czlowiek z siebie posmieje, a tu lepiej nie zaczynac, bo patrza
podejzliwie i moze pomysla ze niekompetentna.



Tu sie nie zgodze. ... ...

Powiem tak - jak sie ma takie nastawienie, to i na Karaibach nie bedzie fajnie;)


Tez jestem na uczelni i mam wielu znajomych z roznych krajow.
A w pracy tez jest wesolo.

Ale musisz przyznac maja tu inne poczucie humoru, wiadomo z Polakami
rozumiesz sie w pol slowa, z innymi narodowosciami tez sie posmiejesz.

Mam tez kilku przyjaciol Niemcow, alez ile to trzeba sie napracowac,
zeby oni sie w koncu jakos przekonali i otworzyli, potem juz jest dobrze...
w polsce jakos latwiej na uczelni i nie tylko bylo.

Tez milalam przykre doswiadczenia z Polakami tu, ale to jak wszedzie i
z kazdej narodowosci, to juz kwestia czlowieka.

a stany to nie dla mnie, wytrzymalabym jakis czas w Kaliforni albo na wschodnim
Wybrzerzu... pomiedzy nie...

kamelia04.08.2007

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #48 dnia: 30 Sie 2007, 16:04:48 »
nionczka,
jakos mi się głupio napisało, bo pytanie o bawarie było skierowane do mayagarmond.

my chcemy sie w nastepnym roku (taka opóźniona podróż poslubna) wybrać na wycieczke do andaluzji. Polecasz cos/jakis region szczególnie w hiszpanii?

nionczka

podstrefa małżeńskich problemów
« Odpowiedź #49 dnia: 30 Sie 2007, 17:24:55 »
Polecam prawie wszytskie regiony Hiszpanii, zalezy co chcecie zobaczyc, robic, kiedy i w jakiej temperaturze. Co znacie, czego nie, co lubicie a czego nie. Po sezonie wszytsko jest fajne bo juz nie ma tlumów. Andaluzja jest super bo ma wiele ciekawych miejsc do zwiedzania ale jest strasznie brudna i latem jest bardzo goraco. Ale i tak warto.